Szkoda, że przy tak rewelacyjnej fabule, mechanicznie ta gra to zwykły przeciętniak. Ale jako, że historia tak wgniotła mnie w fotel, to i tak finalnie przyznaję Somie wysoką ocenę.
No bo fabuła to arcydzieło. Do prawdy wizjonerski, pełen ciekawych rozmyślań filozoficznych i moralnych koncept. W połączeniu z umiejscowieniem akcji i niesamowitym światem gry tworzy potężne wrażenie. Oczywiście ze względu na te lokacje właśnie dość mocno przypomina Bioshock. Ale to gra z Frictional Games, więc jeszcze bardziej przypomina poprzednie tytuły tej stajni z Amnesią na czele. Koniec końców Soma to porządny survival horror. Można się spierać czy jako horror nie sprawdza się nawet lepiej od wspomnianego tytułu, którego akcja działa się w XIX-wiecznym zamku. O ile lokacje, umiejscowienie w czasie są zupełnie różne, o tyle spaja je sama mechanika - skonstruowana w taki sposób, by bardziej czerpać z gry emocje, by przeżywać doświadczenie, aniżeli za bardzo się przy tym nagłówkować, nakombinować.
To akurat aspekt, w którym Soma cierpi najbardziej. Na samym początku gry wydaje nam się, że przyjdzie nam zagrać w coś wielkiego, również pod kątem sposobów poznawania otaczającego nas świata. Tymczasem im dłużej gramy, tym coraz bardziej okazuje się, że wszystko sprowadza się do dotykania, przerzucania całej masy rzeczy, z którymi nic nie można zrobić i które nie mają nawet podstawowych, logicznych zachowań (np. szkło, które po rzuceniu nie tłucze się) lub otwierania szafek, w których prawie nigdy nic nie ma. Poza tym do logowania się do różnych komputerów i systemów, pokonywania banalnych zagadek logicznych, czytaniu lub odsłuchiwaniu dzienników, przystawianiu we właściwe miejsca naszego omnitoola - elektronicznego klucza, otwierającego niemal wszystko w tej grze, czy wklikiwaniu się w martwe ciała, gdyż nasz bohater ma dostęp do ich "czarnych skrzynek" i może się dowiedzieć, co się z nimi stało, zanim umarli. To naprawdę za mało i niestety po niedługim czasie powtarzalność tych akcji, a te schematy powtarzają się za często, zaczyna nas to nużyć.
Z minusów to niestety również sam główny bohater. Ani voice casting mi się nie podobał ani zwyczajnie to, jak jest napisany. Jego rozkminy często wydają się albo przesadnie, albo nie dość emocjonalne. A może to akurat celowe, bo miałem czuć się tak, jakbym nie należał do tego świata i obserwował to wszystko z góry, czy z jakiegoś innego miejsca? Niestety bardziej stawiałbym na to, że nie do końca przyłożono się do wiarygodności tej postaci.
Niemniej, i tak przez to, że gra ma wyważony czas trwania (moim zdaniem idealny) i fabuła pchnie nas do przodu i coraz bardziej jesteśmy ciekawi tego, jak to się wszystko zakończy idąc szlakiem poprzedniej ekipy, która próbowała zrobić to, co chce zrobić nasz bohater, to wady tej gry nie były w stanie w dużym stopniu zniszczyć mi całej rozgrywki. Aspekty horrorowe są świetne. Może brakowało trochę większej swobody czy różnorodności w radzeniu sobie z naszymi wrogami, bo tak na dobrą sprawę wszystko zawsze sprowadza się do podjęcia decyzji: ukryć się czy uciekać. Ale właśnie w tym ukrywaniu i uciekaniu Soma bryluje. Wszelkie te efekty, które dzieją się na ekranie, gdy bohater styka się z jakimiś nadprzyrodzonymi zjawiskami lub po prostu coraz trudniej radzi sobie ze strachem, były świetne. Widziałem, że niektórzy narzekali, ale dla mnie sam przeciwnik wygląda też przerażająco. Bardzo często miałem tak, że cykałem się spojrzeć za plecy, żeby mi się tam przypadkiem w pełnej krasie nie pokazał... To wszystko w połączeniu z tym, że często gra celowo prowadzi nas przez masę korytarzy, z brakiem oświetlenia, w których łatwo się zagubić, powoduje, że każda interakcja z wrogiem wywołuje nie lada emocje i jest wyzwaniem.
Dla mnie zakończenie tej historii było świetne. Niektórzy mogą powiedzieć, że przewidywalne, ale dla mnie właśnie ono pięknie dopełnia ten przygnębiający, ciężki charakter tej historii i jest idealną klamrą i przekazuje to, co ta gra od początku próbuje przekazać. Na pewno nie jest to historia, o której się zapomina zaraz po ukończeniu gry, wręcz przeciwnie, raczej zostaje z graczem.