...chociaż obiektywnie to film na piątkę. Pierwsza połowa trzymała poziom, ale w drugiej wszystko zaczęło się rypać. Wyjściowy pomysł – połączenie polskiego folkloru z motywem opresyjnej relacji matki i córki – był naprawdę trafiony, jednak seans popsuły mi trzy zasadnicze wady.
Po pierwsze: za dużo tu tanich jumpscare'ów, w dodatku wmontowanych zupełnie nie tam, gdzie trzeba.
Po drugie: chociaż zazwyczaj narzekam na to, że w polskich filmach dialogów prawie nie słychać, tym razem dźwiękowiec przesadził w drugą stronę – w momentach, gdy główna bohaterka „trochę” krzyczy, poziom hałasu był tak wysoki, że musiałem zatykać uszy.
Po trzecie: o ile na początku miałem pozytywne odczucie, że reżyser jako tako umie budować napięcie, o tyle w drugiej połowie całkowicie przestałem tak myśleć.
Mimo tychgrzechów widać, że rodzime kino grozy radzi sobie coraz odważniej. Powoli, krok po kroku, ale do przodu – i oby tak dalej. Do tego aktorki zrobiły świetną robotę i wycisnęły z tego materiału, ile się dało.