uczta dla oka, każda klatka filmu niczym piękna fotografia, dosłownie każdy kadr, historia co prawda poruszy bardziej rozmiłowanych w sztuce, jednak warty obejrzenia.
Czy aby na pewno?
Moim zdaniem reżyser nie potrafi pokazać kobiecego piękna. Aida Folch jest tu pokazana w możliwe oderotyzowany sposób. Niby ciągle goła, ale tak pokazana, pocięta, zmontowana aby zabić wszelki erotyzm. Jedyna scena, w miarę naturalna, zmysłowa, to jej nocna kąpiel. A tak, to widzimy ją ciągle skrzywioną, znudzoną. Za grosz magnetyzmu, uwodzicielskości, zmysłowości. Seksu. Nie sposób uciec od porównania do Emmanuelle Beart z Pięknej złośnicy.