Farinelli

1 godz. 51 min.
7,2 5 133
oceny
7,2 10 5133
3 253
chce zobaczyć
{"rate":6.0,"count":1}
{"type":"film","id":1228,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Farinelli-1994-1228/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Farinelli: ostatni kastrat
  • Kocham_Skippera ocenił(a) ten film na: 7

    Nikt tu nie zagląda, ale pragnę się ponownie wypowiedzieć na temat filmu. Tak się złożyło, że zainspirowana dziełem Corbiau sięgnęłam po fachową literaturę, posłuchałam trochę muzyki z gatunku opera seria i totalnie się zakochałam w tym okresie w historii muzyki. Patrząc z perspektywy człowieka nieco już oświeconego w temacie tytułowego bohatera stwierdzam, że "Farinelli - ostatni kastrat" to jedna wielka bzdura. Przyjemna, ale bzdura.
    - Prawdziwy Carlo Broschi był bardzo rozsądnym, przewidującym dżentelmenem i mistrzem dyplomacji który umiejętnie poruszał się wśród koronowanych głów i arystokracji (sam miał szlacheckie korzenie, co było nietypowe dla wywodzących się z biedoty kastratów), a także cieszył się ich sympatią i szacunkiem. Raczej nie wtargnąłby w samej koszulinie na bal u księcia Walii, nie wdałby się w bójkę, ani nie splunąłby w twarz Haendlowi.
    - Farinelli był znany z tego, że mało wiadomo o jego romansach. Był zauroczony w młodości jakąś tancereczką, potem długo nic, aż (podobno) zabujał się był w śpiewaczce Teresie Castellini, kiedy rezydował w Hiszpanii i był już grubo po czterdziestce. Czy jednak łączyło go z nimi coś więcej nie wiadomo. IMHO najbardziej kochał samego siebie, pieski, i może librecistę Pietra Metastasia, o którym w filmie cisza, a ten był przecież jego największym przyjacielem, na tyle wielkim, że po jego śmierci Broschi zupełnie się podłamał i umarł parę miesięcy po nim. Sam Metastasio pisząc do Carla wspominał coś o jego "dziewiczej skromności", co daje do myślenia. Panowie poznali się we wczesnej młodości, ostatni raz widzieli się w 1732 roku (a umarli pół wieku później!), co nie przeszkodziło im pisać do końca życia długie listy, w których poeta tytułował śpiewaka "słodkim, kochanym Karolkiem" <3 Ich historia to temat na osobny film, który zapewne nigdy nie powstanie, a szkoda. Wracając jeszcze do kwestii Farinelli i kobiety - filmowa Alexandria, czy jak jej tam było, to kolejna bzdura. Serio, jaki byłby status ciężarnej, niezamężnej kobiety w ultrakatolickiej Hiszpanii tamtych czasów? Prawdziwy Carlo Broschi raczej nie dopuściłby do tego typu sytuacji, zwłaszcza wobec kobiety którą kochał i szanował.
    - Filmowa relacja z bratem Riccardo była mocno przesadzona. Wydaje się że nie łączyły ich jakieś bardzo bliskie stosunki poza tymi zawodowymi, Riccardo przez parę lat klepał biedę we Włoszech, Farinelli wysyłał mu kasę, potem Rysiek przybył do Madrytu, do brata i tam dokonał żywota. Jak jeszcze żył, to Carlo (chyba bezskutecznie) poszukiwał mu żony. W sumie taka postać tragiczna z tego Riccarda. W filmie zrobili też z niego miernego kompozytora, a moim zdaniem "Ombra Fedele Anch'io" i "Son Qual Nave" to świetne kawałki, zwłaszcza ten drugi. Daje takiego pozytywnego kopa w zad.
    - W filmie Farinelli błaga kompozytora Georga Friedricha Haendla o to, żeby pozwolił mu dla niego zaśpiewać, a w rzeczywistości to Haendel uganiał się za Farinellim po Wenecji, żeby go zatrudnić w swoim operowym przedsięwzięciu w Londynie. Niestety, Carla dyplomatycznie nigdy nie było w domu XD Powodów, dla których Farinelli odmawiał współpracy z kompozytorem mogło być kilka - za mało kasy, sympatie polityczne patrona Farinelliego który był przeciwnikiem angielskiego króla i wspierał szkockich rebeliantów (a Handel pracował dla króla właśnie), a może wierność nauczycielowi Porporze, któremu w końcu udało się ściągnąć swego podopiecznego do Londynu. Z samego Nicoli Porpora też zrobili w filmie jakiegoś menela z poczochranym włosem, a tymczasem był świetnym nauczycielem i dobrym kompozytorem. "Alto Giove" (tylko nie w filmowej wersji Derek'a Lee Rangin'a - koszmar!) to najpiękniejsza aria Farinelliego, a może i najpiękniejsza aria ever i za sam ten utwór należy się Porporze uznanie.
    - Kolejna sprawa, która mnie teraz denerwuje w tym filmie to repertuar. Farinelli nigdy nie zaśpiewał Haendla w operze, z wyjątkiem "Ottone" gdzie wykorzystano jego muzykę, ale z zastrzeżeniem, że Broschi będzie śpiewał nowe arie. Farinelli nie miał w zwyczaju śpiewać utworów napisanych nie dla niego, był na to zbyt dumny ;) Szkoda, że ciągle powiela się ten sam błąd i przypisuje Farinelliemu wykonanie np. "Lascia ch'io pianga" (czyli "Lulajże Jezuniu" XD) - jest jakaś nowa sztuka teatralna pt. "Farinelli i król", w którym znowu wykonuje się ten utwór. A jest przecież tyle fajnych kawałków np. z "Artaserse" Hassego które mogli wykorzystać i które Carlo Broschi naprawdę śpiewał na scenie i potem dla hiszpańskiego króla lecząc go z deprechy. No i czemu w filmie nie uwzględniono barwnych postaci kastrata Senesino i sopranistki Cuzzoni, którzy partnerowali Farinelliemu podczas jego największych londyńskich triumfów?
    - No i ostatnie - wygląd! Farinelliego możecie pooglądać sobie na moim obecnym avatarku. Stefano jest (był?) bardzo pikny, ale poza wzrostem i ładnymi oczami z Farinellim nie łączy go nic. Carlo Broschi poruszał się ponoć "z wdziękiem ciężarnej krowy", miał pieprzyka na buzi, zadarty nos i wadę zgryzu, ale zdaniem niektórych dam był na swój sposób uroczy i przystojny. Tu jedne z jego lepszych wizerunków:
    http://www.sothebys.com/en/auctions/ecatalogue/2013/old-mast...
    https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Jacopo_Amigoni_-_Ret...
    Oba pędzla przyjaciela Farinelliego - Jacopo Amigoniego.
    Za to w oczach karykaturzystów prezentował się tak:
    http://www.britishmuseum.org/research/collection_online/coll...
    To wielkie coś to Farinelli, ta dama obok to Francesca Cuzzoni, diwa operowa której tragiczna historia (bardziej tragiczna od historii Carla, który żył i umarł w luksusie) moim zdaniem również zasługuje na film.



  • Kocham_Skippera Dzięki serdeczne za ten wpis. Faktycznie ze zdjęć, to nie był przystojniak w przeciwieństwie do aktora w filmie. Już prędzej aktor grający jego brata byłby lepszym kandydatem. Dorabiając pieprzyk i zakładając specjalny aparat imitujący wadę zgryzu... coś mogło by z tego być. Co prawda interpretacja reżysera czy scenarzysty to jedno a fakty historyczne drugie.

  • Holy_Ghost ocenił(a) ten film na: 7

    Kocham_Skippera Ja takoż dziękuję. Zaraz biorę się za biografię naszego celebryty. A i muzyki czas na spokojnie posłuchać.

  • xochitl86 ocenił(a) ten film na: 7

    Kocham_Skippera Och, jak nardzo zgadzam sie z tym ze Alto giove to najpiekniejsza aria operowa! Moja ulubiona i dlugo, dlugo nic.

  • Kocham_Skippera Jakkolwiek to wartościowe, że zainteresowałaś się jego historią, uważam że Twój post jest kompletnie nietrafiony. Owszem, merytorycznie nie można Tobie nic zarzucić, gdyż tekst jest podparty źródłami, ale nasze zrozumienie roli kina jest inne. Uważam, że to dobrze, gdy artyści nie traktują historii jednowymiarowo. To po prostu pewna baza, z której można wybrać, co się chce, aby stworzyć uniwersalny obraz, albo wypowiedzieć się na pewien temat. Gdyby dzieło Corbiau było filmem dokumentalnym, to bym Tobie tylko przyklasnął.

    Swoją drogą również uważam, że to świetnie, że dzielisz się swoją wiedzą. Pozdrawiam!

  • Kocham_Skippera Ciekawy komentarz na który trafiam po latach. Wracam do filmu często, zawsze z przyjemnością i teraz po tych wiadomościach znów obejrzę go inaczej. Farrneliego głosu ciągle szukam współcześnie .Odnajduje ,nawet wśród Polaków. Miło że dałaś tyle wiedzy.