6,4 7  ocen
6,4 10 1 7
Incision
powrót do forum gry Incision

ocenił(a) grę na 8

Staroszkolny FPS wydany w tym roku. Minimalistyczny, w graficznym stylu sprzed dwóch dekad. Dominuje czerowono-szara kolorystka, bo świat wypełniony jest mieszanką flako-betonową. Jest krwawo, mięsiście i dynamicznie. Nie ma tutaj ręcznego zapisywania gry i checkpointów. Rozpoczynając poziom mamy jedno życie i w trakcie rozgrywki zbieramy sobie kolejne życia. Jeśli na danym poziomie utracimy wszystko, zaczynamy level od nowa. Nie jest to plus ani minus, ot takie założenia dewelopera. Na pewno gra nie jest trudna jak ją niektórzy przedstawiają. Przez całą rozgrywkę miałem problem jedynie z dwoma początkowymi poziomami w rozdziale drugim. W pierwszym brakowało mi przede wszystkim amunicji, zaskoczyła mnie końcówka, w której przeciwnik stopniowo wysyłał z naszego bohatera życie, bo nie wiedziałem, co zrobić w pierwszej kolejności. Drugi poziom miał podobną końcówkę jak pierwszy i wtedy odkryłem, że ów dziada wystarczyło pozbyć się na starcie. W tych dwóch wypadkach bolała śmierć pod koniec danej mapy, bo wtedy trzeba było powtarzać praktycznie cały poziom. Najwięcej powtarzałem właśnie te wspomniane miejscówki. W każdym razie później już nie miałem takich sytuacji, poza poziomem z bossem-sobowtórem. Grałem na poziomie normalnym – tym środkowym do wyboru. Do czyszczenia map z przeciwników podchodziłem spokojnie i systematycznie, co oczywiście wydłużało czas przejścia (poza miejscami, gdzie nagle pojawia się chmara wrogów – wtedy po prostu nie można dać się zabić). Czasy na YT sugerują, że Incision można przejść w około 5 godzin, ale wszystkie gameplaye są na najniższym poziomie trudności i nie są to również pierwsze podejścia oraz takie na 100%. U mnie jeszcze na czas poświęcony grze składa się to, że często byłem zmuszony zakończyć grę w trakcie rozgrywki, co wiązało się później z rozpoczęciem poziomu od nowa jak i nieraz miałem ją włączoną w tle, aby nie wychodzić z rozgrywki, by później ją dokończyć. Plus wspomniane powtórki poszczególnych poziomów.

Pukawki do dyspozycji gracza są raczej standardowym wyposażeniem w grach FPS. Mamy rewolwer, włócznio-piłę, strzelbę, wyrzutnię rakiet, karabin maszynowy, mini-gun, trzylufowego obrzyna, miotacz ognia czy elektromagnetycznego jednostrzałowca. Poza rewolwerem i mini-gunem inne mają jeszcze alternatywny strzał a wyrzutnia rakiet ma jeszcze trzecią możliwość wystrzelenia mini-atomówki (o ile jakąś znajdziemy). Jedną z broni jest też tzw. pupil, którego karmimy krwią z pokonanych przeciwników. Wypuszcza on pociski, które przylepiają się do wrogów i wybuchają. To, jakie zada obrażenia, zależy od jego nasycenia krwią – im wyższa, tym większy procent obrażeń. Do wyboru do koloru. Fajny jest motyw z podstawowym karabinem maszynowym, który przy przegrzaniu strzela ognistymi nabojami. Ogólnie czuć ciężkość broni. Niektórzy wrogowie są też bardziej podatni na poszczególną amunicję. W samej kwestii przeciwników też jest ich trochę. Część jest związanych z poszczególnymi miejscówkami. Niemniej mamy coś na wzór strzelających pająków, podstawowych żołnierzy, przeciwników z tarczo-piłami, którzy miotają tarczami odbijającymi się od ścian, wybuchających samobójców, gigantyczne humanoidalne monstra, które rzucają w nas swoimi wnętrznościami, kosmicznych strzelców, dynamiczne strzelczynie wyposażone w snajperki, większe robo-pająki, czy najbardziej wkurzający, którzy mega szybko dobiegają do nas i atakują bronią białą (oj ci potrafią napsuć krwi i są na każdym poziomie, bo to w sumie podstawowy przeciwnik). Do tego dochodzą jeszcze inni wrogowie oraz minibossowie oraz bossowie. Z początku można odnieść wrażenie, że każdy boss jest stacjonarny, ale od drugiego rozdziału są już mobilni i nawet zróżnicowani.

O miejscówkach dużo nie napiszę, bo większość to ciemnie betonowo-krwiste korytarze, ale mamy też otwarte struktury. W kolejnych rozdziałach pojawiają się też inne kolory ów miejscówek. Niemniej trudno wskazać jakąś wyjątkową, bo większość jest podobna do siebie. Sam level design jest w porządku, aczkolwiek w pojedynczych miejscach można się zgubić jeśli nie zauważymy jakiegoś przejścia. Na jednym poziomie w pierwszym rozdziale szukałem dalszej drogi. Później już nie miałem z tym problemów, nawet jeśli droga dalej była przez wąski prześwit w górę. Jeżeli gdzieś jest dźwignia, która otwiera gdzieś bramę, to bez problemu tam trafimy. Na każdej mapie natkniemy się na wybuchające beczki a na niektórych także na jeziora toksycznej krwi, która zabiera nam pewną ilość życia jeśli będziemy za długo w nich przebywać (czym informuje stosowny pasek). Należy też uważać na lawę i ogień. Czasami mamy też elementy platformowe, ale są zrobione w porządku, trzeba się postarać, aby z nich spaść i stracić życie. A nawet jeśli gdzieś spadniemy to przeważnie gdzieś niżej, bez utraty życia. Tylko trzeba zwyczajnie znowu pokonać ta samą drogę do celu. Są też sekrety, w których przeważnie znajdziemy amunicję, dodatkowe życie, czy power up do włócznio-piły bądź podnoszący czasowo obrażenia. Jednak niełatwo było niektóre znaleźć, bo przeważnie jest ciemno i jednostajnie (latarkę włączamy na każdym poziomie obowiązkowo). Z początku robiłem poziomy na 100%, ale później nie było motywacji, bo gra nie ma osiągnięć.

Oprawę wizualną sprzed dwóch dekad podkreśla jeszcze industrialna muzyka elektroniczna, bardziej eksperymentalna niż z jakimś rytmem. W miarę oryginalna jeśli chodzi o growe soundtracki. O ile podczas rozgrywki fajnie się ona ściera z tym, co widać na ekranie, tak próbowałem jej słuchać poza grą… i się nie da ;) Ale tutaj to już każdy ma swoje muzyczne gusta i preferencje.

Na koniec dodam, że gdy zakończy się dany rozdział musimy kliknąć w menu „nowa gra”. Wtedy wybieramy kolejny rozdział. Dziwne rozwiązanie, ale w końcu gra była wcześniej we wczesnym dostępie, więc zrozumiałe. Technicznie śmiga bez problemu, nie ma ścinek, szybko się włącza i wyłącza. Fabuła jest tylko pretekstem do eliminacji wrogów – śledzimy ją natrafiając w trakcie rozgrywki na pewne miejsca, które coś opisują, a także poprzez przerywniki filmowe i teksty na początku danego poziomu. Jest nawet ciekawa, choć niezbyt jakaś odkrywcza.

Incision oceniam bardzo dobrze. Gra raczej nie będzie mieć wielu miłośników, przez to, że nie ma osiągnięć oraz przez brak checkpointów. Niemniej uważam, że nie jest trudna jak ją malują a jakimś wirtuozem pierwszoosobowych strzelanek nie jestem. Jakoś w platformówkach nieraz można natrafić na produkcje, w których w przypadku śmierci musimy zaczynać poziom (a nawet cała grę) od nowa. Czemu to tutaj ma być minusem? Dla mnie nie jest. Warto dać szanse Incision. Kosztuje niewiele a dostarcza niezłej rozgrywki. Nawet pomimo powtarzania niektórych poziomów, gra nie zraziła mnie do siebie i jakoś ciągnęła do kolejnego posiedzenia i chęci jej ukończenia. A to też już coś.

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa