A podbiję. Bo też mi się podobał. Nuta w filmie niezła. W tamtym czasie, gdy Antonio był na topie, ujrzenie go jako niedogolonego moczymordy po przejściach, to było coś. Lucy Liu rzadko grywała po złej stronie, a tu proszę, jaka odmiana. Montaż przyzwoity, trochę zaskoczeń... Odświeżam, bo właśnie oglądam i, jak zwykle, Lucy pałująca policmajstrów w niezłym akompaniamencie Darude, to jest to, co poprawia mi humor na wieczór :)