(...) Film cierpi z powodu niespójności tonalnych i dziur w fabule (jakim cudem nikt nie natknął się na zwłoki w ogródku?), ale jego największą ujmą okazuje się przedstawienie fandomu jako zjawiska negatywnego, ukazanie go wyłącznie przez pryzmat toksycznej obsesji. Społeczność fanowska nakreślona została przez Dursta w sposób problematyczny; samego reżysera zdaje się bawić to, jak bardzo pomiatany jest Moose, jaką jest ofiarą. To postać złamana przez życie – nie ma w sobie krztyny komizmu. Nie do końca wiadomo, co próbował przekazać nam Durst, o czym traktuje „The Fanatic”. W niczym nie pomaga zanadto urwany, pozbawiony znaczenia finał. „Fanatic” polecić można fanom trashu i pulpy, a zwłaszcza tym, którzy nastawiają się na bezmyślne kino exploitation. Jako mroczny thriller o ciemnej stronie sławy film zupełnie się jednak nie sprawdza – moim oczekiwaniom nie sprostał.
Pełna recenzja: #HisNameIsDeath