„F1” Josepha Kosinskiego to film, po którym ma się wrażenie, że kino na chwilę dogoniło rzeczywistość, a nawet ją wyprzedziło. Nie dlatego, że opowiada szczególnie odkrywczą historię, ale dlatego, że potrafi przełożyć doświadczenie ekstremalnej prędkości na język czysto zmysłowy. To seans, który nie tyle się ogląda, co przeżywa całym ciałem, najlepiej w IMAX-ie, gdzie dźwięk i obraz zamykają widza w akustycznym kokpicie wyścigowego bolidu.
więcej