Nie chcę się tu chwalić, bo naprawdę baaardzo rzadko domyślam się reszty filmu po pierwszych parunastu minutach, ale w tym przypadku tak jednak było. Rozumiem, że film mógł się podobać, bo nie zastanawiając się zbyt długo ma on sens i wszystko jest ze sobą logicznie połączone. W sumie miałem temu filmowi sporo do zarzucenia, ale po dłuższym namyśle akceptuję rozwiązania 'czasoprzestrzenne' w tym filmie. Mimo to jednak był zbyt naiwny dla mnie. Wszystko było do przewidzenia i w sumie chyba miało być skoro było tak łatwo. Skoro nic mnie nie zaskakiwało to czułem się jakbym ten film oglądał któryś raz z kolei, a widziałem go po raz pierwszy. Nie przechodziły mnie dreszcze, nie miałem gęsiej skórki, nie emocjonowałem się w ogóle, bez problemu mogłem trzy razy przerwać film - po prostu w ogóle mnie nie wciągnął. Nie chcę odradzać jego obejrzenia nikomu, bo to nie jest żadne kinematograficzne dno, ale wyrażam tylko moją niezwykle subiektywną (dużo ludzi mówi w tym momencie, że są obiektywni) i sądząc po komentarzach i wysokiej ocenie opozycyjną opinię na temat tego, co widziałem.
SPOILER!
Do wytknięcia jest jednak sporo, ale to raczej tak żeby być trochę upierdliwym i uargumentować moje zdanie. Trzeba przyznać, że ten film był naiwny. Drzewo się nagle pojawia i nikt się tym nie przejął. I w ogóle ta ich reakcja na możliwość korespondencji w czasie (jakby to było coś normalnego). Ja bym po tej pierwszej 'korepsondencyjnej' scenie spieprzał gdzie pieprz rośnie sądząc, że to duchy :P Kto z was bez żadnego przerażenia stałby przy tej skrzynce pocztowej i z ciśnieniem na przyzwoitym poziomie odpisywał na listy do 'nikogo'? Hyh.