O filmie nie ma sensu pisać, jest rewelacyjny, ale nie dl;a każdego, rzecz jasna. Jedni powiedzą, że to średnio ciekawy kryminał, nierówny, raz coś się dzieje, potem nuda. Ja traktują go jako kryminał i jednocześnie bardzo czarną komedię, bo mimo brutalności, nie tak znowu dużej, posiada sceny humorystyczne, które niepomiernie bawią.
Dla mnie każdy aktor i aktorka zagrał znakomicie, ale gł. uznanie należy się jak dla mnie Williamowi H. Macy, który dostał nominację do Oscara, fakt, ale nagrody nie otrzymał. Postać nieudacznika wypadła mu mistrzowsko.
Drugim mocnym punktem jest duet Buscemi - Stormare. Perełki. Dlatego tak ciekawy, że są zupełnymi przeciwieństwami. Gadatliwy i nerwowy Buscemi oraz mrukliwy, jakby zaspany, ale niesamowicie okrutny Stormare.
Frances McDormand dostała Nagrodę Akademii. Może i zasłużenie, ale jak dla mnie owe trzy wymienione przeze mnie postacie, szczególnie William H. Macy, pokazali jeszcze większą klasę.
Sam film to może najlepszy, może jeden z najlepszych braciszków.
Mnie film nie przekonał w takim stopniu, aby dać mu tak wysoką ocenę, jaką niewątpliwie jest 9/10. Fargo nie sprostał moim oczekiwaniom, spodziewałem się czegoś co da mi do myślenia, a zostałem rozproszony nieznośnym (w mojej opinii) akcentem miejscowej ludności ("oł ja, oł ja, oł ja, oł ja, oł ja...") i wątkami pobocznymi, które nie miały większego sensu (chory psychicznie kolega spotkany po latach?). Historia sama w sobie dobra, postacie przedstawione w realistyczny sposób, ciekawa sceneria, ale całość wyszła nieco rozwodniona. Nie chciałem tego pisać, ale wydawało mi się miejscami, że oglądam telenowelę z wątkiem kryminalnym... Film cały czas trzymał mnie na średnich obrotach, a nie na tym ta zabawa polega. Gdyby nie znakomita gra aktorska, wystawiłbym notę niższą, o co najmniej jedno oczko, tak jest 7/10. Jest dobrze, a miało być "arcydzielnie". :) Pozdrawiam.