Do utraty sił

Southpaw

2015 2 godz. 3 min.
7,7 147 489
ocen
7,7 10 147489
45 328
chce zobaczyć
5,5 12
ocen krytyków
{"rate":5.5,"count":12}
{"type":"film","id":609966,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Southpaw-2015-609966/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Do utraty sił
  • Lady_Lazaruss ocenił(a) ten film na: 5

    Zastanawiam się, czym dokładnie zachwycają się wszyscy, mówiący, że film jest świetny? Mam nadzieję, że doceniają sam montaż, lubią tematykę bokserską, tudzież zachwyciła ich gra Gyllenhaala (tu się zgodzę, zagrał świetnie, stąd moja ocena 5, a nie niżej). Otóż film jest nie dość, że typowym amerykańskim filmidłem - łopatologicznym, PRZEWIDYWALNYM, przerysowanym (dojrzałość jego dziecka), wyidealizowanym (końcówka), wyciskaczem łez. Denerwuje mnie już sam plakat, promujący dwoje aktorów, z czego jeden, tutaj akurat aktorka, pojawia się tylko na samym początku filmu - to trochę złudne a ja akurat lubię McAdams i głównie ze względu na nią obejrzałam ten film. Mogę jeszcze zrozumieć, że ktoś lubi tego typu, nieskomplikowane, ale dobrze zrobione (zdjęcia i tak dalej) kino. Jasne. Mam tylko nadzieję, że nie urzekła Was sama historia? Dla mnie główny bohater jest bardzo irytujący a nie wzruszający. Oczywiście, strata ukochanej kobiety to straszna tragedia, ale jak można pozostawić własne dziecko, nie tylko z tym bólem, ale jeszcze przysparzać mu kolejnej traumy swoim zachowaniem? Nic tego nie usprawiedliwia. Tu upatrywałabym się w mężczyźnie "męskości" a nie w jego sukcesach na ringu. W ogóle zgrzytało mi to, że córka była naprawdę mądrą i rezolutną dziewczynką (chciałoby się rzec - aż za), żona też zdawała się prezentować pewien poziom i klasę, natomiast sam bohater, przeklinający, mruczący coś niezrozumiale pod nosem, nie urzekał niczym, dlatego cała te szczęśliwa rodzinka z początku filmu jakaś mało wiarygodna dla mnie była. Najciekawsza była postać trenera - to kwestie wypowiadane przez niego dodawały filmowi jako takiej głębi, jednakże tu też następował pewien przesyt i trener był znów przerysowany, jak jakiś święty i zbawca Hope'a, co jest już do znudzenia powtarzanym motywem w typowych amerykańskich scenariuszach o "bad boys".

  • Lady_Lazaruss Dupa a nie wyciskacz łez. Niewykorzystany potencjał boli najbardziej. Twórcy popełnili ten niewybaczalny grzech. Zmarnowali ten film, decydując się na kino familijne i motywator dla mniej wymagających, zamiast na porządny dramat z pomysłem i polotem. Było już tak fajnie, ale zakończenie wszytko zrujnowało. Środek filmu całkiem niezły i wzruszający, ale po ostatniej walce puściłem pawia.

  • krzys299 ocenił(a) ten film na: 6

    RushComes Zgadza się. W mojej ocenie film jest dobry, ale ta schematyczność... Ile to już podobnych filmów było. Bokser na szczycie, upadek, mozolna praca w jakiejś spelunie i powrót na szczyt. Wszystkie takie filmy wydają mi się być kopią Rocky'ego. Zupełnie inne, a jednak rażąco podobne. Gdyby główny bohater przegrał walkę, stracił córkę, a następnie popełnił samobójstwo, to byłoby ciekawe i nietuzinkowe. No ale niestety nie byłoby sztandarowego happy endu.

  • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

  • ari78 ocenił(a) ten film na: 7

    Lady_Lazaruss Dobry ale na max 7
    7,7 uważam za wiele, ale to moje zdanie.

  • Lady_Lazaruss Wszystko już było. Już lepiej odświeżyć Sylwka w Rocky'm. Po ocenach spodziewałem się czegoś przynajmniej dobrego, a tu kalka na kalce.

  • Lady_Lazaruss Czy nie odnieśliście wrażenia że ten film miał tylko i wyłącznie pokazanie kaloryfera na brzuchu Jacka G.? Dramat bokserski? To obraza dla boksu!! Około 80% " wyłapanych na maskę''ciosów przez bohaterów filmu ---w realu kończyło by się na oddziałach OIOM-u i salach operacyjnych neurochirurgii ! W najlepszym razie na ciężkich nokautach , po których prawdziwy pięściarz miałby problem z trafieniem do domu....a tu jeszcze na początku filmu gostek po walce z obitym ryjem stuka w domu małżonkę....Litości. Ten film to stolec drodzy Państwo....

  • simonetti ocenił(a) ten film na: 8

    Jaberwoocky1 To tylko film spokojnie :-) Jest przekoloryzowany ale co byśmy musieli powiedzieć o serii ROCKY gdzie główny protagonista wpierw przez kilka und zbiera manto żeby nagle w ostatniej rundzie odżyć i jednym ciosem zakończyć walkę. Wygląda, że Rocky to też stolec...

  • simonetti Poza tym że Rocky i 'dzieło'' z Jackiem ''kaloryferem'' dzieli niemalże pół wieku --to tak , zgadzam się że Rocky to też stolec...Tylko że porównywanie obu filmów jest ...śmieszne. Rocky to protoplasta , szpica torująca ścieżki . Poza 'Bykiem' z DeNiro nie było tego typu filmów. W Rocky wszystko było nowatorskie , począwszy od sposobu kręcenia samych walk , poprzez zdjęcia , montaż na muzyce kończąc. Jacuś miał skąd czerpać pomysły bo od czasu Rocky'ego powstało pół miliarda filmów w których ludzie piorą się po mordach. Mimo to film pt ''Do utraty sił'' do pięt nie dorasta wyż/wym .ikonie kina .

  • Lady_Lazaruss Z tym, że film jest przewidywalny trudno się nie zgodzić, nie do końca zgadzam się jednak z kwestią głównego bohatera. Sportem interesuję się od dziecka, co pozwala mi wysnuć trochę inną teorię. Facet jest bokserem; żyje z adrenaliny, nie chcę powielać stereotypu, że sportowcy są głupi, ale jednak ciężko jest łączyć naukę ze sportem na takim poziomie. Jak sama wspomniałaś wydaje się mniej inteligentny od żony i córki; stąd też pewnie jego zachowanie po śmierci żony i nie umiejętność poradzenia sobie z tym. Bohater ma wszystko, nagle to mu się wali i nie wie co ma robić, bo z trudnego dzieciństwa uciekł w sport i chociaż jest w nim najlepszy na świecie to na innych płaszczyznach już sobie tak dobrze nie radzi. Miał całkowite prawo czuć się zagubiony, chociaż oczywiście jego zachowanie jest egoistyczne; nie myśli o swojej małej córce, która nie dość że straciła matkę to traci ojca widząc jak się stacza. Wracając jeszcze na chwilę do kwestii żony; kobiety nie tylko zwracają uwagę na inteligencję. Co z tego że chłopak przeklina jeśli ją kocha? Może poza zwykłym pociągiem fizycznym ona czuje się kochana, on umie ją rozbawić a przy tym zapewnić dostatnie życie i bezpieczeństwo. W dodatku wychowywali się w podobnych warunkach, co również mogło ich do siebie zbliżyć.

  • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

  • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

  • senbonzakura ocenił(a) ten film na: 7

    fanga Słuchaj niezależnie od miejsca wychowania - współczuję braków w umiejętności pisania w języku polskim. Natomiast co do filmu - co tu ma do rzeczy bidul? Jeżeli wychowywał mnie ojciec pijak i tłukł co drugą noc to mam dawać 9 albo i 10 średniemu filmowi, bo główny bohater też dostawał regularny łomot od ojca i miał trudne dzieciństwo? Patrzymy na filmy przez pryzmat swoich doświadczeń i z pewnością w jakimś tam stopniu utożsamiamy się z bohaterami, którzy mają wspólne z nami cechy, ale nie zmienia to faktu, że jeżeli film jest średni to jest średni. Dla mnie nie było tutaj żadnego szału - gość był niedojrzały emocjonalnie i dlatego szybko stracił wszystko. Przez kogo stracił żonę? Przez siebie - tylko patologiczne jednostki za wszelką cenę muszą pokazać swoje wielkie jaja i dać komuś w japę, bo obrażono mu partnerkę, a nawet ta usilnie prosiła żeby odpuścił. Normalny człowiek wedle zasady "nie ruszaj g*** nie będzie śmierdziało" nawet nie obejrzałby się za tym prostakiem z holu, bo logiczne, że to prowokacja. Potem jeszcze próbował zemsty i samobójstwa przez co stracił córkę i cały dobytek. Nie wiem co niby miałbym cenić w tym gościu. Wyszedł z bidula i kiedy tylko złapał kasę to zaczął zachowywać się jak król życia, który ma cały świat pod sobą. To Cię tak podnieca? Bo dla mnie na szacunek to zasługuje ktoś kto wychodzi z trudnej rodziny lub z bidula, osiąga sukces i potem z szacunkiem odnosi się do każdego, w tym do dawnych znajomych.

  • Shanella ocenił(a) ten film na: 5

    senbonzakura Zgadzam z fangiem. Piszesz o jakimś ideale człowieka, rozumiem, że jakby koleś się nie obejrzał i nie tłukł to dałbyś dziesiątkę, tylko filmu by nie było. Tak, sotry jest o niedojrzałym mężczyźnie, który wyszedł z bidula i kiedy stanął pod ścianą odpowiedzialności, się zmienia. I film przedstawił to doskonale. Tu chodzi o emocje, bo to nie jest historia o intelektualiście, a te zagrane bezbłędnie, jeżeli chodzi o głównego bohatera.
    Mamy tendencje do lekceważenia hisotrii, ukazujące przemiany, które sami mamy za sobą, bo po prostu boimy się tamtego stanu, czujemy się lepsi, mamy dojrzalsze emocje i nie chcemy przypominajki, jacy kiedyś byliśmy słabi. Może brakuje ci jeszcze dystansu. Dla ciebie to nie szał, dla mnie szał. I jak tu oceniać? Mi też dla przykładu totalnie nie przeszkadza przewidywalność, bo wciągnęłam się w film, równie dobrze mogłabym się dopiero co urodzić i byłoby tyle samo zabawy z poznania. Ale to już bardziej do pierwszego posta, nie do ciebie.