Właśnie skończyłam oglądć "Dom nad jeziorem" i nie żałuję, że przegapiłam ten filmik w kinie. Jedynym jego atutem bowiem zdają się być nazwiska gwiazd w czołówce, z Chrisopherem Plummerem na czele, bo bardzo lubię tego kanadyjskiego aktora. nie lubię natomiast wiecznie wałkowanych, przetwarzanych i powtarzanych tematów, ale cóż... już starożytni mawiali, że nic nowego pod słońcem...