The Punisher

2017 - 2019
8,0 66 tys. ocen
8,0 10 1 65558
7,2 20 krytyków
The Punisher
powrót do forum serialu The Punisher

Z czym kino o superbohatera jest kojarzone najczęściej? Faceci w leginsach, kobity w antyżylakowych pończochach. Lasery z oczu i pejcze z s*x shopu. A do tego inwazja morderczych muszek owocówek z kosmosu - i do na przykład Central Parku w Niu Jorku zajeżdża cyrk. Kolorowy tłum wali się po pyskach, a ludzie wsuwają popcorn i gra muzyka. W tym temacie twórców poniosło. wielokrotnie w przeszłości i zapewne mają w planach ponieść się i na przyszłość. Tylko, że historia marine z tego samego miasta, to nie obraz superbohatera. Nie przepadam za poprawnością polityczną - platformy Vod wprost przeciwnie - ale w kontekście Frank'a Castle, to co zrobił Netflix i Disney po przejęciu schedy, zasługuje na uwagę. Opowieść gościa z Nowego Jorku, powinna trwać w estetyce dramatu kryminalnego, niezależnie od odsłony: film, serial, komiks, słuchowisko radiowe, teatr kukiełkowy, kropka.

Nadchodzący Spider Man i łączenie Frania z nastolatkiem w rajtuzach, to wyjątkowo zalatujący środkiem na pryszcze scenariusz. Już stawianie Castle'a obok Daredevilla'a, sadzącego romantyczne farmazony o walce z bezwzględną przestępczością przy użyciu przemocy... bez przemocy( let’s hurt them, but not too much) było ryzykowne.

Serial Punisher, nawiązuje do segmentu komiksowego Max, ale robi coś więcej od literatury obrazkowej - uczłowiecza Franka jeszcze bardziej. To nie jest Punisher, tylko doświadczony, straumatyzowany facet. Wydaje się to celowym zabiegiem, bo choćby jego komiksowy nickname w serialu, pojawia się sporadycznie. Frank, to po prostu Frank, Castle albo Frank Castle. Tylko tyle i aż tyle. Niby detal, a o ogromnym znaczeniu. To nie suprabohater w spandexie, z wielką czaszką na torsie, tylko gość, który wygląda, jakby ubierał się w magazynach wojskowego demobilu albo w poszukiwaniu ciepłej kurtki na zimę, przewalał szmaty na wagę w sklepach z odzieżą używaną. Jeśli potrzebuje broni, kradnie ją, zamiast demontować gniazdko elektryczne w ścianie, wstukiwać kod na lśniący panel dotykowy i zjeżdżać windą do tajnej bazy w podziemiach opuszczonej fabryki, gdzie pancerne szafy wypchane są spluwami, jak czekolada marcepanem. W samym serialu, nie ma zbyt wielu błędów logicznych, braku spójności, a przynajmniej te obecne, nie rażą. Nie pojawia się nagminne poczucie irytacji: Za co chłop je? Z czego żyje? I skąd ma ciape na wache? Poza kilkoma wyjątkami jak "pożyczanie" pieniędzy czy sprzętu bez zgody ich właścicieli, jego rzeczywistość jest normalna, skromna, a momentami nawet zakrawa na biedę. Żyje i działa bez sztabu Alfredów, miliardów na koncie, technicznego zaplecza kuloodpornych aut i motocykli z moździerzem w standardzie. a wyłącznie przy wsparciu kilku życzliwych mu osób jak Micro czy Karen, którzy w temacie koneksji i tłustych kont bankowych nie mają nic do zaoferowania. Kapitał jaki świadczą, choć niepozbawiony trudności i wad, to wciąż stara, dobra przyjaźń i lojalność. Jakkolwiek, często zmuszony jest radzić sobie także i bez nich.

Castle, to wciąż literacka fikcja i zabierając zdanie, należy mieć to na uwadze. Mimo wszystko jego fabuła czerpie bezpośrednio z życia - rozczarowań rzeczywistością, traum, konfliktów, rodzącej się świadomości siebie i świata, a w ich obliczu, podejmowania decyzji - najczęściej niełatwych. Jedną z najlepszych ujęć tej konkretnie postaci i tej właśnie historii, jest dodatek do Punisher’a w postaci sceny z drugiego sezonu Daredevilla, w której Frank obity jak pies, odmawia podczas sądu kapturowego przyznania się do winy. Na tle dylematów moralnych blondaska z nadwagą i wyidealizowanych dyrdymałów jego szefa Murdock'a, wciąż wierzącego w system i próbującego negocjować ze skorumpowanymi oskarżycielami (sic!), Castle krzyczy do prokurator: - Spłoniesz ze mną wiedźmo! I takim obrazem nieświętego Franciszka, Franciszek powinien pozostać. Semper fidelis.

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa