Film w głównej mierze opowiada o ciekawym, dobrze zrealizowanym i powolnym śledztwie oficera K, dotyczącym przełomowego odkrycia w przedstawionym świecie, choć przewijają się w nim także bardzo interesujące wątki dotyczące człowieczeństwa czy rozwoju technologii. Pomimo tego, że film jest sequelem do Blade Runnera z 1982 roku, to znajomość poprzednika nie jest wymagana. Historia, pomimo ponad dwu i półgodzinnego metrażu nie nudzi, działa świetnie jako wprowadzenie nas w futurystyczny świat przyszłości, który poprzez otwartość zakończenia cały czas wydaję się „żyć” nawet po zakończeniu oglądania. Oglądając film po raz trzeci dalej był w stanie zaciekawić mnie główną intrygą, postaciami, wątkami pobocznymi i przede wszystkim stroną audio-wizualną. Film posiada jednak drobne wady: w niektórych dialogach dosyć nienaturalnie przekazuje ekspozycję na temat świata, co jednak można wybaczyć ze względu na jego ogrom oraz zamiast zostawić widza z puzzlami układanki dotyczącymi śledztwa, dając mu samemu domyśleć się rozwiązania, film ukazuje je. Przechodząc już do kolejnych plusów, bohaterowie są napisani oraz odegrani wyśmienicie. Muzyka i efekty dźwiękowe każdego z nowoczesnych urządzeń idealnie oddają niepokojący klimat przyszłości. Reżyseria, zdjęcia i co za tym idzie oświetlenie, paleta barw i lokacje to istny wizualny majstersztyk, każdy kadr z osobna nadaje się na obraz. Poziom zdjęć wyznaczony przez Rogera Deakinsa wydaje się nie do przebicia. Całość dla mnie składa się na arcydzieło z gatunku science fiction, skłaniające po obejrzeniu do ciekawych rozmyślań oraz dające niezapomniane przeżycia wizualne.