Motyw idealnej rodziny w filmie amerykańskim

To co jest siłą ale i przekleństwem "Wonder" to skopiowanie wizerunku idealnej rodziny rodem z lat pięćdziesiątych i zrobienie tego z pełnym zaangażowaniem i szczerością. Zresztą nie tylko rodziny. Całe otoczenie pokazane jest tak, że wygląda na jakiś alternatywny świat, alternatywny Nowy Jork.
Idealna rodzina, idealne małżeństwo, idealni rodzice (wg modelowych schematów), idealni nauczyciele, idealne posiłki, idealne dzieci (według modelowych schematów), idealne dojrzewanie nastolatki, idealne rodzeństwo, idealna przyjaciółka, idealny chłopak, idealby jest tu nawet i pies, mieszkanie, broda i włosy nauczyciela. Od idealnosci może w głowie się zawrócić. Do tego propagowanie modelu matki w domu i ojca zarabiajacego pieniadze (nie jest jasne co Tate robi ale gdyby był zabójcą dla mafii to bym się ucieszył, w końcu jakaś większa niedoskonałość). Film szantazuje widza, gra na emocjach i kliszach jest potężna a reżyser tylko raz studzi, raz podkreca. Gra aktorska pyszna to i w świat przedstawiony idzie uwierzyć chociaż po seansie czuję się emocjonalnie wykorzystany.

87
  • Zgadzam się.

  • I oczywiście rodzinka, która zapłaciła za niemal trzydzieści operacji juniora żyje w niezłym domku na przedmieściach Nju Jorka, bo kurffa, jakżeby inaczej :D

  • Zgadzam się dokładnie z tym co piszesz, jednak odebrałam ten film bardziej emocjonalnie i wyniosłam z niego bardziej psychologiczno społeczne aspekty, o nich myślałam po seansie. Twoja opinia ukazała mi „druga stronę medalu” tego filmu, być może z tym idealizmem jest tak dlatego, ponieważ jest to bardziej film familijny?
    Przez cały seans atmosfera jest raczej lekka do udźwignięcia i przyznam się szczerze ze cały czas czekałam (dosłownie) na to, czy coś się stanie... a jednak nie... wszystko się pięknie skończyło. Oczywiście można by to wszystko „podkręcić” sam pewnie wiesz jak, No ale widocznie taki był zamysł reżysera żeby to tak wyglądało... film lekki do obejrzenia z rodziną, dziećmi... można się pośmiać, trochę rozczulić, pomyśleć o tym jacy są ludzie... wyhodzac z seansu widziałam całe mnóstwo Pań ocierających nos chusteczką, jednak sama czułam jakiś niedosyt i ten niedosyt to właśnie to, o czym przeczytałam w Twojej opinii... :>

  • To prawda, że pominięte jest to, czym zajmuje się ojciec, natomiast nie można twierdzić, że takich bogatych rodzin nie ma, bogactwo bogactwem, ale nawet bogaci mają problemy

  • Po części się zgadzam ale myślę, że nie warunki materialne są tu najważniejsze. Temat został nam podany w miłej dla oka scenerii, by widz mógł skupić się na morale płynącym z tej historii. W końcu to jest film skierowany głównie do dzieci. Nie ma potrzeby prezentowania im trudnego dzieciństwa głównego bohatera wychowanego w biednej dzielnicy, gdzie pełno przemocy i okrucieństwa, z matką pracującą na trzy zmiany itp. Za dużo tematów do ogarnięcia dla takiego 10-latka. Temat jest jeden - wszystkich należy traktować dobrze.

    • No właśnie, gdybym wiedział, że to dla dzieci to bym nie poszedł, ale nie wiedziałem i się trochę zawiodłem.
      Tylko dziecko może nie zobaczyć minusów tej pozycji. Myślałem, że to będzie poważniejsze kino, np. w stylu "Maski" z Cher w roli głównej.

      • otóż to.

      • podpisuję się pod tą i pod poprzednią Twoją opinią,jeszcze tylko dodam że maksymalnie wyidealizowali samego chłopca i jego reakcje,które w większości były bardzo dojrzałe i jak czasem coś mówił to miałem wrażenie że słucham dorosłego faceta po przejściach..dla mnie to mało realistyczne,taki dzieciak w rzeczywistości reagowałbym wyłącznie emocjonalnie na to jak dokucza mu otoczenie,a tu chwilę popłakał i zaraz o super już jest ok.Film dla dzieci,nie dla dorosłych według mnie.Chyba że ktoś szuka przyjemnego podejścia do tematu.

        ps.ostatnio w tv leciał "marley i ja" z wilsonem-ten film jest zdecydowanie bardziej emocjonalny a mówi o relacji człowiek-zwierzę a nie o międzyludzkich..

        • Dorosłość jest kwestia subiektywna, ośmielam zauważyć że dzieci rodzin patologicznych oraz po traumatycznych przeżyciach szybciej dojrzewają.
          Inny przykład w przed naszą era to normalne że śluby były z dziewczynką lat 14 bo ona była dorosła, w latach 50 tych 25 to już stara baba, a teraz kobiety w wieku 30 lat muszą wyszaleć.

  • Tak jest, lepiej obejrzeć bliższe nam kino rodzinne - rodzime arcydzieło: "Ostatnią rodzinę". Film wybitny, po którego seansie jedyne co człowiek myśli - to zrobić sobie jakąś krzywdę - nachlać się, pociąć albo powiesić. Podczas gdy po tym naiwnym wyidealizowanym filmie człowiek nastraja się pozytywnie do życia, chce się na chwilę zmienić, spojrzy z uśmiechem na świat. Oglądanie polskiego kina to prosta droga do depresji.

  • Jest dużo w tym prawdy, ale w sumie bywają też majętne rodziny z problemami. Nie ma tu w sumie jakiegoś przepychu, zwyczajna rodzina amerykańska, do jakich zazwyczaj przyzwyczaiło nas kino familijne. To film również dla młodej widowni, więc myślę, że narzucanie jeszcze np. problemów finansowych czy małżeńskich nie byłoby potrzebne. Chodzi o problem tolerancji. Bardzo podoba mi się przedstawienie postaci rodziców. Są silni i nie poddają się ale są tylko ludźmi i też mają słabsze chwilę jak np płacz ojca po stracie ukochanego psiaka.
    Słowem warto film obejrzeć.


  • Nawiązujesz zapewne do wzorców z serialu "Leave It to Beaver". Należy jednak dodać, że wprowadzono tu nowoczesne, równościowe zmiany.
    Klasa bohatera oprócz białych dzieci liczy: dwóch czarnych, dwóch Azjatów, dwóch Hindusów, Latynoskę i chyba dziewczynę z bliskiego wschodu. Jest też jeden okularnik i jedno rude. Całość dopełnia niepełnosprawne dziecko.
    Obowiązkowo w fajnej, pozytywnej roli musi być ktoś kolorowy - w tym wypadku cool nauczyciel z Wall Street (alternatywnie dyrektor szkoły mógłby być czary, albo być kobietą).
    Mamy też bardzo doceniany w Hollywood międzyrasowy wątek miłosny - siostra bohatera ma czarnego chłopaka.
    Całość jest wyważonym, konserwatywnym, politycznie poprawnym obrazem o akceptacji.
    Tylko feministki mogą zarzucić zbytni patriarchalizm roli matki - chociaż bohaterka żeby nie być kurą domową, spełnia się pisząc książkę, co stanowi formę kariery.

  • TOTALNIE BŁĘDNA,NIECHYBNA OPINIA- należy pamiętać , mieć na uwadze że film ten szczególnie adresowany jest do grona młodszej widowni...bardzo mocno-DLA CIEBIE STAJE SIĘ przeszkodą forma idealnej rodziny co jest zamiarem specjalnym co pogłębia,przejaskrawia wymiar problemu nieszczęścia rodzinnego.INNYMI słowy OZNACZA TO MÓWIĄC KOLOKWIALNIE '' w tak spaniałej szczęśliwej rodzinie taki przypadek i nieszczęście...FILM nabrał formę uniwersalną co było konieczne i bardzo słuszne.Wobec tych faktów film staje się łatwiejszy,bardziej zrozumiały w odbiorze to przecież KINO FAMILIJNE !!! Z całą pewnością każdy odbiorca tego filmu musi mieć na uwadze ,uwzględniać ten wypadek, okoliczność. Pozdrawiam serdecznie.

  • Jasne, że film gra na emocjach, poza tym chłopaczek, któy ma być taki okropny, wcale nie jest brzydki /może był, ale operacje plastyczne zrobiły swoje/. Co do prównana z latami 50-tymi, chyba dużo się zmieniło, mąż to pantoflarz, pies zagrał świetnie, ale w połowie ubiegłego wieku to babcia odegrałaby rolę wiodącą, a tutaj ojciec zapłakuje się po zdechłym psie, do tego nie udaje, ale szczerze opłakuje pankracego w kącie.

  • Przesadzasz. Widać wyraźnie, że to nie jest klasa średnia, tylko bardzo dobrze sytuowani ludzie (Auggie chodzi do prywatnej szkoły z wysokim czesnym, niuans - ale zwróć uwagę, że np. Jack, gdzie też zarabia tylko jeden rodzic, nie miałby szans na naukę w tej szkole, gdyby nie stypendium). I nie wszystko jest cukierkowe - jest np. wyraźnie pokazane, że rodzice koncentrują się na chorym dziecku, a Via jest wielokrotnie pozostawiona sama sobie i czuje się z tym źle. Oczywiście, porządna rodzina, mimo wszystko szczęśliwa, ale rysy są, więc z tym ideałem bym nie przesadzała. Matka nie siedzi w domu i nie piecze ciasteczek - została w domu, bo chłopiec przeszedł masę operacji i nie byłaby w stanie utrzymać normalnej pracy cały czas krążąc po szpitalach. W momencie, w którym zdrowotnie się poprawiało i poszedł do szkoły wróciła do pisania pracy. I widać, że wcale łatwo jej w tym domu nie było (kolejny niuans, ale wystarczy spojrzeć na jej kłótnię z córką, kiedy ta wyraźnie jej wjechała na ambicję pytając czy "pisanie pracy jej nie wychodzi"). Nie każdy film, żeby pokazać bohaterów którzy nie są przesłodzeni musi pokazywać patologię. Nie każdy film musi być "Placem Zbawiciela 2".

  • Z ust mi to wyjąłeś. Oczywiście odbiór filmu zależy od tego, czego dana osoba się po nim spodziewa, czego oczekuje i przede wszystkim - ile ma lat. Słusznie zostało powiedziane, że to kino familijne i nie warto dokładać do problemu choroby genetycznej (= tolerancji) biedy, przemocy, konfliktów rodzinnych itd., bo to nie na tym ma się koncentrować uwaga młodego widza... Ale z perspektywy osoby dorosłej to wszystko wydaje się przerysowane i zbyt idealne, przez co (dla niektórych) - ciężkie do zniesienia. Może widzowie, którzy ocenili film na 9 lubią taką odskocznię od szarego życia, lubią wzniosłe i nad wyraz dojrzałe słowa w ustach dziecka, lubią oglądać mało prawdopodobne wydarzenia, ale to nie moja bajka. Przez tą cukierkowatość nie byłam nawet w stanie współczuć ani odczuwać sympatii do głównego bohatera (który według mnie nie był zindywidualizowany, przez co mdły i nijaki; był słońcem, wokół którego wszyscy krążą - i wydawać by się mogło, że jest "cudowny" tylko dlatego, że jest chory i te słowa w ustach najbliższych mają go jedynie podnieść na duchu). Sytuacje, które miały wstrząsnąć widzem i go zszokować - przyjęłam również bez większych emocji.
    Film po prostu nie jest wyważony i to jest jego głównym problemem.

    • A ja osobiście bardziej ucieszyłabym się, gdyby nagrodę na końcu filmu dostała tamta trójka dzieci, która postanowiła się zaprzyjaźnić z chłopcem - nie dlatego, że się zaprzyjaźnili, tylko dlatego, że potrafili przeciwstawić się większości. Pierwszy chłopiec, który przełamał lody i pomógł Auggiemu poczuć się lepiej w nowej szkole, dziewczynka, która uścisnęła mu dłoń, chociaż chwilę wcześniej słyszała głupie żarty jej koleżanek o zarazie, drugi chłopiec, który na wycieczce pobił się ze starszymi chłopcami w obronie swoich kolegów. Moim zdaniem to byłby dobry przykład dla innych dzieci, które wolały przyglądać się biernie sytuacji, a niektóre naśmiewać się. Przez chwilę, kiedy w trakcie mowy dyrektora pokazano krótko te sytuacje, miałam nadzieję, że tak się stanie.
      Natomiast nagroda dla okaleczonego chłopca była tak totalnie przewidywalna, że naprawdę miałam wrażenie, że dostał ją, jak piszesz, dlatego że jest chory (ja wiem, że tu nie o to chodziło, bo wykazał się wielką odwagą przychodząc do szkoły i uczestnicząc w zajęciach mimo wszystkiego, co go spotkało, nie kwestionuję tego, bo dokonał czegoś niesamowitego - ale naprawdę, film tak mi to zasugerował).

      • Film jest trochę cukierkowy, a męstwo i odwaga Auggie'go nieco mniej spektakularne, niż w powieści, bo twórcy filmu postanowili nieco "upiększyć" chłopca. Filmowy bohater wygląda prawie normalnie, podczas gdy w powieści Auggie miał wyłupiaste oczy osadzone niżej, niż przeciętne, prawie na policzkach, powieki jak dwie ukośnie wycięte szpary. Dolne powieki opadały mu jak u beagla. Usta miał "jak u żòłwia", wielki nos i zapadnięte policzki. Przy tym opisie chłopczyk z filmu to właściwie "pikuś" i nic dziwnego, że wychodzi sielankowo.

  • Co tam jest cukierkowego? :O Trochę wydumana opinia jak dla mnie, nie wiem przez jakie okulary trzeba patrzyć, żeby tak odebrać film. Owszem, jest baaardzo szczęśliwy happy end, ale w ciągu filmu są pokazane problemy każdej (!!!) postaci. Normalna rodzina, która się kocha, dzieci są jeszcze w miarę młode, więc nie ma wielkich problemów i zmartwień - poza deformacją twarzy Auggiego, która trafiła się cudem przez złączenie się dwóch patologicznych genów, a o czym chyba nie zapominamy? Przecież ten film jest właśnie o tym, jakie ich życie było ciężkie przez tę chorobę, jak cierpiał Auggie, ile wyrzeczeń ponosiła matka (odeszła z pracy, żeby zająć się synem), ojciec, siostra (nie była wcale idealna, raczej wycofana, nieśmiała, miała jedną, niestałą przyjaciółkę), że nawet w idealnej - a raczej normalnej rodzinie - szczęście może nie dopisać. Gdyby to była rodzina dysfunkcyjna nie byłoby takiego kontrastu. A to, że taka fajna rodzina nie zdarza się każdemu i nie jest standardem - jest pokazane np. przez wątek przyjaciółki Vii, której rodzice są po rozwodzie, a matka ucieka w alkohol i nie daje córce wystarczającej uwagi... Więc takie rodziny też były wspomniane, nie rozumiem tego zarzutu. Jakby nie było Auggie był dręczony, nawet fizycznie, a np. taka rozmowa z matką Juliana raczej nie była owocna, bardziej słodkogorzka. Jej syn w książce akurat też się za wiele nie zmienia. Ich życie na pewno nie było idealne. I wątpię, by Auggie po ukończeniu piątej klasy już nigdy nie cierpiał z powodu swojej choroby. Co Wy nagle tacy smętni się zrobiliście, ludzie, jakby czteroosobowa szczęśliwa rodzina była zjawiskiem :O

  • Ale nie można temu filmowi odmówić tego, że jest lekcją nauki pokory - 6/10 !!!

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: