Jak dla mnie, film robi totalny mętlik w głowie. Książka dosłownie przedstawia inną historię niż film. Oczywiście, parę wątków jest z książki, ale nie widzę tu jakiejś spójności z filmem. Nie wiem, nie oglądałem filmu z 1938 roku, ponoć lepsza ekranizacja książki.
latając wczoraj po kanałach natrafiłam na początek Granicy.... i już przy niej zostałam.
Ładna oprawa muzyczna, ładnie oddany klimat tamtych czasów, i sam temat przejmujący...
Absolutnie nie porównuję filmu do książki, gdyż film nie ma obowiązku wiernie jej
odzwierciedlać.
Jak zawsze - książka zdecydowanie lepsza. Pomimo całej sympatii, jaką darzę Krystynę Jandę. No i po co aż taki nacisk położony na te sceny erotyczne? Przecież nie to było istotą książki.
Nie wiem, czy książka lepsza, bo nie czytałem. Wiem za to, że będę sobie pluł w brodę, że nie obejrzałem filmu choćby wczoraj, bo w zupełności wystarczyłoby mi to do dzisiejszego sprawdzianu z literatury XX wieku! No, sami powiedzcie: "Wymień <<granice>>, jakie pojawiają się w powieści Nałkowskiej." (zad. 12. ;>)
A...