Kiedy zapada zmrok, twój wzrok, bezwiednie utkwiony w niknących barwach czerwieni i purpury, obserwuje spadające pomruki słońca, teraz skrywane pod kołdrą nocy. Twoje skarpetki brudzą się od nagrzanej podłogi werandy/balkonu, na którym stoisz, a pierwsze, ledwie wyczuwalne akcenty chłodu w letnim, wonnym powietrzu sprawiają, że przechodzi cię lekki dreszcz w płucach. I polne świerszcze grają ci do ucha pierwsze skrzypce, a miasto w oddali, teraz jakby cichsze i spokojniejsze w swym szumie, przyobleka się w melodię ambientu. Możesz wtedy na bardzo krótką chwilę odpłynąć w pięknie i tęsknocie za czymś nieokreślonym.
więcej