Romance TV podrasowałaby trochę scenariusz i zrobiłaby z tego serialu lepszy półtoragodzinny film. Czekałem aż wreszcie coś się zacznie dziać, ale się nie doczekałem, bo im dalej tym nudniej.
W Marshals wszystko dzieję się za szybko, tutaj nie dzieje się prawie nic.
Nie mam pytań – to jest arcydzieło i rola życia Michelle Pfeiffer. Tu wszystko się zgadza: zaczynając od wspaniałej, hipnotyzującej i wzruszającej muzyki, poprzez nieprawdopodobnie satysfakcjonujące dialogi, aż po scenę z dwoma braćmi siedzącymi na ganku i rozmawiającymi o życiu – majstersztyk!
Zapadł mi w pamięć...
Polecam "The Madison". Ten sześcioodcinkowy serial przypomniał mi za co kocham kino. I utwierdził mnie w przekonaniu, że muzyka jest piękna. To dla niego sięgnąłem po słuchawki po pierwszym epizodzie i zostałem w nich do końca. Dość szybko stało się dla mnie jasne, że obcuję z czymś wyjątkowym.
Oglądałem go...
Ten serial poza widokami nie ma nic wspólnego z Yellowston. Obejrzałem 1 i 2 odcinek I sezonu i nie wiem czy będę oglądał dalej. Serial jest po prostu nudny. Biorąc pod uwagę, że Kurt Russell, w obsdazie występuje we wszystkich 6 odcinkach I sezonu, to chyba lepiej nie będzie. Może jedynie przekona mnie do dalszego...
Mamy tu do czynienia z pierwszą porażką zespołu ludzi, którzy zrobili kilka naprawdę dobrych seriali. Muzyka, kompletnie źle dobrana. Aktorstwo Michelle Pfeiffer drewniane. Aktorstwo Kurt Russell to samo. Prolog to tak zwane pierwsze wrażenie, które ma zachęcić do kontynuacji serii. Ocena 7. 4 to kompletna pomyłka....