Niebanalny scenariusz,świetna gra aktorska,ciekawe kadry...ale znów sceneria typowa dla polskich filmów: smutek,tragedia,bieda,szarość,obdrapane ściany,dołująca muzyka.Do tego dochodzi beznadziejna sztuczna krowa płynąca w rzece i moment,gdy główny bohater włącza magnetofon w mieszkaniu swojej "wybranki" po imprezie,a tam znów dołująca muzyka,która przewijała się przez cały film.Kto tego słucha na imprezie urodzinowej?!Dobra,trochę za bardzo się przyczepiłem szczegółów,bo nie o to mi chodziło,tylko o to,że ubolewam nad polską kinematografią,ponieważ gdybym widział ten film nie oglądając wcześniej dziesiątek rodzimych produkcji z dołującym albo wręcz przygnębiającym klimatem,to prawdopodobnie uznałbym go za bardzo dobry.Bardzo dobre danie jedzone zbyt często z czasem brzydnie,nawet jeśli zje się je przygotowane przez znakomitego kucharza i będzie nam smakować,to i tak będzie budzić pewien niesmak.Tak właśnie jest z tym filmem.
Przykładem na to,ze w Polsce da się zrobić świetny film odbiegający od stereotypów jest "Dla Ciebie i Ognia".Jedynym minusem jest brak w pełni profesjonalnej obsady,ale to produkcja niezależna,kosztowała tylko i aż 50tys.zł,bo wszelkie koszta pokryli sami twórcy.Może by tak jakiś dystrybutor zainteresował się w końcu tym filmem?
Ja się nie zgadzam. Ostatnimi czasy polskie filmy-dla bardziej dociekliwych mowa tu o komediach romantycznych-są pełne cukru, jasności oraz dziwnego optymizmu, co przekłada się na scenerię - Warszawa jako piękna metropolia: same drapacze chmur, piękne, malownicze uliczki, jakby ktoś zapomniał o kontrastujących z tym tłem szarych i odrapanych kamienicach. Wszystko wyidealizowane do granic możliwości.
Cztery Noce z Anną nie zaliczyłbym w pełni do polskiego kina. Bo nie jest to wcale ckliwe romansidło, ani też pseudo-kryminał, tudzież super dołujące widowisko lub mało inteligentna komedyjka. To fenomenalna zabawa gatunkami przez świetnego reżysera, która zwodzi widza, zaskakuje(co bardzo rzadkie w polskim kinie), czasami powoduje nawet nieśmiały uśmiech, ale też wzrusza. Opowieść subtelna, nie agresywna w swoim wyrazie. Dawno polskie kino nie widziało postaci tak świetnie nakreślonej, tak szlachetnej i dobrej, jak Leon Okrasa. Postaci, która chwyta za serce, dosłownie. Film świetny i z pewnością godny polecenia.
8/10
We mnie chwilami wywołał nawet więcej niż nieśmiały uśmiech. Jeśli się wie, że Leon pracuje w krematorium, to cały początek jest niezwykle zabawny. Taka podszyta parodią stylizacja na dreszczowiec. Ciekawy to zabieg. Szczególnie, że reszta filmu cały czas mnie trzymała w napięciu. Już wcale niezabawnym.
Niezwykle piękny film. To go najlepiej podsumowuje.
Też zdziwił mnie fakt takiego niedopracowania odnośnie krowy i muzyki na imprezie. Tak samo motyw samej imprezy urządzonej raczej "na bogato" przez kobietę żyjącą bardzo ubogo i jeszcze te prezenty popakowane jak na gwiazdkę w hollywoodzkich filmach dla dzieci... Może się czepiam, ale jakieś to takie przekłamane i sztuczne było. Ta scena dosyć mocno popsuła cały obraz.
Natomiast takiej sceny gwałtu jeszcze nigdy nie widziałam...
Wiesz moim zdaniem scena imprezy nie była sztuczna, pasowała do konwencji filmu (w końcu główna bohaterka dostała np. tandetną cukierniczkę i zegar z kukułką, a nie koszyczki z IKEI czy Home & You;)
Dla mnie najbardziej zaskakujące było odkrycie, że Leon odwiedzał ją już po odbyciu wyroku. Być może pogubiłam się w tych retrospekcjach, a być może było to celowe działanie autora, żeby podkreślić moc uczucia Leona. "Dlaczego Pan to robił?" - i tu moim zdaniem padła chyba jedyna odpowiedź w całym filmie, której Leon był naprawde pewien. A z miłością wszyscy wiemy, jak jest: "miłość, czy to w ogóle jest takie cuś?";)), jak pytali Wielcy Myśliciele z Misia:))
cukierniczka była z Chodzieży, w niektórych kręgach to nadal szczyt elegancji ;PPP