Na filmie się nie ubawiłam, niestety, a poszłam do kina właśnie z takim zamiarem. Nie jestem fanką francuskiego kina, nie znam się na nim i być może
nie czaję klimatu, ale dla mnie ten film powinien zostać zakwalifikowany jako dramat. Dramat o nienawistnej staruszce, która sama siebie niszczy swoją
nienawiścią do otoczenia. A z drugiej strony, to też film o zmianie perspektywy - może dilowanie nie jest zajęciem chlubnym, ale nie ukrywajmy, że dzięki
niemu główna bohaterka zaczęła asymilować się z ludźmi. To film o akceptacji zmieniającego się społeczeństwa i w końcu o tolerancji oraz przyjaźni.
6/10
Film wg mnie był naprawdę śmieszny, no ale trzeba łapać francuskie kino, o co w nim chodzi ;)
komedia jak najbardziej, poza tym, nie wiem czy oglądałaś do końca, ponieważ w połowie filmu babcia zmieniła swoje nastawienie do wszystkich...
jak dla mnie 8/10
Jasne, że oglądałam do końca :) Może nie znam się na francuskich komediach i ich nie czaję, jednak no, przez pół filmu było mi jej żal (że jest taka nienawistna) i nie widziałam żadnych powodów do śmiechu :)
Wg. mnie najśmieszniejsze w tym filmie były "szczególiki" jej docinki itd. Spoko, że nie jest to kolejna komedia pozbawiona sensu (kino amerykańskie) gdzie używanie mózgu nie jest wymagane. Luźne i obiektywne podejście do tematu marihuany gdzie w Polsce to ciągle tabu, to kolejny plusik. Jak dla mnie 8/10.
A tu jest wymagane? Przecież fabuła jest skonstruowana zupełnie płasko i jednostronnie. To nie dramat społeczny; nie ma tu głębokich dylematów moralnych; brak jakichkolwiek czynników zmuszających do refleksji. To tylko wąska i płytka karykatura rzeczywistości, w której liczne tematy stanowiące realne problemy państwa i społeczeństwa są co najwyżej dodatkiem do ciasteczek z haszem...
Dokładnie, ludzie nie łapia żartu, satyry," śmiechu przez łzy", gorzkiej, bolesnej niekiedy kpiny no i , tych ludzi, wychowywanych na niewybrednej amerykanskiej komedii kevina, taki żart, jak w Babci Gandzi, nie bawi... No tak, bo cudowna mieszanka dramatu z kpiną , satyrą społeczną ich nie bawi....
Choćbym nie wiem, jak się starała, to dam rady odebrać filmu jako dramat, a tym bardziej aż do połowy.
Na początku owszem, może się człowiek pomylić, ale wątek komediowy niebawem się pojawia. Teksty babci, jej postawa, mimika twarzy - w paru momentach dosłownie ryczałam ze śmiechu. Moim skromnym zdaniem pani grająca ta rolę odwaliła kawał niezłej roboty.
No i miło patrzeć było na przedsiębiorczość starszej pani , a jej "zmiana na dobre" też bardzo mi się podobała.
Gdy przytuliła wnuka i nazwała go swoim bambusikiem, niemal się wzruszyłam ;)