Mam szczerą nadzieję, ze film jest tylko wytworem chorej wyobraźni scenarzystów - zainspirowanych "8 mm" a nie prawdziwym życiem - i tak koszmarnie drastyczna sytuacjia nigdy nie będzie miała miejsca.
Praga to jedna z najgroźniejszych dzielnic naszej stolicy i niestety nietrudno uwierzyć, ze prlowskie bloki były, są i będą świadkami scen gwałtu i przemocy...
"Billboard" wywołał u mnie prawdziwie głęboki szok - nie byłam przygotowana na tak brutalne sceny - i muszę przyznać, ze żałuję iż nie zostałam uprzedzona o tym choćby w opisie filmu...
Długo nie mogłam zapomnieć krzyku młodej Rosjanki i jej twarzy wykrzywionej bólem mimo - niemalże natychmiastowej- zmiany kanału...
Gdy pominąć brutalne sceny - niektóre zupełnie niezrozumiałe i niepotrzebne, jak choćby wątek Lindy- "Billboard" nie jest filmem najgorszym.
Rozumiem że naturalizm, a wręcz antyestetyzm miał wywołać szok u odbiorcy,tak, jak na przykład wczesne filmy i obrazy ekspresjonistyczne; tak się jednak nie dzieje - widz jest zbyt wstrząśnięty bezmyślnością przemocy, że nie jest raczej skłonyn do głębszej refleksji. "Billboard" przypomina koszmar senny, z którego z ulgą się budzimy. Porównując go z innym filmem o dość podobnym charakterze - "Requiem dla snu" - widać jak cienka jest granica między dziełem a kiczem i jak łatwo ją przekroczy, gdyż nieumiejętne szokowanie budzi odrazę...
Nawet próby nadania intrydze wymiaru egzystencjalno - intelektualnego spełzły na niczym.
Owa próba to oczywiście postać demonicznego i psychotycznego Szefa, zagranego przez Andrzeja Seweryna. Aktor ten - wybitny - tym razem chyba nie był do końca przekonany do swej postaci, gdyż Szef jest tylko psychopatą, nawet nei inteligentnym i do poziomu choćby Hannibala Lecter mu daleko jak z Polski do USA....
Piotr Fronczewski równierz bardzo zaskakuje, gdyż gra bardzo nie typową dla siebie rolę - kloszarda, męta, który mimo panującego wokół złą stara się zachowac - przynajmniej do pewnego momentu - resztki godności i przyzwoitości. Zadziwiająco dobrze radzi sobie z tą rolą i jest świetnym partnerem dla Maćkowiaka, który zapowiada się na naprawdę dobrego aktora.
Epizody - jak na przykład Steczkowskej i Lindy - są interesujące ale jedynie ze względów wizualnych...
Próbowałam sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego film jest tak - niepotrzebnie - brutalny.Wydaje mi się, ze to wynik nieprzystowania pewnych amerykańskich wzorców i standardów do naszych, poslkich warunków. U nas obrazy ukazujące przemoc należą raczej do rzadkości. Fascynacja zachodnią manierą robienia filmów według pewnego schematu - dobry, zły, dziewczyna, śmierć i zemsta - jest aż nazbyt widoczna i rażąca. Mam nadzieję, ze filmy takie jak "Billboard" nei będą powstawać, gdyż ich istnienie jest zupełnie nieuzasadnione - przemoc nie jest tym co chciałoby się zobaczyć w kinie, po tygodniu ciężkiej pracy. Wystarczy, ze telewizja ciągle "atakuje" widza scenami pełnymi brutalizmu i mechanicznym sposobem traktownaia życia ludzkiego; aż stach pomyśleć jak "Billboard" moze wpływać na młodą widownię, która jeszcze do końca nie rozumie, ze świat na ekranie i prawdziwe życie to dwie różne rzeczy.
Rzeczywistość filmowa, bardzo dobrze odtwarzającą tę istniejącą, to mimo wszystko fantastyka, scenariusz jest napisany, wszyskto wyreżyserowane i aktorzy po "akcie piątym" "zmartwychwstają". W prawdziwym życiu jednak, gdy się kogoś zabije, ten umiera.
Dlatego nie powienny powstawać takie filmy, które przez sam fakt swojego istnienia gloryfikują bezmyślną przemoc, moga być inspiracją odrażających czynów i nową "biblią" wykadnią prawa dżungli....
Przyzaję, że trochę to dziwne odpowiadać na komentarz sprzed ponad 4 lat, ale nie mogłem się powstrzymać. Powyższy post przeczytałem dwa razy i z kilkoma kwestiami nie zgadzam się zupełnie!
((("Mam szczerą nadzieję, ze film jest tylko wytworem chorej wyobraźni scenarzystów - zainspirowanych "8 mm" a nie prawdziwym życiem - i tak koszmarnie drastyczna sytuacjia nigdy nie będzie miała miejsca.")))
"Billboard", rok premiery 1998, zaś "8mm" 1999. A zatem nie bardzo wiem, jak (w trakcie tworzenia) polscy twórcy mieliby zostać zainspirowani filmem, który wówczas jeszcze nie powstał. Prawdą z kolei może być to, iż - jak napisał któs na tym forum - "Billboard" nawiązuje, czy nawet zżyna z "Tesis" z 1996 r. Na ten temat wypowiedzieć się nie mogę, bo film ten dopiero ściągam.
((("Porównując go z innym filmem o dość podobnym charakterze - "Requiem dla snu" - widać jak cienka jest granica między dziełem a kiczem i jak łatwo ją przekroczy, gdyż nieumiejętne szokowanie budzi odrazę...")))
Nie rozumiem porównania tych dwóch filmów i stwierdzenia, że są one o dość podobnym charakterze. Gdzie ten podobny charakter? Czy chodzi o dosłowność i niestetyczność niektórych scen? Mimo wszystko uważam, że tak kompletnie różnych filmów przyrównywać nie można.
((("postać demonicznego i psychotycznego Szefa, zagranego przez Andrzeja Seweryna. Aktor ten - wybitny - tym razem chyba nie był do końca przekonany do swej postaci, gdyż Szef jest tylko psychopatą, nawet nei inteligentnym i do poziomu choćby Hannibala Lecter mu daleko jak z Polski do USA....")))
Kolejne (moim zdaniem) nietrafione porównanie. No bo niby czemu ma ono służyć?! Przecież to są kompletnie różne postacie, zajmujące się zupełnie inną przestępczą praktyką!
((("Próbowałam sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego film jest tak - niepotrzebnie - brutalny.")))
Film jest brutalny - to fakt. Ale czy niepotrzebnie? Wątpię. Z pewnością to właśnie dzięki tej brutalności, tak działa na widza. Wydaje się, że to, co widzimy na ekranie, może się wydarzyć naprawdę. Poza tym zwróćmy uwagę na środowisko przestępcze, ukazane w filmie. Do mnie to przemawia, bo nie wyobrażam sobie, by tacy ludzie obchodzili się ze swoimi ofiarami jakoś łagodniej. Smutne, ale prawdziwe i tak właśnie przedstawia to "Billboard".
(((" Mam nadzieję, ze filmy takie jak "Billboard" nei będą powstawać, gdyż ich istnienie jest zupełnie nieuzasadnione")))
W ten sposób można na siłę podejść do każdego filmu. Jeden stwierdzi, że nieuzasadnione jest powstawanie komedii, inny że z kolei s-f itd. itp.
((("przemoc nie jest tym co chciałoby się zobaczyć w kinie, po tygodniu ciężkiej pracy.")))
To już zależy od gustu. Jeśli ktoś nie lubi i nie chce oglądać filmów nasyconych przemocą, to niech po prostu tego nie robi. No bo czy to znaczy, że takie filmy nie powinny powstawać?! A może ktoś jest fanem takiego kina? Może nie przeszkadza mu, że ogląda taki film po ciężkim tygodniu? Ludzie, pomyślcie czasem o kimś więcej, niż tylko o sobie. Ja np. nie znoszę muzyki techno, ale nie twierdzę, że nie powinna powstawać, bo wiem, jak wiele osób się przy niej świetnie bawi. Ja osbiście nie lubię, więc nie słucham - to chyba proste, prawda?
((("aż stach pomyśleć jak "Billboard" moze wpływać na młodą widownię, która jeszcze do końca nie rozumie, ze świat na ekranie i prawdziwe życie to dwie różne rzeczy.")))
Moim zdaniem, osoby nie do końca to rozumiejące, z pewnościa tego filmu nie obejrzą. Ponieważ do takich osób zaliczają się kilkuletnie dzieci, oglądające kreskówki. Chyba tylko one mogą jeszcze do końca nie rozumieć, że to, co widzą na ekranie, jest całkowicie fikcyjne. Natomiast każdy już w miarę myślący, zdrowy umysłowo(!) młody człowiek się w tym nie pogubi. Nie wierzę, że można popełnić zbrodnię pod wpływem filmu - a jeśli ktoś tak twierdzi, to jest to po prostu wymówka. Cały czas zaznaczam, że piszę o osobach zdrowych na umyśle! No bo z psycholami to już nigdy nic nie wiadomo...
((("Dlatego nie powienny powstawać takie filmy, które przez sam fakt swojego istnienia gloryfikują bezmyślną przemoc, moga być inspiracją odrażających czynów i nową "biblią" wykadnią prawa dżungli....")))
No cóż, w sumie na ten temat wszystko napisałem akapit wyżej, ale dziwi mnie niezmiernie powyższe stwierdzenie. Osoba, która je napisała jest młoda, a czytając to miałem wrażenie, jakbym słyszał moją starą, zdewociałą ciotkę... I żeby sprawa była do końca jasna, nie jest to obraza autorki powyższego komentarza.
A teraz z czym się zgadzam:)
(((""Billboard" wywołał u mnie prawdziwie głęboki szok - nie byłam przygotowana na tak brutalne sceny - i muszę przyznać, ze żałuję iż nie zostałam uprzedzona o tym choćby w opisie filmu... Długo nie mogłam zapomnieć krzyku młodej Rosjanki i jej twarzy wykrzywionej bólem")))
Również byłem zszokowany "Billboardem" i także nie spodziewałem się czegoś tak brutalnego. Tym bardziej, że nie widziałem wcześniej podobnego polskiego filmu. No bo nawet osławione "Psy" aż tak brutalne nie są.
(((""Billboard" przypomina koszmar senny, z którego z ulgą się budzimy.")))
Fakt. Klimat filmu jest naprawdę mroczny!
Podsumowując, mi się ten film bardzo podobał. W polskiej kinematografii był dla mnie czymś nowym, choć zdaję sobie sprawę, że nie oglądałem wszystkich naszych filmów i być może coś przeoczyłem:)