1 godz. 45 min.
7,5 22 370
ocen
7,5 10 22370
8 172
chce zobaczyć
7,0 5
ocen krytyków
{"rate":7.0,"count":5}
{"type":"film","id":3494,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/300+mil+do+nieba-1989-3494/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu 300 mil do nieba
  • nie wracajcie Tu nigdy' tyle...

  • mantri ocenił(a) ten film na: 8

    RandyShughart Najbardziej przygnębiające jest to że te słowa są nadal aktualne, bo nadal dla mnóstwa polskich dzieci nie ma w tym kraju żadnych perspektyw, setki tysięcy Polaków wyjechało w ostatnich latach na zachód już nie pod tirem a legalnie i chyba to jedyny plus naszych czasów, że możemy ten kraj opuścić legalnie. Jeden z braci, których historia została w filmie opowiedziana uzyskał w Szwecji stopień doktora ekonomii i pracował na tamtejszym uniwersytecie, ponadto po ucieczce zaczął uczyć się grać na fortepianie i skończył szkołę muzyczną - na co, pochodząc z biednej wielodzietnej rodziny, na pewno nie miałby szans ani w ówczesnej ani w dzisiejszej Polsce.

  • mantri No rzeczywiście jakie to frustrujące, że przez te ćwierć wieku nie staliśmy się jeszcze światową potęgą. Wszystko przez Tuska.

  • MisterBlonde Raczej przez: Wałęsę, Mazowieckiego, Bielickiego, Geremka, Pawlaka, Suchocką, Oleksego, Cimoszewicza, Buzka, Millera, Belkę, Marcinkiewicza, Kaczyńskiego i Tuska, a stado baranów robi roszady wokół koryta, zamiast wymienić świnki. Widać taki urok demokracji, ktoś mądry dał władzę ludowi bo wiedział, że lud w większości jest raczej głupi niż mądry i jak widział miał racje, bo mądry na stołku dalej, a stado głupich głosuje ;)

  • majkalipcowa ocenił(a) ten film na: 6

    P10T333R Dobrze, że jesteś TY jeden mądry wśród wszystkich głupców jak mniemam :)

  • majkalipcowa I to być może od takiego mniemania się zaczyna. Ja nie mniemam, wolę opierać się na faktach, a fakt jest taki, że w żadnym momencie nie powiedziałem, że jestem jeden mądry, ba nie powiedziałem w ogóle, że jestem mądry.
    Jedyne co powiedziałem to to, że oddawanie władzy w ręce ludu to nieporozumienie, bo takim ludem jest łatwo manipulować.
    Prawie 61% polaków nie przeczytało w 2012r. żadnej książki, a myślę, że co najmniej 1/3 wśród czytających nie czyta specjalnie wartościowych treści. Powiedz mi teraz człowieku, że większość która nie dba o swój rozwój intelektualny jest mądra.

    Na koniec cytat który mi się spodobał, autora nie pamiętam, sprawdzać mi się nie chce "Gdyby głupi wiedział, że jest głupi, to by przestał być głupi" :)

  • majkalipcowa ocenił(a) ten film na: 6

    P10T333R Ale w moim pytanie było niedopowiedziane drugie pytanie, czyli co proponujesz w takim razie ? Przypuśćmy, że nikt nie idzie na wybory, co dalej ?

    Co do czytania książek to juz nie za bardzo ma kto czytać, bo większość zajmuje się ich pisaniem ;))

  • majkalipcowa Po pierwsze to co napisałaś w odpowiedzi na mój post to nie było żadne pytanie, więc nie ma mowy na niedopowiedziane drugie pytanie, ja z tego zdania odczytałem jedynie szydere, ale do rzeczy:
    każdy kto skończył chociażby szkołę podstawową wie, że przez co najmniej 90% istnienia cywilizacji nie było demokracji i świat się ani nie zawalił, a i całkiem nieźle rozwijał.
    A co proponuje? Proste: MYŚLENIE! Skoro już jest demokracja, to wyboru powinniśmy dokonywać w sposób świadomy, czyli nie dać się manipulować i wybierać mniejsze zło (PIS/PO - niepotrzebne skreślić), bo wybieranie mniejszego zła to dalej jest wybieranie zła. Uświadomić sobie, że mimo obalenia komunizmu od 89r dalej w rządzie siedzą te same świnki. Każdy mówi, że chce zmian, ale zmiany nie dokonuje się zmieniając przewagę z PO na PIS/PSL/SLD/RP, bo tak naprawdę to żadna zmiana, zmieniają się jedynie słupki, a w rządzie dalej te same osoby. Więc niech mi ktoś wytłumaczy, czy zamieniając świnki tylko miejscami cokolwiek zmienia? Nie, prawdziwa zmiana dokonuje się wtedy gdy wymieniamy stare opasłe prosiaki, na nowe które faktycznie przyniosą coś innego.
    Przykłady manipulacji naszego nieoczytanego narodu:
    - sondaże- czyli jeśli jakiejś partii nie ma w sondażu to nie ma sensu na nią głosować- bzdura, wyobraź sobie, że umieszczanie sondaży jest zakazane, czy w momencie w którym tv/internet nie mówi Ci na kogo głosować ty się zaczynasz gubić? Nie, po prostu zaczynasz myśleć "Mam dosyć PO, PIS to też żadna alternatywa, poszukam kogoś kto chce coś zmienić";
    - PO/PIS - to jest moim zdaniem najciekawsze, zobacz co się dzieje we Francji, gdy próbują im narzucić coś czego naród nie chce- ludzie wylatują na ulice, a u nas podwyższanie podadku, grabież ofe, podnoszenie wieku emerytalnego, puszczanie dzieciaków rok wcześniej do szkoły i wiele wiele więcej rzeczy które ludziom się nie podoba przechodzi jedynie z lekkim marudzeniem, bo przecież "mochery" nie wyjdą na ulice z "lemingami", a prawda jest dużo prostsza- podzielonym narodem się łatwiej rządzi- bo jeżeli ludzie się kłócą to się przecież nie zjednoczą z "wrogami", żeby utrzeć rządowi nosa, dzięki tej sztucznej wojence między tymi partiami wszystko uchodzi im na sucho i pewnie na tym nie poprzestaną ;)
    Więc nie iście na wybory nie jest najlepszym rozwiązaniem, po prostu trzeba się zastanowić co się wybiera i czy to faktycznie coś zmieni, zamiast słuchać śmieciowej telewizji która coraz częściej podaje opinie, a nie fakty.

  • majkalipcowa ocenił(a) ten film na: 6

    P10T333R Niestety masz pecha, bo akurat interesuję się trochę polityką. Zamiast seriali słucham tych kłamstw i łgarstw od lewa do prawa i nie ma ŻADNEJ osoby, na którą chciałabym zagłosować, stąd moje pytanie do Ciebie. Bo Ty potrafiłeś tylko wymienić na kogo NIE głosować. O wojenkach nie napisałeś jak dla mnie niczego nowego, chyba każdy nawet mało myślący człowiek widzi co się dzieje. Na naszej politycznej pseudo-scenie nie ma żadnej alternatywy dla tego co się teraz dzieje.

  • majkalipcowa Pechem bym tego nie nazwał, lubię i szanuję ludzi którzy się interesują tą mikro władzą którą im daje demokracja (co nie zmienia faktu, że zupełnie w nią nie wierzę już), cieszę się wręcz, że trafiłem w końcu na kogoś kto myśli i nie szufladkuje według tego "dwu-podziału" władzy w Polsce. Pechem bym nazwał sytuację w którym moje słowa odbiły by się jak groch od ściany.
    A wracając do tematu, nigdy w swoich dyskusjach nie mówię na kogo głosować bo nic nie chcę narzucać, po za tym, żeby w końcu ludzie sami zaczęli się interesować, bo nie sztuką jest rzucić rybę, sztuką jest nauczyć ludzi posługiwania się wędką. I jakoś ciężko mi uwierzyć, że przejrzałeś program tych 77 partii politycznych (nie mówiąc już o ruchach, jak ten Kukiza który robi z demokracji coś bardziej akceptowalnego) i dalej nie znalazłeś dla siebie żadnej alternatywy, bo wtedy to już rzeczywiście jest problem.

  • majkalipcowa ocenił(a) ten film na: 6

    P10T333R Nie przejrzałam programów 77 partii. Patrzę i słucham i to mi wystarcza. Programy to puste słowa dla gawiedzi, ja chcę konkretów. Nie chcę słuchac co obiecują kolejni, ale JAK do tego dojdą, co konkretnie zrobią. Najbardziej nie lubię oszołomstwa to po pierwsze, a po drugie nie lubię budowania wizerunku jakiejkolwiek partii na zasadzie "a teraz wam powiem kogo nienawidzimy". To mnie nie interesuje, ja chcę wiedzieć co proponują. Ja nie chcę stąd wyjeżdżać, ale życ się coraz bardziej tu nie da. I to jest smutne.

  • majkalipcowa I zaprzeczasz sama sobie. Patrzysz i słuchasz, to powiedz mi kiedy ostatnio w miejscach w których patrzysz i słuchasz widziałaś wypowiedź partii/ugrupowania spoza sejmu? Pewnie za często się to nie zdarza, a ty zdajesz się być (wnioskuję tylko po ostatniej wypowiedzi) osobą która chce mieć wszystko na tacy, więc tak rzutem na taśmę:
    Ruch Narodowy - nie partia, ale to się może zmienić, dosyć konserwatywne podejście, ale to miła odmiana od tych ludzi którzy aktualnie przekładają prawo unijne ponad polskie, w mediach dosyć mocno oczerniany i to niesłusznie, boją się?
    Kukiz i jednomandatowe okręgi wyborcze- czasem zaproszą, zawsze twierdzą, że nierealne podejście, że tylko bogaci wtedy będą rządzić, ale to może jest jakieś rozwiązanie, po pierwsze każdy głosuje świadomie, nie ma śmieciowych partii, po drugie władza moim zdaniem powinna być w rękach elit;
    KNP -podejście konserwatywno-liberalne, z P. Janusza ciągle śmieją się w mediach, poglądy ma stałe i jasne, w pierwszej kadencji wyszedł z inicjatywą wyrzucenia komuchów i co? Nie przeszło przez głosowanie. Kolejna świetna (moim zdaniem) inicjatywa, to uniemożliwienie rządowi, żeby wydawał więcej pieniędzy niż zarabia- wtedy został przez wszystkich obecnych posłów wyśmiany, ale gdyby to przeszło to nie było by żadnej dziury budżetowej i nie stalibyśmy na skraju bankructwa (bo pocoś ten próg który przekraczamy nazywał się "ostrożnościowy"). Zresztą przeczytaj ( http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf/main/347C82D8 ) i powiedz czy coś się przez te 20lat zmieniło?
    UPR - w sumie jak wyżej, z tą różnicą, że kiedyś był z nimi Korwin, a teraz robią mu psikusy.

    Więcej z tych które da się zobaczyć w mediach nie znam, ale jest jeszcze ruch internetowy "Obywatele decydują"- którzy dążą do demokracji z modelem ze Szwajcarii czyli przez referenda.

    Ale skoro się interesujesz, to to wszystko pewnie już wiesz.

  • użytkownik usunięty

    P10T333R nienawidzę jak porównuje się Polskę ze Szwajcarią, to nie ma żadnego sensu, Polska jest krajem nizinnym o kiepskim położeniu geograficznym, budującym coś na serio od 25 lat, zaś Szwajcaria jest krajem położonym na uboczu w górach, skarbcem finansjery, którego nikt nie odważy się ruszyć

  • majkalipcowa Nie sądzę aby większość je pisała, bo nie jest znowu tak łatwo wydać książkę (a aby zrobić to samodzielnie trzeba zainwestować podobno z 10 tyś.)

    Regulują to prawa runku. Gdyby książki były zbędne, nie nabywane, nie opłacało by się ich wcale wydawać.

    Można zorganizować społeczny ruch, który miałby jasne cele (nie bawiący się w tą politykę przepychanek).

  • majkalipcowa ocenił(a) ten film na: 6

    zjonizowany W społeczeństwie egoistów nie ma społecznych ruchów. Kto miałby w nim stanąć? Teraz każdy walczy już tylko o swoje podwórko.

  • majkalipcowa Z pewnością istnieje wiele organizacji (formalnie są dziesiątki).
    Obecnie nie interesuję się polityką itp. Od ponad dekady będąc zdystansowanym, dosłownie odizolowanym od świata mediów (zrezygnowałem zeń dla wyciszenia i poznania wewnętrznego). Np. Buddyzm jest swego rodzaju rozwijającym się ruchem, który ma szanse stać się masowym bo niesie ideały dobra, praktyczne korzyści (obok ogromu nie wyobrażalnej mądrości /dla inne wtajemniczonych w te zagadnienia -duchowej natury rzeczywistości co potwierdza fizyka kwantowa/).

    Nie powiedział bym aby społeczeństwo było egoistyczne
    (egoizm tak naprawdę się nie opłaca, to wyraz głupoty, krótkowzroczności -może być chwilowym otumanieniem, na zasadzie stylu życia podczas względnego pokoju -ale w sytuacji zagrożenia ludzie jednoczą siły z czego Polacy są znani).
    Poza tym jest wiele organizacji opierających się na wolontariacie (nie tylko schroniska dla zwierząt).

    Walka o swoje podwórko to stereotypy.
    Ludzie są jak dzieci -naśladują się bezmyślnie
    (jedno je to drugie też che, jedno bawi się w piasku drugie też tam idzie). Jeśli powstanie ruch, jakiś zalążek, a ludzie skojarzą to z poprawą swego losu -pójdzie to efektem domina (tak jak solidarność).

  • majkalipcowa ocenił(a) ten film na: 6

    zjonizowany Podziwiam i zazdroszczę, że potrafiłeś się odizolować od tego co się dzieje wkoło. To jedyny sposób żeby się nie wykańczać myśleniem o tej pięknej drugiej Irlandii....

  • majkalipcowa Jeśli chcesz poznać super sposób to
    obejrzyj film "Sekret" z 2006 roku (albo przeczytaj książkę o tym samym tytule, która jest bestsellerem -wydana w ponad 40 mil egzemplarzy, a autorka wpisana przez tygodnik The Times na listę 100 osób, które współcześnie miały największy wpływ na świat).

    Jest to mój ulubiony film dokumentalny:
    http://www.filmweb.pl/film/Sekret-2006-408150

    Znajdziesz go na YT (w całości -trwa 1:31)
    ____________________________________________________________ _

    Wtedy zrozumiesz jak robi się rzeczy nie robiąc wiele:)
    A tak dokładniej, jak pozwala się marzeniom by się spełniały.

    Najpierw jako dziecko chciałem mieć kolejkę, dużo, wiele tego aby móc zrobić dużą makietę lub rozkładając po domu bawić się w coś więcej niż kółko lub ósemka (jako tor z torów).

    Marzyłem o tym, pamiętam w kościele na nudniejszych mszach robiąc sobie takie wizje (czyli bawiąc się w świecie myśli, na jawie wyobrażając zabawę). Rodzice byli bardzo skąpi i zresztą nie kupowali mi zabawek od dłuższego czasu (twierdząc, że je psuję -bo np. elektryczne rozkręcałem, będąc ciekawym co jest w środku:) Potem raczej nie składałem:(
    Więc nawet ich nie prosiłem i nikt nie wiedział, że marzę o kolejce.

    Nagle ni z tego ni z owego (jak w filmie właśnie, a nawet bez okazji) od ciotki dostałem duży zestaw lepszej marki niż popularne niemieckie PIKO. Dokładniej kompatybilny, w identycznej skali włoski zestaw Lima (z długimi podświetlanymi osobowymi wagonami, z torami przekrojem przypominającymi prawdziwe, z dwoma skrzyżowaniami i szybką lokomotywą). To była baza od której się zaczęło zbieranie i dokupywanie innych.. aż powstała przenośna makieta (na wielkim stole w piwnicy, a właściwie suterynie -dosyć dużej z 5-ma oknami -dużymi, jak to w prywatnym domu. Jako dzieciaki wychodziliśmy nimi do ogrodu. Bo ten pokój był ogólnie do zabawy. W czasach szkolnych nieźle psociło się tam, włącznie z rozpalaniem małego ogniska, malowaniem po ścianach, przyklejaniem rożnych rzeczy do sufitu.. i jak to dzieci -coś w rodzaju klubu aby spotkać się i pogadać. Makieta była jedną z atrakcji).

    Sorry, że się rozpisałem.
    Może skrócę bardziej.
    Potem marzyłem o dużym samochodzie
    (nie mając prawka, ani potrzeby posiadania takowego, bo nie pracowałem, ani nie zamierzałem, nie miałem daleko, bo mieszkałem niedaleko centrum mając 5 min. od domu 6 linii tramwajowych i masę autobusów, a do liceum, kwadrans).
    Nigdzie nie wyjeżdżałem dalej będąc domatorem (ale chciałem mieć auto i to większe od innych, bo była taka moda wśród znajomych). Oczywiście miałem swoje ulubione typy (w dłuższych wersjach, mające nieco ponad 5 m).
    Pamiętam, że kiedyś idąc z ciotką na bazar powiedziałem jej, będę miał takie auto, powątpiewała (bo niby za co i po co, a co dopiero takie duże, drogie i trudne do utrzymania). Rok czy 2 lata potem kupiłem je na podobnej zasadzie jak dostałem wymarzone kolejki.

    Po prostu gdy założyłem firmę bank na podstawie samych obrotów na koncie przyznał mi kartę kredytową z wysokim limitem, akurat wtedy gdy współpracownik prosił mnie, wręcz namawiał abym kupił auto na kredyt, bo towar nie mieści się już do jego samochodu kombi. Obiecywał, że on będzie nim gratis jeździł w zamian za wypożyczanie, a także może załatwiać paliwo połowę taniej i pokrywać koszty.. Bo tak mu zależało. Duże auto, mam od banku pieniądze i wystarczy tylko wybrać model. Patrzę na allegro i okazuje się, że w moim mieście [warszawie] jest tylko jedno takie używane auto i akurat dokładnie za tyle:)

    Wzmiankuję, że nowe kosztowało by ponad sto tyś. Więc to jak na moją kieszeń był w sam raz niezbyt drogi, po wypadkowy, trochę zaniedbany, ale świeżo polakierowany, kilkunastoletni samochód. Ale marzenie się spełniło. I pieniądze i powód znalazły się same (bez proszenia, bez robienia czegokolwiek -ja tylko wybrałem markę i rzadszy, wydłużany model). Potem tak się dziwnie złożyło, że ów spółka rozpadła się i zostałem z autem, którego sam bym sobie nie kupił (bo po co). Do tego przeprowadziłem się za miasto (i kupiłem od znajomego mini bar, gdzie dopiero się przydawało). Choć to też był epizod.

    Aha jeszcze dodam, że ojciec mej dziewczyny był instruktorem i sam mnie namówił na prawko (załatwił mi wszystko taniej, a za jazdy zwracałem mu tylko za paliwo, więc wyszkoliłem się sporo:) Samemu nie chciało by mi się robić kursu, ale on gdy gdziekolwiek dalej jechał podjeżdżał pod moje okno, wołając mnie -czy nie przejadę się (poćwiczyć -bo oczywiście miał paliwo za darmo, gdy mnie uczył, a i tak załatwiał swoje sprawy na mieście albo za).

    Wcześniej oglądając różne filmy, marzyłem aby mieszkać w dużym domu, gdzie są ogromne przestrzenie. Ten po dziatkach w którym mieszkałem nie był mały (kiedyś, że można u mnie zabłądzić, taki niby labirynt przejść -powiedział mi jeden z kumpli odwiedzający mnie ze szkoły. Przy której mieszkałem -duklanie po drugiej stornie ulicy od podstawówki, więc wychodziłem w ostatniej chwili, a na dłuższej przerwie do domu -z okna słyszałem dzwonek -bo był też na zewnątrz, dla boiska). Nie było to prawdziwe, ale może na osobach mieszkających w pobliskich blokach robiło wrażenie (że miałem duży pokój dzienny, pracownie i tę dodatkową piwnice /suterynę/, na jakby klub gdzie można było się wygłupiać niszcząc ściany).

    Gdy zmarł ojciec i to marzenie spełniło się bo przeprowadziłem się do jego nowego domu, który wybudował dla szpanu, nawet ponad stan (bo nie zdołał wykończyć, a był uważany za osobę zamożną, więc.. to dokładne 4x więcej przestrzeni niż poprzednio -koszt budowy wyniósł parę milionów zł). Zdradzę, że powierzchnia całkowita wynosi z 10 razy więcej niż przeciętny dom, na który i tak mało kto może sobie pozwolić (i tu dokładnie, naprawdę można zabłądzić -nawet ja po 2 latach mieszkania, gdy się zamyśliłem czasem nie skręciłem na danym piętrze w ten korytarz co trzeba:)

    Jednak znów miałem problem. Mieszkając tu dłuższy czas sam, z psem i kotem (ponad tysiąc m2 na osobę:) nie ogarniałem całej działki, ten był zaniedbany, mimo że powadzone drzewa, krzewy i założony kwietnik (przy jednym z wejść). Więc znów marzyłem aby coś się to działo (więc tak dziwnie się złożyło, że do połowy wprowadził się brat. Przedzielając dom na pół, robiąc z tego dwa bliźniaki.
    Dzięki czemu jakby konkurujemy ze sobą, kto ma ładniej na podwórku.

    Nie piszę o innych marzeniach, bo wydawały by się nie wiarygodne. W każdym razie piszę to z największego wykończonego pomieszczenia, które ma 100m i ok. 3,5 w górę (snując kolejne marzenia, aby zająć się czymś fascynującym w życiu, tak ciekawym jak tworzenie swego rodzaju środowiska, dla którego mógłbym być kimś w rodzaju "mistrza", /odgrywając rolę min. duchowego nauczyciela/).

    Znów nadarzyła się okazja, jest taka szansa, aby przyjemne połączyć z pożytecznym (przy okazji wiele na tym zarabiając).
    Jednak to już wymaga ode mnie pracy (mianowicie pokonania lęku przed oceną, przed robieniem czegoś nowego -czyli miałbym wyjść z mymi ideami do ludzi, rozwijając od zera firmę o charakterze szkoleniowymi -min.).
    Nie uwierzył bym w to gdybym nie zobaczył (że mój znajomy w tej branży, po kilku latach działalności zarabia już ponad 100 tyś m-c i stale idzie w górę:)

    Gdy ponad 2 lata temu mówił mi o tych rzeczach, super nowoczesnych technikach -to nie wierzyłem (do czego głupio było się przyznać). Potrzebowałem widać paru lat aby dojrzeć do tego (by zajmować się czymś zupełnie nowym jak na /właściwie dość zacofaną w stosunku do USA/ Polskę).
    To mnie martwi, że przez to może nie być łatwo
    (ale zawsze jest jakaś elita ludzi o otwartych umysłach,
    rządnych doskonalenia jakości swojego życia, zdrowia i przy okazji portfela -bo zamierzam uczyć też tzw. sukcesu, jak zarabiać pieniądze, jak zarządzać czasem i środkami, jak myśleć -bo to jest najistotniejsze wbrew pozorom:)

    Więc cóż -zdaje się, że życie spełni mi niedługo kolejne marzenie (być nauczycielem, coachem /przekazywać wiedzę/ i zarabiać przy tym więcej niż dużo -bo jestem za bardzo leniwy, aby robić coś dla zwykłych pieniędzy, które i tak mnie nie urządzą bo znów coś wymyśliłem -ale to zupełnie inna historia). Mam nadzieje, że gdy odniosę jakiś duży sukces, będę mógł napisać o tym ciekawą książkę.

    Obejrzyj ten film koniecznie -bo od tego zależy łatwe życie
    (gdzie nie trzeba walczyć, a świat jakby sam sprzyjał nam).
    Od tego typu wiedzy zaczyna się wspaniała przygoda
    (odkrywa się świat fenomenalnych możliwości).

    Mówi się, "ile pieniędzy tyle wolności".
    Ale to nie tak (bogaci też zabijają się ze zgryzoty).
    Tak naprawdę "ile wiedzy tyle wolności"
    (bo wiedza to możliwości, które stale się rozwija:)











  • zjonizowany Podsumowując (są sposoby, o których przeciętnemu człowiekowi nie powiedziano, w szkole, w mediach -a wręcz przeciwnie, nakładziono mu do głowy bzdetów, fałszywych, blokujących go przeświadczeń, naładowano lękiem i niezadowoleniem [dlatego tak mało ludzi radosnych widuje się na ulicach]).

    Film Sekret (z 2006 roku /jest kilka o tym tytule/) to zaledwie wstęp do tematu. Jakby mały widoczny z na powierzchni "czubek góry lodowej", gigantycznej ilości wiedzy. Ludzi celowo utrzymuje się w ciemnocie (to stara metoda rządzenia).

    Kolejną książką którą bym polecał to "Transerfing Rzeczywistości" V. Zeland

    Więc jeśli ktoś che brać życie w swoje ręce to powinien się uczyć na własną rękę (i nie z podręczników lub źródeł poprawnych politycznie, które są albo wprost nastawione na urabianie, albo tworzone przez ofiary systemu dezinformacji -co na jedno wychodzi -zamykają w kręgu pewnych schematów).

  • majkalipcowa ocenił(a) ten film na: 6

    zjonizowany W siłę naszego umysłu akurat wierzę, w siłę podświadomości i naszych myśli też. Film mi już ktoś kiedyś polecił, widziałam jego część.
    W ostatnim czasie na jakiejś rodzinnej imprezie powiedziałam, że nigdy nie leciałam samolotem i pewnie nigdy nie polecę. Ale wewnętrznie pomyślałam "szkoda". Minął niedługi czas i zadzwoniła do mnie osoba z pewnej filmy składając propozycję nie do odrzucenia. Dostałam darmowy tygodniowy wyjazd do Egiptu oczywiście z przelotem samolotem. Pani zapytała jedynie z troską czy dam radę załatwić sobie urlop na te 8 w sumie dni. Coś takiego się nie zdarza? Fakt. Jak wrócę to będę przykładem, że jednak się zdarza.

  • giovanni50 ocenił(a) ten film na: 10

    P10T333R Raczej przez Churchilla i Roosevelta którzy sprzedali nas Stalinowi

  • bucak ocenił(a) ten film na: 10

    MisterBlonde Wszystko przez pisowskich nedznych pseudopatriotow

  • majkalipcowa ocenił(a) ten film na: 6

    mantri Masz rację, tyle dziesiąt lat minęło, a nadal trzeba stąd wiać. Tylko, że teraz legalnie. I teraz wyjeżdżają dla odmiany rodzice i pozostawiają tu eurosieroty. Najsmutniejsze w tym filmie jest właśnie ta jego aktualność.

  • majkalipcowa Na razie nie jest jeszcze tak źle jak się zanosi gdy wyjdzie na jaw że państwo polskie jest totalnym bankrutem.
    Gdy ZUS nie będzie miał z czego płacić emerytur, gdy system opieki zdrowotnej i inne jeszcze bardziej obniży jakość z powodu braku pieniędzy.

    Podobno źle to dopiero będzie w przyszłości (bo teraz są jeszcze te w miarę "tłuste" czasy.

    Dziwnie napisałem -jakby pod publikę.. (patrząc na sytuacje z jednej strony).

    Ciekawy jestem dlaczego chciała byś wyjechać (gdybyś wymieniła ze 3 powody)?
    Bo oczywiście to sensowne (ale zanim się wyjedzie, dobrze jest z tym poradzić tu sobie).

  • majkalipcowa ocenił(a) ten film na: 6

    zjonizowany Po Twoim poprzednim wpisie o pozytywnym myśleniu zaskoczona jestem tym pesymistycznym wpisem. Nie wybieram się za granicę żeby tam zamieszkac, tu mam już pewną pozycję i nie chcę zaczynać od nowa. Obawiam się jedynie tego życia na emeryturze. A młodym współczuję życia w tym państwie umów śmieciowych.

  • majkalipcowa Aby nie musieć liczyć na emeryturę wszystkim chętnie polecam przedsiębiorczość, choćby obarczony minimalnym ryzykiem i wkładem marketing sieciowy (tzw. MLM).

    Po prostu, ja uważam, że życie to gra (a jak w każdej grze, najważniejsze są problemy, inaczej wyzwania -bez nich życie traci swój smak /najwięcej samobójstw jest w kraju o najwyższym socjalu i poziomie materialnym w Europie/).

    Więc jeśli pisze o tym co tu się dzieje, to nie po to aby narzekać w typowy sposób (martwiąc się i psując sobie nastrój). Sam lubię powtarzać, przy okazji takich rozmów /o Polskiej rzeczywistości/ że żyjemy w ciekawych czasach:)

    Jeśli bierzesz życie jako zabawa to wszystko jest dobre.
    Na tym polega prawdziwe (głębokie, zaawansowane) pozytywne myślenie.
    Bez względu na to co się dzieje, ty czujesz się tak jak chcesz (czyli np. dobrze, pozytywnie, ciekawie:) Co bardziej uduchowione jednostki potrafią podchodzić do rzeczywistości z dużym dystansem, jak do filmu (tak jak by siedzieli w kinie i dobrze się bawili, cokolwiek reżyser [przysłowiowy "Bóg"] nie wymyśli).

    Choć z czasem okazuje się, że to my sterujemy tym co się dzieje (poprzez właśnie wiarę i uczucie, gdzie uczucie jest najważniejsze -Więc jeśli ktoś pozwala sobie czuć się źle, to stwarza negatywne scenariusze -potem mówi się, że to los, zła karma, kara za grzechy czy coś. Tym czasem to wszystko zależy od uczuć i myśli.

    To jest własnie ta "wiedza tajemna" ukrywana przed ludźmi, aby nie wiedzieli, że mają dużo większy wpływ na swoje życie niż im się wydaje. Tego też uczył Jezus, jako tzw. osoba oświecona, podobnie jak Budda. Ale aby sprawować kontrolę nad tłumem religie to przekręcają, spychając na margines, albo zaciemniając -zmieniając znaczenia słów "grzech" oraz "wiara". Tym czasem to jasne, że "o cokolwiek będziecie Z WIARĄ prosić OTRZYMACIE" albo "to TWOJA WIARA cię uzdrowiła" albo "Jeśli będziecie mieli WIARĘ jak ziarnko gorczycy... /góry można przenosić/" albo "I wy będziecie mogli czynić rzeczy takie jak ja i WIĘKSZE jeszcze".

    Ten świat nie ma ograniczeń, lecz ludzi poprzez system edukacji programuje się jak maszyny, i utrzymuje w niewoli, niczym w więzieniu, wpojonych im koncepcji, wizji rzeczywistości, schematów myślowych. Ostatecznie sami się ograniczają wierząc w ograniczenia, sami powodują zło wierząc w nie. To po prostu działa jak jeden wielki EFEKT PLACEBO, czyli siła autosugestii/).

    Sorry, że tak odniosłem się do religii. Znasz bajeczkę dla dzieci o bocianie.
    Aby nie zawracać sobie głowy z wyjaśnianiem tajemnic świata dorosłych,
    opowiadają oni dzieciom różne bajeczki. Nawet czasem nimi straszą
    (w celach wychowawczych -aby były posłuszne, np.:
    straszenie duchami gdy nie zasną przed północą. Albo mówienie
    "ukradną ciebie, jak nie będziesz się trzymać za rączkę wśród ludzi").
    Współczesne masowe religie są jak taka bajka o bocianie, który przynosi dzieci.
    Jest tam kilka cennych ziaren prawdy, ale większość zdaje się być zmyślone
    (niestety nie jako legenda, tylko w celu manipulacji, uzyskania posłuchu ze strachu).
    Religia przez to jest okropna, nie dość, że wszystko spłyca, kłamie to jeszcze zastrasza.

    Sorry za szczerość (ale odczułem potrzebę wyjaśnienia, że powoływanie się na autorytet Jezusa lub Buddy, nie oznacza, że jestem religijny tu lub tam. Nasz przedziwny ludzki system organizacji władzy na Ziemi działa w ten sposób, że wszystko co masowe przekształca na swą korzyść (przeciw ludziom -czyli wykorzystuje powszechną nie wiedzę, podsuwając swoją interpretację, siłą lub podstępem podsuwając swoich ludzi /Tak np. było z ruchem solidarność w Polsce -Stan wojenny był niezbędny aby przejąć ten ruch. Odsunięto lub zastraszono i przekabacono prawych i podsunięto agentów takich jak Wałęsa, aby przeprowadzili przemianę ustrojową tak, by komuniści utrzymali wpływy, dobra i władzę -która tak naprawdę opiera się o media. Bo tego kogo się wypromuje wybiorą ludzie, a kogo się oszkaluje lub nawet nie wpuści do TV to pominą lub zapomną. Nie jestem pro kościelny, ale przyglądam się od dawna naglące na niezależne od rodzimego układu "radio Maryja". Które wyjawia w alternatywnych wiadomościach kulisy politycznych, gospodarczych przekrętów. Dziwię, się że ludzie potrafią uwierzyć w coś tak irracjonalnego, że "ojciec dyrektor" utrzymujący się z DOBROWOLNYCH składek, kupił sobie Maybacha -czyli niezwykle luksusowe, koszmarnie drogie auto. Nawet gdyby był oszustem łasym na pieniądze -tak jak go starają się przedstawiać - Aby zrobić coś tak głupiego musiał by być idiotą. A nie jest nim, skoro zbudował, utrzymał i rozwija największą rozgłośnie radiową na świecie, mimo ciągłych ataków i utrudnień. Bo tego rafia słucha Polonia rozrzucona na rożnych kontynentach. To jest dobre źródło alternatywnych informacji o gospodarce, polityce /choć ja się w to już nie bawię, bo trzeba mieć zacięcie, nerwy ze stali czy coś w tym rodzaju. Wyrastające także w internecie niezależne media łamią monopol władzy na dezinformacje -ciekawe jak to się skończy -czy rzeczywiście wielką wojną, jak głoszą przepowiednie. Niezadowolenie społeczne, totalny kryzys, tym bardziej wojna sprzyja przewrotom. A taki musi zaistnieć, aby ludzie zgodzili się na to co im zaplanowano -czyli centralnie zarządzane, jedno wielkie super państwo../).

    Zmienię temat na pozytywny. Oglądałaś "Alicję w krainie czarów"?
    Jeśli tak to może kojarzysz tekst "przed śniadaniem wymyślam 5 rzeczy nie możliwych i ćwiczę się aby w nie uwierzyć" (cytuję z pamięci:)
    My jesteśmy przyzwyczajeni do racjonalnego myślenia, poruszania się po rzeczywistości na podstawie posiadanych danych (jak byli byśmy robotami, bez wyobraźni).

    Tym czasem można inaczej. To "inaczej" jest kluczem to zupełnie innego, jakby magicznego życia. Świat podlega przeciwnym prawom ("rzeczywistość fraktalna", "natura lustra").
    Fizyka kwantowa wprowadza nas w te niewyobrażalne prawa (polecam wykłady "fizyka a filozofia" -są na YouTube, różnych autorów z branży, min. profesor i pasjonatów:)

    To temat niszowy, ale wart nauki, aby wyprzedzać większość w rozwoju.
    Bo wszelkie dobro jest względne. Kiedyś królowie nie mieli tylu wygód ile my w standardzie
    (technologie, komputery, telewizory, projektory, klimatyzacja, wana z hydromasażem, łączność bezprzewodowa, muzyka przestrzenna i na życzenie każdy utwór, kiedy się chce i na spacerze, szybkie podróże, w tym loty i różne fascynujące sporty).

    Gdyby komuś dać takie warunki i życie jakie mieli kilkaset lat temu najbogatsi lub najmądrzejsi z mieszczaństwa, to pewnie było by to jak prawie pustelnictwo. Bez gier, bez netu.. (proste rozrywki, błazny na dworze, długie podróże, brud, choroby, brak świadomości różnych tematów, że nawet /po pewnym czasie/ nie było by z kim porozmawiać o czymś ciekawym). Gdy patrzymy wstecz historii cywilizacji, możemy postrzegać duże kontrasty. A w średniowieczu to już w ogóle zacofanie. Tym czasem cywilizacja, wiedza, standardy, świadomość -stale rozwijają się. Dlatego jestem pewien, że dla przyszłych pokoleń to my, niby postępowi, będziemy jawić się niczym zacofane średniowiecze. Na przestrzeni dłuższego czasu zachodzą wielkie zmiany. Co ciekawe, w części już obecnie istnieje [tu i tam] ta nowatorska, rewolucjonizująca postęp cywilizacji "WIEDZA przyszłości" (która może za 100, może 200, a może dopiero za 500 lat upowszechni się, wypływając do ogólnej świadomości społecznej). Piszę to aby zilustrować jak rzeczy się mają. Na czym polega dobro, wolność, lub np. wygoda, bogactwo.

    Wszystko jest względne (nie ma żadnych stałych standardów. Nasze mniemanie, a za nim odczucia opierają się na wrażeniach, które wynieśliśmy z obserwacji otoczenia). Jeśli zechcemy możemy przekraczać te standardy, a kluczem jest wiedza.. (wystarczy tylko sięgnąć by stać się jakby beneficjentem przyszłości, rozwijając dla siebie to co najlepsze tu i teraz). Tymi słowy chciałem zachęcić do poszukiwania i czytania ("kto szuka ten znajduje":) Zawsze jest coś więcej niż się wydaje (i zwykle spełnienie jest łatwiejsze niż można sądzić, bo nasze społeczeństwo jest spowite lękiem, wychowane do obaw o trudności. Wierząc w nie sami je sobie powodujemy. Pierwotnym pojęciem grzechu jest podobno zaniechanie. Zaniechanie samorealizacji, czyli spełniania się ku szczęściu. Bo po to jest życie:) Pozdrawiam i dziękuję za lekturę!

  • zjonizowany Podsumuję przypominając główną ideę.
    Nie wiem czy grywasz, ale pewnie obserwujesz dzieci..
    Wiedząc, na czym polegają gry komputerowe
    (czemu są tak wciągające mimo, że obfitują w problemy).

    Dzieci po prostu wiedzą, że to gra i nie boją się wyzwań.
    Wiedzą, że gra jest tak zrobiona aby ją przejść,
    że wszelkie przeszkody, trudności są dla nich
    (jako wyzwania "dla zabawy", a nie by im uprzykrzyć życie).

    Złapiesz tę ideę gdy dostrzeżesz analogie życia na Ziemi i gry komputerowej
    (jak to przedstawiono w filmie "Trzynaste piętro"
    /nazywanym pierwowzorem słynnego matrixa/)

    Chodzi o to, że uczucie rodzi się w zależności od interpretacji sytuacji
    (a ta interpretacja należy ostatecznie do nas -tu jesteśmy wolni, o ile zechcemy
    myśleć niezależnie, a nie jak nas nauczono -robiąc nieświadomych niewolników schematów /które nie służą szczęściu, mądrości, bogactwu i rozwoju,
    a odwrotnie -bo wtedy łątko kontrolować ludzi, np. przez system ekonomiczny/).

    Jeśli spojrzy się na życie jak na grę strategiczną typu "Sims 2", to wszystko robi się ciekawe (negatywny problem zamienia się w pozytywne wyzwanie). Bo wszystko można jeśli się che (np. medycyna niekonwencjonalna wie, że tak naprawdę nie ma chorób nie uleczalnych:) Tylko wmawiają tak nam specjaliści od farmakologii, która jest super biznesem, polegającym nie na leczeniu, a za-leczaniu (bo wyleczyć oznaczało by stracić klienta i stały dopływ kasy). Więc życie to gra dla mądrych, kto się rozwija sięgając po wiedzę (ten nie da się ogłupić i dłużej, oraz milej pożyje).
    Wierząc, że życie trwa zawsze, można przyjąć, że odwiedziny planety Ziemia są rodzajem wycieczki. Tak można do tego podchodzić. Wtedy to co się dzieje to rodzaj wesołego miasteczka, w którym czasem straszy (ale wszystko jest dla zabawy). Tak jak my jako ludzie, lubimy oglądać tragedie i horrory, dla czerpania emocji. Tak samo jako istoty nie materialne, dusze decydujemy się, na bardziej realne doświadczenie przygody, biorąc udział w seansie, tak jak było by się na filmowym planie. Zauważ, że najlepsza gra to ta, która jest maksymalnie realistyczna (dostarczając prawdziwe przeżycia). Ciało, ludzki umysł, materia, a nawet czas (jego odczucie) to wszystko są technologie, bardzo zaawansowane jak na ludzkie zrozumienie (bo jak niby postać w grze morze zrozumieć program komputerowy, z którego jest wszystko zrobione i także jej własne wyobrażenie). Jeśli już miałbym pozwolić sobie na zupełną szczerość.. /napisze co myślę dosłownie/ "TO JEST PROGRAM KOMPUTEROWY [część wirtualnej rzeczywistości] TO NIE ISTNIEJE" jest rodzajem snu, który Tobie i innym się tu przytrafia.
    Dlatego powiedział bym wprost -przejmowanie się, martwienie się jest zbędne (tak samo jak każde inne psucie sobie dobrego nastroju). Oczywiście realista powie w tym momencie, że przecież fakty, świat.. wskazując na masę negatywnych znaczeń. Tym czasem to jego iluzje. Każdy nawet tej obiektywnej, wspólnej grze, żyje jakby dodatkowo we własnym świecie, swych wyobrażeń, subiektywnych interpretacji, które z punktu widzenia umysłu wydają się być prawdą. I o to chodzi, o realność doświadczenia (choćby strachu, problemów -jak to fundujemy postacią filmowym, lub sobie w rożnych grach, teraz coraz bardziej realnych:) Nie trudno zgadnąć, co będzie w przyszłości jeśli chodzi o technologie gier holograficznych. Super przykładem jest "holodek" z filmu, serialu "Star Trek Voyager". Obrazuje różne paradoksy. W rzeczywistości jest ich wiele. Np.wg fizyki gdy osiągniemy prędkość światła, czas się zatrzymuje. Gdzieś widziałem wyjaśnienie tego fenomenu (jak ma się to do naszego "matrixu"). Ale to już dość dziwne. Matematyka jednak podobno nie kłamie (to wyszło w wyliczeniach, że coś takiego jak czas lub przestrzeń nie ma prawa istnieć, to wszystko jest trick w umyśle).
    Jeśli doczytałaś do tego miejsca nagrodzę ciekawość, mam nadzieje wymownym przykładem. Otóż we śnie, tym bardziej jeśli tzw. świadomym (zwykle dobrze pamiętanym, przypominającym życie, samodzielne decyzje) mamy wrażenie, że to dzieje się naprawdę. Tak samo w hipnozie (np. regresyjnej). Umysł jest jak odbiornik TV.
    Ta "rzeczywistość" w nim się wyświetla (o czym też mówią osoby oświecone -np. Jezus "Królestwo niebieskie jest w was", Budyzm: "Wszystko dzieje się w umyśle").

    Gdy jesteś w wirtualnej grze to masz takie samo wrażenie (rożnych przestrzeni, zakodowanych bodźców). 99.99% tzw. materii jest pustą przestrzenią. Reszta to naładowane cząstki, które są właściwie porcjami energij. Którą umysł interpretuje (jak bity w komputerze) na kolory, bodźce dotyku, twardości, zapachy, smaki, dźwięki.

    Jeśli zadajesz sobie pytanie "skąd to się wszystko bierze, skąd pomysł na taką dziwną grę". To odpowiedź jest jedna, z pragnienia rozrywki, z nudów, dla chęci doświadczenia -życia dla tworzenia i doświadczania fascynującej przygody (wcielania się i życia życiem postaci w grze, tak jak by się nią było naprawdę).

    To ekstra przeżycie, wszystko tu jest takie prawdziwe, uczucia także:) Tym czasem to zabawa w ludzi:) Kto umie wychodzić z ciała (popularyzujące się OOBE) ten wie, że dusza nie ma ograniczenia (można wcielać się w co się zechce, np. doświadczać rzeczywistości z perspektywy pszczoły, widząc "świat" jej oczyma).

    My jako w istocie duchy, wymyśliliśmy sobie tę materialną grę. Tak samo jak my jako ludzie, wymyślamy sobie kry komputerowe (gdzie stopień makabryczności nie ma znaczenia, gdy wiemy, że to wszystko jest wirtualne, nie prawdziwe -a ma jedno zadanie -tworzyć poligon urozmaicone przygody, by wyzwalać bogate spektrum doznań, emocji). Jeszcze wypada wspomnieć, że z tamtej "nie fizycznej" perspektywy, nie ma czegoś takiego jak ograniczenie. Więc paradoksalnie, to czego tu mamy w nadmiarze i na co narzekamy, jest rarytasem dla istoty duchowej spragnionej odmiany.

    Wartości są względne -zwykle każdy dąży do tego czego nie ma.
    Np. wychowawszy się w mieście, marzyłem by mieszkać na peryferiach, najlepiej w lesie (poza cywilizacją zupełnie). Tym czasem kumpel, który mieszkał do niedawna na wsi, marzył o tym by osiedlić się w centrum miasta (spełniło mu się tak jak i mi /właśnie wróciłem z codziennej kilkugodzinnej wycieczki po okolicznych lasach, którymi jest otoczona z dwóch stron moja dzielnica, leżąca na samej granicy Warszawy [wiec formalnie miasto ale tak naprawdę wieś]/). Tak samo z problemami, czy raczej wyzwaniami, ku przygodzie przemiany ich w życia drogę (niczym rebus -odszukiwaniu rozwiązań).

    Ten kto nigdy nie miał przeszkód chce ich doświadczać jako odmiany, swego rodzaju nowe doświadczenie (nie zna nulu, nie zna trudny i jest mega ciekawy).
    Tylko tu można tego doświadczyć w materialnej, ograniczonej percepcją umysłu rzeczywistości (bo tak naprawdę ani ograniczenia, ani jakaś forma rozdzielenia nie istnieje. Prawdziwy świat to świat duchowy, gdzie nie potrzeba znać języków, lub mieć coś, narzędzia..).

    Więc będąc bardzo kreatywni i lubiąc się bawić wymyślamy sobie rożne gry. Jedną z nich jest życie w kosmosie, np. na Ziemi jako ludzie. Ta planeta oczywiście nie jest jedyną. Można powiedzieć, że są one, ich grupy jak plansze i poziomy zaawansowania w grze.

    W grze gdzie chodzi o jedno (o to samo co w filmie, gdy włączasz jakikolwiek seans). Chodzi o rozrywkę, by było ciekawie, by zapełnić sobie czas.. Którego w nieskończoności ma się tak wiele, że głupotą jest gdziekolwiek się spieszyć.. (chyba że dla samego doświadczenia pośpiechu:) Tak jak puszczasz film wojenny gdy chcesz doświadczyć koncepcji walki. Tu wszystko działa na tej zasadzie jak w świecie wyobraźni, lub śnie.

    My jako ludzie tworzymy sobie (zwykle nieświadomie) przeróżne koncepcje, a następnie na zasadzie wiary w nie, urzeczywistniamy je sobie. Jak gdyby zamawiając dane doświadczenie. Jeśli ktoś myśli o smutku to tak jak by chciał się nim delektować, bo im więcej myśli tym więcej tego do siebie przyciąga. Tak samo z radością, szczęściem itp. (zasada jest prosta -o czym myślisz to się rozwija, a im częściej to robisz tym bardziej staje się to automatyczne, nie świadome. Ostatecznie ludzie ulegają nawykowym koncepcją zapożyczonym od innych nie zdając sobie spawy, że na tej zasadzie tworzą doświadczenie swego życia).

    Mam nadzieję, że wyjaśniłem dlaczego nie należy się smucić, przejmować.
    Jeśli czegoś się che doświadczyć można działać na zewnątrz (w materii).
    jeśli che się coś spełnić (otrzymać ostatecznie dane uczucie, można pójść na skrót działając "w duchu", na zasadzie świadomego wytworzenia danej idei, uczucia).
    Może to wydawać się dziwne lub nie możliwe (sterowanie uczuciami lub własnym myślami).

    Takich rzeczy nie uczą w szkołach (mających na celu "produkcje" posłusznych i ograniczonych, "trybików w machinie systemy", a nie wolnych i kreatywnych ludzi, którzy mają gdzieś metodę "kija i marchewki" bo panują nad swymi uczuciami i myślami, nie darząc sobie wmówić, że są np. gorsi bo nie mają najnowszej komórki, drogich strojów albo że muszą się bać terrorystów godząc na państwo policyjne, lub piekła po śmierci godząc na ingerencje kleru we własny sposób bycia).

    Jednak wszystkiego można się nauczyć. Kiedyś byliśmy dziećmi robiąc pierwsze niezdarne kroki, ucząc się mówić ze słuchu. Możemy się tez nauczyć sterować pracą naszej duszy (jeśli tylko zechcemy:) Bo niestety, większość jest jak dojna trzoda, "hodowana" na poziomie, nieco ponad wegetacje (w porównaniu do możliwości, ma nie za wiele z życia).

    Cóż akurat taka trudna "plansza" /ta nasza planeta/ że łatwo popaść w rutynie, grzęznąć w schemacie. Jak to się mówi -"drugą naturą człowieka jest przyzwyczajenie". Tak naprawdę przeciwieństwem sukcesu nie jest porażka (która jest etapem przejściowym, wyzwalającym wprost kolejne próby, a kto próbuje ten ćwiczy się i uczy, więc doskonali i zbliża do celu). Przeciwieństwem sukcesu, a właściwie rozwoju (czyli natury, istoty życia) jest STAGNACJA. Czyli to do czego ludzi się stymuluje, to tzw. poczucia bezpieczeństwa polegającego na "okopaniu się" przed "złym" światem /w ciepłym koncie/ ukryciu przed wyzwaniami.

    Czyli min. przed marzeniami /które przedstawiono jako towar luksusowy, na który miało by stać tylko nielicznych/).
    Kontrola społeczna w zasadzie polega na stymulacji do lęku (stąd tak rozpowszechnione negatywne myślenie). Świat nie jest zły ani dobry, po prostu jest, a interpretacja danej sytuacji należy do nas samych. Możemy narzekać na wszystko lub we wszystkim wiedzieć dla siebie szansę. Nawet na kryzysie lub wojnie można zarobić i wyjść w miarę dobrze. Przyglądając się naturze ludzi, można się dziwić, czegoś oni nie wymyślają dla przygody.

    Wiesz że kluby piłkarskie, znaczy kibole, potrafią umawiać się poza stadionem, po to aby toczyć ze sobą regularne bitwy. Jak zanalizujemy różne sporty ekstremalne, ryzyko okaleczenia lub śmierci przy niewtórych jest duże. Ale coś ludzi doń ciągnie. To ta żądza życia, przygody, adrenaliny (podświadomie wiedzą, że są w istocie nieśmiertelnymi, duchowymi bytami /choć coś tracą, to przywiązanie, kontekst, miejsce, danego siebie -wylatując z planszy, poprzez swego bohatera unicestwienie w danej perspektywie, choć tak naprawdę nadal się żyje, dla innych znika się stając bardziej naturalnym sobą -czyli niewidocznym dla innych ducem, teleportującym się w ułamkach sekund, na zasadzie myśli -przemieszczając po Globie.

    To może brzmi dziwnie, ale można poczytać o tysiącach przypadków powrotów z tzw.
    śmierci klinicznej, gdzie niektórzy pacjenci szpitali nawet straszyli w nocy jak typowe duchy. W PRL-owskiej Polsce był taki przypadek, gdy gość chciał się skomunikować.. tak przynajmniej tłumaczył po przebudzeniu ze śpiączki..). Wracając do idei życia. W skrócie to była by radość.

    Dlatego Jezus dawał za przykład (do naśladowania) dzieci, które potrafią się cieszyć spontanicznie (bez warunkowo, radość bowiem mają w swojej naturze). Potem poprzez proces "formatowania umysłu" przez system edukacji, zatracają te umiejętności bycia szczęśliwymi (warunkując to tym czy spełniają wymogi "tresury" /w szkole są oceniane, wymaga się od nich i każe za nie sprostanie oczekiwaniom/).

    Znów zrobiło się negatywnie. Ale pamiętaj, że ograniczenia są wymyślone i sztuczne.
    Mocy, możliwości jest odpowiednio więcej. Wszystko jest po to aby mieć co robić (by móc rozwijać się). Można by rzec, iż gubimy się (swą radość) po to aby się (ją) odnajdywać. Jeśli w tamtej (wyższej) perspektywie ma się wszystko.

    Trzeba to zgubić, zatrzeć, odwrócić, aby móc znów sobie to dać i docenić, odczuć (na drodze nauki, rozwoju). Tak to jest, że gdy chodziłem dawniej na piesze pielgrzymki (ok. 300 km z Wa-wy do Częstochowy) to gość, który mieszkał w Częstochowie, musiał jechać specjalnie do stolicy, by móc tak jak wszyscy cieszyć się z tej niezwykłej, 10-cio dniowej wędrówki, przy muzyce i śpiewach (min gregoriańskich, na kilka głosów:)

    Mieliśmy rożne instrumenty i nieźle się bawiliśmy (przynajmniej ja mając kondycje, wygłupiałem nie odczuwając trudu drogi, chodziłem do tyłu, biegałem, brałem o wielu osób plecaki, lub kręciłem filmy gdy inni odpoczywali, w czym akurat przesadziłem -bo choć minimalny odpoczynek dla nóg był potrzebny:( No ale wspominam te czasy, jako cekawy sposób na wakacje, obfitujący w przygody (nie raz gubiłem się -jedząc obiad jako ostatni, gdy grupy wychodziły.

    Nie raz nadganiałem autostopem. W praktyce byłem bardziej pielgrzymkowym fotografem zbierającym materiały do kroniki, w której skład miały wchodzić także ścieżki audio tworzonych tam w drodze dość "energetycznych" utworów. To były pielgrzymki młodzieżowe (muzyka zwyczaje, nawet tańce na ulicach wieczorami także:) Ogólnie oryginalne i widowiskowe. Rozpisałem się jak zwykle o nocnej porze gdy już czasu nie liczę (bo nic nie ma do zrobienia:)

    Na koniec chciałem podkreślić tę całą ideę "metafizyki umysłu":)
    Gdy zmienisz stosunek do życia, świata to ono także się odmieni.
    (bo ma ono naturę lustra -"świat jest taki jaki się tobie wydaje że jest"
    jak to powiedziano w ostatnim dialogu jednego z filozoficznych filmów.
    Pt. "Avalon". Ten dialog był o jego być może największej tajemnicy.
    Matrix, Incepcja, Trzynaste Piętro" i kilka innych także o tym wspomina.
    Tylko że weń trzeba czytać miedzy wierszami (nie wiedząc czego szukać,
    po prostu tego się nie zaważy, tak jak napisu w trawie,
    lub z patyków, jeśli nie zna się liter /to rozmyje się, będąc jak przypadkowe ułożenie/

    Większość scen z głębokich filmów, nie wtajemniczonym widzom wydaje się też przypadkowa = bez znaczenia/). Książki to co innego, tam sprawy są podawane jasno
    (o ile mają charakter poradników:) Nt. podświadomości jest mnóstwo -warto czytać.
    Bo ile wiedzy tyle wolności (gdyż wolność to tak naprawdę spektrum możliwości).

    Pozdrawiam:)

  • majkalipcowa ocenił(a) ten film na: 6

    zjonizowany Wszystko brzmi pięknie. W teorii. A jak wygląda w zderzeniu z rzeczywistością? Co byś powiedział 45-letniemu ojcu rodziny, który traci z dnia na dzień pracę? Żeby sobie wyobraził, że to jest gra? Że ma sobie wyobrazić inną rzeczywistość? A co to da jak rzeczywistość jest konkretna. Miesiąc szuka pracy i nic, a życie się toczy, rachunki, opłaty, życie... I co wtedy powiedzieć? Jedź za granicę? Zostaw rodzinę? Książki, poradniki... teoria, a życie sobie.

  • mantri Tyle, że nie chodziło tutaj o brak perspektyw (whatever it is), ale o brak normalności i wolności O to, ze kraj był totalitarny. Dlatego matka powiedziała, zeby nie wracali - wiedziała, ze gdyby wrócili, czekałyby ich koszmarne konsekwencje. Nie wydaje mi sie, zeby porownwania do dzisiejszej Polski były adekwatne - gdyby to działo się dziś, cała rodzina mogłaby legalnie wyjechać z kraju. A chłopcy nie musieliby cuiekać przyczepieni do podwozia ciężarówki.

  • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

  • JackStrongSir ocenił(a) ten film na: 8

    RandyShughart Widze że wielu furomowiczów poszło ostro w politykę przy okazji tego filmu.....Film uważam za świetny ale to zakończenie jest troche na siłe - naciągane...nie wyobrażam sobie żeby nawet po odebraniu praw rodzicielskich tak powiedzieć do dzieci które widząc komunistyczną biedę pojechały za chlebem za granicę...mogli się panowie scenarzyści bardziej wysilić...fakt jest to bardzo emocjonalny moment ale trochę naciągany moim zdaniem.

  • GdzieToKino ocenił(a) ten film na: 10

    JackStrongSir Ależ to jest kwintesencja tego filmu! Nie wiem czy scenarzyści się wysilili czy nie, ale ta scena jest genialna! Cały film do niej zmierza, bez tego film "nie byłby sobą". A jak ktoś nie widzi miłości pod słowami ojca, to cóż... Obejrzyj jeszcze raz, albo i dwa... Może dojrzysz? Pozdrawiam.

  • JackStrongSir To jest dokładnie ten sam kaliber, co legendarne słowa Piotra Fronczewskiego pod koniec znakomitego filmu "Znachor". Chyba nie muszę ich cytować.

  • misoshiru ocenił(a) ten film na: 8

    RandyShughart trochę spoiler.

  • RandyShughart Otwarcie granic, a zwłaszcza rynków pracy po wejściu Polski do UE pokazało, jak niewiele się dla Polaków zmieniło w ich własnym kraju - w sensie perspektyw, od tamtych czasów.

  • btc5 ocenił(a) ten film na: 7

    RandyShughart Wyjezdzaja tylko nieudacznicy.

  • btc5 Dokąd wyjeżdżasz?