The Last of Us Part II

2020
8,2 1 559
ocen
8,2 10 1 1559
2 509
chce zagrać
powrót do forum gry The Last of Us Part II
  • LionneLena ocenił(a) tę grę na: 4

    Zacznę może od tego, że jestem wielkim fanem pierwszej części. Przechodziłam ją już sama nie wiem ile razy i mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że niewiele mi brakuje, żeby przejść ją z zamkniętymi oczami. Muszę też od razu powiedzieć, że nie jestem żadnym homofobem i jak dla mnie jakiekolwiek wątki LGBT są takie same jak każde inne. Jednym słowem wisi mi to, jaką kto ma orientację, bo liczy się człowiek. Informuję o tym od razu, żeby potem mi nie zarzucono, że piszę to wszystko, bo nie podoba mi się ten wątek.

    Jestem już po przejściu TLoU PII. Czekałam na tę grę od kiedy się dowiedziałam, że będzie kontynuacja, a gdy na relacji w grudniu 2016 roku zobaczyłam zwiastun, nie myślałam o niczym innym, jak tylko o dniu premiery. Przez 3,5 roku moje życie kręciło się w dużej mierze wokół zbierania newsów, sprawdzania informacji postępach i na bieżąco śledzeniu ogłoszenia dnia premiery. Miniony weekend miał być najlepszym w moim życiu. Wszystko przygotowane. Gra zamówiona, nawet pokusiłam się na zakup słuchawek z limitowanej edycji (są piękne tak na marginesie). Ale to co otrzymałam od studia Naughty Dog było najpierw jak spełnienie największych marzeń, po czym kopnięto mnie brzuch, przywalono kijem w tył głowy i katowano mnie już niemal do samego końca, pozwalając na krótką chwilę złapać oddech i wypluć krew z ust tylko po to, by na sam koniec strzelić mi prosto między oczy.

    Tak właśnie się czuję po przejściu gry, która miała być, wspaniała i epicka, z którą wiązałam tak ogromne nadzieje, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że to wszystko, tą całą spuściznę z pierwszej części, można tak lekką ręką zaprzepaścić. Co więcej można po prostu pokazać faka wszystkim fanom gry i udawać, że nic się nie stało. Przyznać muszę bez ogródek, że przez pierwszą połowę gry bawiłam się świetnie. Cudowna grafika, rozwinięta rozgrywka, nowe umiejętności, nowi wrogowie, duże lokacje, fajne bronie, przemyślane ulepszenia, wyższy poziom pod każdym względem. I do tego poczucie wiecznego niepokoju, czy za moment ktoś zaraz na mnie nie wyskoczy z maczetą. Do samego przechodzenia nie mam nic. Uważam, że jest super. Problemem jest sama historia i to wszystko co zostało tam zaserwowane. I gdybym mogła usiąść naprzeciw Neila Druckmanna to zadałabym mu dwa pytania: dlaczego i co ja myśmy ci takiego zrobili?

    Śmierć Joela na początku, straszna i okrutna śmierć, była dla mnie wstrząsem, płakałam na tym fragmencie, ale jednocześnie widziałam tu potężny motor dla całej fabuły. Kiedy Ellie wyruszyła w pogoń za jego zabójcą wiedziałam, że jego i każdego kto mu pomaga chcę utopić w jego własnej krwi. I na początku tak też się dzieje. Ja, jako gracz, fan pierwszej części, fan Joela i Ellie, jestem usatysfakcjonowana, kiedy zaczyna ich po kolei dopadać. To jednak nie wystarcza, bo chcę przede wszystkim dorwać głównego sprawcę. Co więcej, czuję że po prostu muszę to zrobić. Muszę go zabić. Muszę pomścić śmierć Joela. I czekam na to. W momencie, kiedy wydaje mi się, że już mi niewiele brakuje, że niedługo będzie mój i zakończę to jak trzeba, gra przenosi się na zabójcę Joela. Abby, bo tak jej na imię (które do końca życia będę wymawiać z przekąsem) okazuje się być córką lekarza, którego Joel zastrzelił podczas ucieczki z nieprzytomną Ellie ze szpitala. Tak, trzeba grać zabójcą Joela. I to już niemal do samego końca. Na ostatniej krótkiej prostej wracamy do Ellie.

    Jak można było najpierw zabić Joela, a potem zmuszać gracza do tego, żeby szedł dalej jego zabójcą? Ja po prostu nie mogła w to uwierzyć. Mnie osobiście w najmniejszym stopniu nie obchodziła Abby, nie obchodziło mnie co nią kierowało, jaki miała motyw, jaką osobą była (nie do polubienia), co sprawiło, że jest jaka jest. To osoba, która zakatowała moją ukochaną postać i nic jej nie usprawiedliwia, nic nie mogłoby sprawić, żebym ją polubiła, żebym jej kibicowała, żebym zmieniła swoje zdanie o niej. Zrozumiałam co nią kierowało, ale to nie miało znaczenia. Chciałam jej śmierci. Powolnej, bolesnej śmierci. Nie zliczę ile razy specjalnie dawałam jej umrzeć. Specjalnie. Nie zależało mi na rozgrywce, przez lokacje po prostu szybko przemykałam po cichu, nie walcząc, byle tylko jak najszybciej przestać nią grać. Najpierw jestem zmuszona nią kierować, a potem jestem zmuszona atakować nią Ellie. To już był szczyt wszystkiego. Przez dobre 15 minut pozwalałam, żeby Ellie ją zabijała. Kiedy musiałam grać jako Abbie modliłam się tylko o to, żeby twórcom gry nie wpadło przypadkiem do głowy zrobić z Ellie na koniec matki Teresy z Kalkuty, miłosiernie wszytko odpuszczającej. Żeby mi nie odebrano zemsty, nie odebrano mi szansy na zakończenie tak, jak ja chcę. I zgadnijcie co się na końcu dzieje.

    Dlatego właśnie ta gra jest jednocześnie tak dobra i tak zła. Sama rozgrywka jest świetna, ale fabuła sprawia, że wpadam w depresję kiedy myślę o pierwszej części i o tej kontynuacji. To było straszne i do tej gry powinni dołączać talon na psychoterapię. To policzek w twarz dla fanów pierwszej części i zwyczajne oszustwo. Gra nie jest tym, czym się reklamuje. Oszukuje się ludzi w reklamach, że to kontynuacja losów Joela i Ellie. Po za tym jest w niej całe mnóstwo moralizatorskiego przesłania. Jeśli Naughty Dog chciało edukować, to mogło zostać wydawnictwem książkowym, a nie studiem gier. Jak można było zrobić fanom coś takiego? Jak można było odebrać im pełne prawo do zemsty i jeszcze przekonywać, że to dobrze? Tego nigdy nie daruję. To studio strasznie spadło w moich oczach. Zwłaszcza Neil, w którego wierzyłam, któremu ufałam do samego końca wierząc naiwnie, że to nie może tak wyglądać i to musi w końcu wpaść na właściwe tory. Że nie pozwoli, żeby ta kontynuacja tak wyglądała.

    Czuję się też zdradzona przez wszystkich recenzentów, których czytałam przed premierą. Z Filmwebu też, co boli chyba najbardziej. Wiem, że obowiązywało embargo i nie wszystko można było napisać, ale wtedy można było powstrzymać się od tego w ogóle, zamiast wypisywać te wszystkie bzdury - najlepsze gra, objawianie, arcydzieło. To nie jest gra 10/10 i to trzeba podkreślać z całą stanowczością. Wydałam na nią mnóstwo pieniędzy i dziękuję temu zrządzeniu losu, który uniemożliwił mi zakup edycji kolekcjonerskiej. Wtedy to już by chyba trzeba było odwieźć mnie do szpitala psychiatrycznego. Nie można robić ludziom czegoś takiego. Żaden recenzent nie był obiektywny, bo nie uwierzę, że wszystkim się to tak niesamowicie spodobało. Fabularnie ta gra leży właśnie dlatego, że najpierw uśmierca się jedną z głównych postaci z pierwszej części, potem zmusza się gracza do grania zabójcą Joela, a na sam koniec odbiera się mu prawo do zemsty. Powinien być wybór, każdy powinien sam zdecydować, co chce zrobić z Abby. Jeśli ją zabije łódka z początku pozostaje taka sama, a jak się ją oszczędzi to będzie na plaży. Koniec końców to ona wygrywa wszystko. Dokonuje zemsty, a potem odpływa w siną dal. Miała taką samą motywację jak Ellie, ale to jej się udało, a nie protagonistce. Dlaczego pierwsza część ma tylu fanów? Bo gra jest odkrywcza? Nie! Bo historia jest epicka, a głównych bohaterów się po prostu kocha i bardzo się z nimi emocjonalnie związuje. Grafika w części drugiej jest wspaniała, tak jak i rozgrywka, ale bez mrugnięcia okiem oddałabym to, za dobrą fabułę i rzeczowe podejście do tematu. Za szanowanie fanów, a nie zmuszanie ich do tej traumy. Za przemyślenie tego wszystkiego, bo mam wrażenie, że na początku mieli pomysł, a potem gdzieś się pogubili, a że nic im do głowy nie przychodziło to stwierdzili - hej, a może pójść jeszcze raz głównym złolem i zmusić graczy do jego polubienia. Ten zabieg nie działa, bo Abby nie da się lubić. Jest okropna. Stwierdzam również, że gdyby po prostu to co się przydarza Abby dać Ellie, to ta historia nie byłaby może tak fajna jak pierwsza, ale dobrze by się broniła, jakoś rozwijała postać Ellie.

    A tak zostajemy na koniec z niedosytem, bez Joela, z okaleczoną główną bohaterką, która wszystko straciła i bez krwawej i bezwzględnej zemsty, która nam się należała.

  • dezertx ocenił(a) tę grę na: 7

    LionneLena Ja nie wiem co twórcy chcieli (poza polityczną agendą) osiągnąć drugą połową gry? To by nawet było znośne gdyby trwało ze 2h a nie pół gry!
    I śmieszy mnie stawianie Ellie i Abby na równi
    Ellie działa na świeżo, zabija z zemsty, ale nie przynosi jej to satysfakcji, często zabija w afekcie/w samoobronie
    Abby zabija po 5 latach, torturuje i czerpie z tego przyjemność, chciała zabić z premedytacją ciężarną Dinę i tylko dzięki Luv tego nie zrobiła. To sooka która powinna zginąć. W tym świecie każdy ma coś na sumieniu i każdy coś stracił. To że "pogłaskała psa" niczego nie zmienia.

    I duży minus też za zrobienie z Ellie mruka i ponuraka (wiem, okoliczności, ale jednak)
    Plus za reżyserię scenek - najbardziej mi się podobało jak ciągnęli Abby w tym deszczu - praca kamery miodna

  • dezertx Na Twitch i Mixer zabrabiajcie oraz zyskujecie sławę!

  • BelzeBoobies ocenił(a) tę grę na: 7

    LionneLena Powiedzmy sobie szczerze: fabuła jest dobra, nawet bardzo, ale NIE dla kontynuacji takiej gry jak TLoU. Chcieli czegoś nowego, świeżego, progresywnego, a wyszła parodia i pójście po najniższej linii oporu. To jest świetna historia na nową grę, nawet spin-off TLoU. Mogli to zrobić i gracze byliby zachwyceni, daje głowę.

  • Bilet95 ocenił(a) tę grę na: 6

    BelzeBoobies Fabuła jest co najwyżej średnia. Gdyby to własnie nie było TLoU, to wszyscy mówiliby tylko o rozgrywce a fabuła z kategorii (jest bo ma być).

  • LionneLena ocenił(a) tę grę na: 4

    BelzeBoobies Zgadzam się całkowicie. Już z kilkoma osobami o tym rozmawiałam, że gdyby to działo się w świecie tej gry, ale nie miało nic wspólnego z Joelem i Ellie, to byłoby to naprawdę dobre. Wtedy zupełnie nową historię moglibyśmy śledzić z dwóch różnych perspektyw w dodatku nie będąc silnie związanymi z żadną ze stron. Wtedy tej grze dałabym 8/10. Ale skoro to kontynuacja, to chcę kontynuacji, a nie zmuszania mnie do polubienia osoby, którą przez całą grę mam ochotę wypatroszyć.

  • LionneLena Koniec końców, historia musiała potoczyć się w ten sposób. Świat w grze jest okrutny i koniec. Z cała sympatia do Joela to on wg mnie był tym złym. To on rozpoczął cały ten krąg przemocy i Abby miała prawo zrobić to co zrobiła. Joel mimo wielkiej miłości do Ellie, był ślepym egoista i poświecił losy świata dla swojego spokoju po śmierci córki. Oczywiście przy tym zabijając masę ludzi, którzy nie okazali się źli. Sama Ellie nie bardzo umiała mu wybaczyć ze zdecydował za nią. Można powiedzieć ze każda smierć z rąk lub zębów zarażonych szła na jego konto. Co do Abby - postać sama w sobie ma budzić niechęć, nawet to jak wyglada ma zniechęcać do polubienia jej, jednak ja bardziej rozumiem jej motywy niż Ellie. Przyszli po jednego, wiec zabili jednego. Ellie poszła wybić wszystkich jak jakaś sadystka. Nie zrozumcie mnie złe, ale oceniając te postacie i to co zrobiły, na samym końcu gdybym mógł wybrać - wolał bym żeby przeżyła Abby. Poprostu żeby przerwać już ten bezsensowny krąg przemocy. Abby znalazła sens w Levie, Ellie nie umiała go nawet widzieć w Dine - wszytsko w imię ślepej zemsty. I nie, Abby nie jest święta bo miała dużo na sumieniu, ale irytowala mnie zdecydowanie mniej. Tak jak pokochaliśmy jedynkę za miłość Joela do Ellie która była motywem przewodnim, tak możemy nienawidzić part II za cała nienawiść na której jest oparta. Pozdrawiam.

  • K2. ocenił(a) tę grę na: 8

    LionneLena Przesłanie tej gry jest proste. W tym post apokaliptycznym świecie nie ma ludzi dobrych i złych, tylko tacy, którzy chcą przetrwać i chronić swoich bliskich. Tutaj nie ma typowo białych i czarnych postaci, jak np. Gordon Freeman vs Wallace Breen czy Claire Redfield vs Albert Wesker w wiadomych grach. Tutaj są dwie antagonistki i protagonistki zarazem. Ellie nie była do końca dobra i Abby nie była do końca zła i na odwrót. Każda działała z własnych pobudek i każda chciała żyć w spokoju. Na tym polega cały pic tej gry. Nie ma jednoznacznie wykreowanej postaci. Każdy z nas w sytuacji Abby szukałby zabójców ojca by się zemścić w świecie bezprawia i anarchii i tak samo każdy w nas w skórze Ellie chciałby dopaść zabójców przybranego ojca/przyjaciela. Tutaj nie ma filozofii. Można marudzić, że fabuła jest płytka, ale pierwsze część była o miłości, a druga o nienawiści, zemście i na końcu częściowym wybaczeniu. Bo zarówno Abby miała okazję zabić Ellie za rzeź jej przyjaciół i Ellie na końcu gry w końcu osiągnęla cel. I ta scena rozstania przy plaży jest symboliczna.

  • LionneLena ocenił(a) tę grę na: 4

    K2. Rozumiem Twój punkt widzenie i zgadzam się ze stwierdzeniem, że żadna z protagonistek nie była święta i swoje miała za uszami. Bardziej męczy mnie jednak to, że po przejściu TLoU jestem związana emocjonalnie z Joelem i Ellie i to bez względu na to, czy popieram wybór Joela na końcu, czy też nie. A nie popieram. Nie mniej jednak kocham te postaci, a jeśli nagle wchodzi druga część i zmusza mnie ciągle to tego, żebym polubiła zabójcę ukochanej postaci, to tego nie mogę zaakceptować. Rozumiem Abby, wiem czym się kierowała i dlaczego to zrobiła. Nie mniej jednak jej powody mnie nie obchodzą, bo jej nie znam, nie jestem z nią w żadne sposób związana, ona mnie po prostu nie obchodzi. Jedyne czego przez całą grę dla niej chcę to śmierci.