Sam film jest bardzo średni, poza jednym elementem... tak muzyką. Otóż muzyka w tym filmie jest po prostu tragiczna. Drażni i denerwuje. Kompozytor nie podołał, ścieżka jest wręcz podręcznikowym przykładem udźwiękowienia filmu fantasy, ale to właśnie wada. Słuchanie do bólu sztampowych kawałków naprawdę psuje frajdę z oglądania. Na każdym kroku słychać rzemiosło, a nie dzieło artysty. Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale brakuje temu polotu. Przecież to można było zrobić zupełnie inaczej. Odrzucić schematy i zaproponować mniej konwencjonalne podejście, może bardziej mroczne?
Zresztą sam film jest bardzo średni. Kawał solidnie wykonanego kina, ale bez czegoś co utkwi w pamięci na dłużej.
Rzecz gustu. Nie ukrywam, że nie będę obiektywna, jako że mam fioła na punkcie twórczości Danny'ego Elfmana i dla mnie ścieżka dźwiękowa do "Alicji w Krainie Czarów" jest rewelacyjna, podobnie jak najnowsze dzieło Tima Burtona. Soundtrack jest dla mnie magiczny, z elfmanowską atmosferą i baśniowym klimatem. Motyw przewodni jest przepiękny, utwory zagłębiają się w pamięć. Ktoś na tym forum wspomniał, że soundtrack jest wzruszający i zgadzam się z tym. Rozumiem, że komuś może się nie podobać, bo to normalne. Jednakże ja widzę wspaniałe dzieło Elfmana, które potrafi przenieść słuchacza znów do Wonderland nawet bez oglądania filmu. Być może do słuchania tego soundtracku trzeba się przygotować i wczuć się, co polecam, ale osobie, której "Alicja..." raczej się nie podobała to cóż. Gdyby każdy człowiek miał takie same zdanie na wszystkie tematy to byłoby nudno :D
Chętnie poczytam inne argumenty, które mogą zapoczątkować kulturalną dyskusję.