Byłby pewnie pierwszym nominowanym kogutem do zwierzęcych Oscarów. Oczywiście pod warunkiem, że takowe by istniały. Dużo bardziej charakterystyczna rola od młodego meksykańca. On i ładne widoczki to główny urok tego filmu, słabego jak na poziom Clinta, lecz nadal wartego zainteresowania.