Film zrobił na mnie ogromne wrażenie ale nie z powodu przedstawionej głupoty głównego bohatera lecz prostoty i małomiasteczkowości bohaterów.
Pierwszy raz spotkałam się z takim obrazem amerykanina, który wiedzie spokojne życie nigdzie się nie śpiesząc.
Pani Szeryf ( rzadko się zdarza aby kobieta pracowała na takim stanowisku) prowadzi życie w tempie wręcz ślimaczym.także śledzctwo prowadzi bez większych emocji, rozmawiając przy tym o błahych sprawach. (np. zakup robaków dla męża).
Szczególnie rozłożyły mnie sceny z dialogami przesyconymi
yaaaaaaa... yaaaaaaa...
Ta prostolinijność aż razi.
Jedyne co mi się w filmie nie podobało to zbyt szybkie rozwiązanie sprawy przez Marge Gunderson.
No ale nie o to w filmie chodziło.
daje mocne 9.
( to moje 3 podejscie do posta, tym razem udało mi się go zapisać grrr)
"Szczególnie rozłożyły mnie sceny z dialogami przesyconymi
yaaaaaaa... yaaaaaaa..."
A mnie to akurat wkur*****. Jak w innych filmach liczy się fucki to tutaj można policzyć te "yaaa". Aż słuchać się tego nie dało. Ale pomimo tego niezwykle wkur***jącego yaaa postać policjantki jest ciekawa. Na koniec filmu (czyli spoiler :P ) jak znalazłe poszukiwany samochód piszczy "There is the car! There is the car!" jakby cieszyła się że w końcu znalazła cukierka w torebce.
No i Stormare genialny jak zawsze.
Mimo to ogólnie film mnie nie zachwycił. Daję mu 7/10 za (jak to ładnie ują założyciel tematu) "obraz amerykanina, który wiedzie spokojne życie nigdzie się nie śpiesząc." No i za to że jet on oparty na faktach. To mnie zawsze porusza.