- W wywiadach mówi że oryginalna baśń jest "ekstremalnie przestarzała", opiniuje że się jej nie podoba i chwali tym że w tym co teraz robią absolutnie nie uratuje śnieżki książę cytując: "Za każdym razem gdy stoję w kolejce na zjeżdżalnię królewny śnieżki (Disneyland) muszę udawać: "Łał !Ale to niesamowite stać w tym miejscu" ,"Bałam się oryginalnej kreskówki, oglądałam ją raz i nigdy do niej nie wróciłam" Oprócz tego wypowiada się że Książę z bajki przypomina stalkera.
Nie polecam dla tych co chociaż szanują oryginalną bajkę
Ponieważ taka bohaterka nie będzie bliska współczesnemu widzowi, który ma inne archetypy bohatera. Ale to jest z przeproszeniem "masło maślane" "błędne koło" - wlasnie powiidziałeś, że "moze byc nieprzystepna dla wspolczesnego widza", ponieważ "nie bedzie bliska wspolczesnemu widzowi". A argumenty gdzie? :) Postacie mogą byc różne, także kobiet, i dziewcząt. Nie widzę powodu, by w kinie istniały jedynie typy "wojowniczych ksiezniczek" :) Powinno być pełne spektrum postaci i męskich i żeńskich. Tak mi sie wydaje. Inaczej to by było wlasnie krzywdzenie postaci żenskich, a raczej żenskiej widowni :) Wezmy np takie "Stargate", gdzie jest pełno i dobrych i złych i nie-zbyt-złych ale majacych potencjał do zmiany :) postaci żenskich, ktore mogą być wojowniczkami, jak i naukowcami, jak i opiekunkami swych spoleczności. Jak i ucisnionymi ofiarami zbrodniarzy wojennych na przyklad. Albo złych imperiów. Bywają niewolnicami, które sie uwalniają, a bywają i fanatyczkami, które tworzą imperium. Dzieki temu spektrum bohaterek serial jest pod tym kątem realistyczny.
Rozumiem, że oryginał animowany na tle takiego Dumbo czy Bambiego w pewnych aspektach jest archaiczną ramotą, ale do jasnej ciasnej wytłumaczcie mi na jakiej podstawie ta baba, co gra główną bohaterkę (w sumie to niezła farmazoniara i politruczka jest) nazwała księcia z oryginału stalkerem, jak gostek pojawia się tam bardzo krótko? To już ten że Śpiącej Królewny miał więcej czasu ekranowego!
Książę, widzi pierwszy raz dziewczynę, zaczyna do niej śpiewać i proponuje jej ślub - dzisiaj dostałby gazem między oczy ;)
Większość sytuacji z animacji nie przystoi do dzisiejszych czasów, sama Śnieżka jest tu postacią bierną, nie ma żadnej inicjatywy, tylko ucieka i reaguje na działania innych, taki film nie przyjąłby się w dzisiejszych czasach. Mi się właśnie podoba, ze nowa Śnieżka nie jest bierna, nie wyrzeka się własnej przyszłości i własnego domu jak w oryginale, walczy za swój dom, swoje królestwo i swoich poddanych i za pamięć o swoim ojcu.
Zabawne jest to, że taki "Lilo i Stich" jest w mojej opinii filmem gorszym od "Śnieżki" ( fatalne CGI, cały film wygląda, jakby go ktoś pokrył filtrem przyciemniającym, brak żywych kolorów i ogólnie, tej kolorystyki z oryginału ) a mimo to, zarabia krocie a w przypadku "Śnieżki" wystarczyła opinia aktorki, do której ma pełne prawo, żeby zaorać film.
Aktor nie musi znać ani lubić tego na podstawie czego jest film w którym gra: Garry Oldman zagrał Syriusza Blacka tylko dla kasy, podobnie robi Anthony Hopkins, aktor grający Daina w trzeciej części "Hobbita" prywatnie nie cierpi twórczości Tolkiena, tak więc, aktor ma tylko wykonywać swoją pracę a nie koniecznie musi wychwalać wszystko wokół.
Chyba zapominiasz o jednej ważnej kwestii: to jest BAJKA. I to bajka niezbyt ambitna fabularnie w swoich pierwotnych założeniach. Jeśli twierdzisz, że jest przestarzała, okej, masz w tym trochę racji, ale... wiele starych bajek jest przestarzałych w niektórych aspektach, ba!, wiele dawnych filmów jest również przestarzałych. Nie trzeba zatem na siłę unowocześniać czegoś, czemu to zrobi tylko krzywdę - bo nikt nie kazał się brać Disneyowi za tę produkcję. A co do samej głównej Zegler, to jednak należy pamiętać, że pewne wypowiedzi mogą zostać źle odebrane. Ta dziewczyna nie tylko wyśmiała pewne założenia tej bajki (ciekawe natomiast, że już jej nie przeszkadzało, że jako księżniczka trafia do domu 7 samotnych mężczyzn l?
Chyba zapominiasz o jednej ważnej kwestii: to jest BAJKA. I to bajka niezbyt ambitna fabularnie w swoich pierwotnych założeniach. Jeśli twierdzisz, że jest przestarzała, okej, masz w tym trochę racji, ale... wiele starych bajek jest przestarzałych w niektórych aspektach, ba!, wiele dawnych filmów jest również przestarzałych. Nie trzeba zatem na siłę unowocześniać czegoś, czemu to zrobi tylko krzywdę - bo nikt nie kazał się brać Disneyowi za tę produkcję. A co do samej głównej Zegler, to jednak należy pamiętać, że pewne wypowiedzi mogą zostać źle odebrane. Ta dziewczyna nie tylko wyśmiała pewne założenia tej bajki (ciekawe natomiast, że już jej nie przeszkadzało, że jako księżniczka trafia do domu 7 samotnych mężczyzn?), ale również obraziła ponad połowę Amerykanów.
No właśnie, to bajka o nieskomplikowanej i niezbyt ambitnej fabule, więc PO CO przenosić ją na ekran 1:1 prawie 90 lat po premierze oryginału?
Powiem tak: ja mam 46 lat i mi się oryginał podobał, widziałem go na VHS i w kinie z oryginalnym dubbingiem, mam na Blu-Ray z nowym dubbingiem i oglądałem na D+ w 4K ale moja siostra, która ma 33 lata już animacji nie lubi, jest dla niej właśnie archaiczna, przez ten międzywojenny sposób mówienia i śpiewania, bo tamta Śnieżka to dziewczyna z końcówki lat 30.tych XX wieku, która nie musi być bliska współczesnemu widzowi - co innego animacja, którą krzywdząco nazywasz "bajką" a co innego film live action: niekoniecznie to, co dobrze działa w animacja zadziała również w filmie aktorskim.
Rachel ma 23 lata, więc Jej odbiór klasycznej animacji jest jeszcze inny i może być ona dla Niej jeszcze bardziej archaiczna i niedzisiejsza niż dla mojej siostry ( bo u nas film został poddany dubbingowi, który w pierwotnej wersji jest bardzo przesiąknięty polskim kinem międzywojennym ) ale widzowie odbierają Jej prawo do własnej oceny.
Amerykanie to akurat ignoranci, na dodatek mający alergię na krytykę własnej klasyki filmowej.
Po co przenosić prostą i nieskomplikowaną bajkę 90 lat po premierze oryginału? Sam się nad tym zastanawiam. Jednak na pewno dobrym rozwiązaniem nie było robienie tego po to, by wpleść tzw ikluzywność i pokazać Sniezkę jako silną kobietę skoro nie była taka w oryginale. Ja rozumiem, że pod wieloma względami ta bajka się zestarzała ogólnie, więc można było tego nie ruszać w ogóle... albo przedstawić odświeżoną graficznie animację. Natomiast Sniezka w obecnej formie stała się jedynie obiektem drwin i kontrowersji.
W takim razie, po co robić film live action na podstawie animacji z 2016 roku ( Moana ) albo z 2010 ( Jak Wytresować Smoka )? Mi to nie przeszkadza ale narzekacze uważają, że należy robić remake starych filmów a "Królewna Śnieżka i Siedmiu Krasnoludków" to stary a nawet bardzo stary film oraz pierwszy pełnometrażowy film Disneya, więc jak najbardziej nadawał się na remake. Silna Śnieżka już była, była przecież "Królewna Śnieżka i Łowca" oraz "Łowca i Królowa Lodu"? W przypadku nowej "Śnieżki" zmiana charakteru a przede wszystkim motywacji bohaterki mi się akurat podoba, mamy XXI wiek i bohaterka musi być bliższa dzisiejszej widowni i dzisiejszym dziewczynom, kobietom a nie wiem, czy tak bierna i reaktywna bohaterka jak w animacji byłaby bliska dzisiejszej widowni. Animowany film to klasyka, która powstała prawie 90 lat temu i był to inny świat, inne społeczeństwo, inna mentalność, więc nie możemy jej krytykować przez pryzmat dzisiejszych czasów ale nie należy też jej przenosić 1:1 na wersję live action bo to się po prostu nie sprawdzi w dzisiejszych czasach a Ludziom i tak się nie dogodzi bo jeśli remake live action jest wierny animacji to jest to "odgrzewany kotlet" a jeśli jest to coś nowego, jak np. w przypadku "Mulan" to jest płacz, że film nie jest "odgrzewanym kotletem" bo nie ma piosenek i Mushu ;) A po co te filmy powstają? Bo się sprzedają - znacznie słabszy od "Śnieżki" "Lilo i Stich" sprzedaje się jak szalony, więc Masz odpowiedź.
Ciekawe spostrzeżenia, bo jest tak piszesz, więc sądzę podobnie. Ktoś tu pisał o tym (albo gdzieś indziej) wcześniej, ale kompletnie wyleciał mi fakt, że Księciunio w oryginale pojawił się też na samym początku filmu, bo ja sam tę postać kojarzę głównie z końcówki, ale jednym z głównych atutów oryginału były krasnale i gagi w ich wykonaniu. Nowej wersji Lilo i Stitcha jeszcze nie oglądałem, ale przynajmniej Stitch w nowej odsłonie wygląda lepiej niż krasnale po mefedronie z wielkimi łbami. Dla porównania niedawno obejrzałem sobie tą nową "Małą Syrenkę", w ogóle bez żadnych uprzedzeń, bo za oryginałem animowanym nie przepadam bo wolę bardziej pesymistyczne przesłanie oryginalnej baśni, a zaletą nowej jest Sara James w polskim dubie (dostrzegam w niej potencjał, bo dziewczyna ma talent, czego nie odmówię). Poza tym warto nadmienić, że już dwie dekady temu Johnny Bravo przewidział ciemnoskórą syrenę.
Ciekawe spostrzeżenia, bo jest tak piszesz, więc sądzę podobnie. Ktoś tu pisał o tym (albo gdzieś indziej) wcześniej, ale kompletnie wyleciał mi fakt, że Księciunio w oryginale pojawił się też na samym początku filmu, bo ja sam tę postać kojarzę głównie z końcówki, ale jednym z głównych atutów oryginału były krasnale i gagi w ich wykonaniu. Nowej wersji Lilo i Stitcha jeszcze nie oglądałem, ale przynajmniej Stitch w nowej odsłonie wygląda lepiej niż krasnale po mefedronie z wielkimi łbami. Dla porównania niedawno obejrzałem sobie tą nową "Małą Syrenkę", w ogóle bez żadnych uprzedzeń, bo za oryginałem animowanym nie przepadam bo wolę bardziej pesymistyczne przesłanie oryginalnej baśni, a zaletą nowej jest Sara James w polskim dubie (dostrzegam w niej potencjał, bo dziewczyna ma talent, czego nie odmówię). Poza tym warto nadmienić , że już dwie dekady temu Johnny Bravo przewidział ciemnoskórą syrenę.
Ciekawe spostrzeżenia, bo jest tak piszesz, więc sądzę podobnie. Ktoś tu pisał o tym (albo gdzieś indziej) wcześniej, ale kompletnie wyleciał mi z głowy fakt, że Księciunio w oryginale pojawił się też na samym początku filmu, bo ja sam tę postać kojarzę głównie z końcówki, ale jednym z głównych atutów oryginału były krasnale i gagi w ich wykonaniu. Nowej wersji Lilo i Stitcha jeszcze nie oglądałem, ale przynajmniej Stitch w nowej odsłonie wygląda lepiej niż krasnale po mefedronie z wielkimi łbami. Dla porównania niedawno obejrzałem sobie tą nową "Małą Syrenkę", w ogóle bez żadnych uprzedzeń, bo za oryginałem animowanym nie przepadam bo wolę bardziej pesymistyczne przesłanie oryginalnej baśni, a zaletą nowej jest Sara James w polskim dubie (dostrzegam w niej potencjał, bo dziewczyna ma talent, czego nie odmówię). Poza tym warto nadmienić , że już dwie dekady temu Johnny Bravo przewidział ciemnoskórą syrenę.
Krasnoludki ( które w filmie nimi nie są bo obrażałyby Ludzi niskorosłych ;) ) akurat wyglądają ok - po pierwsze, są podobne do tych z animacji, po drugie, ich wygląd jest wzorowany na Germańskich Krasnalach ( te wszystkie ogrodowe krasnale ) bo baśń braci Grimm pochodzi z Niemiec a konkretnie z Bawarii. Ktoś gdzieś pisał, że mogli dać prawdziwych Ludzi i zrobić z nich Tolkienowskie Krasnoludy ale to by się nie udało, bo to nie są Krasnoludy ;) W animacji ich wygląd też jest mocno przerysowany a w wersji live action przynajmniej pogłębiono charakter Gapcia = piosenki z ich udziałem to dwie moje ulubione sceny: "Hej Ho" i "Przy Pracy Gwiżdż jak Kos". Nowa piosenka Śnieżki, czyli "Z Marzeń Czekam Dnia" to też moja ulubiona, nowa piosenka z wersji live action.
Dodam jeszcze, że owszem generalnie pomysł z bardziej "produktywną" Śnieżką brzmi spoko w teorii, ale gorzej już z jego realizacją. Zrozumiem zmianę koncepcji, bo miłość to niestety naiwne uczucie (czego byłem świadkiem nie raz, ostatnie przykłady z brzegu: Anora, Dziewczyna Millera, Barbie a idąc dalej Matrix). Popierał bym opinię głównej odtwórczyni gdyby nie fakt, że raz nie wplątała by polityki do swojej opinii, dwa była koniem trojańskim dla Disneya sabotując marketing filmu robiąc swoimi słowami mu antyreklamę.