Jak to możliwe, że reżyser klasyka pod tytułem Gorączka, dobrego Zakładnika i bardzo dobrych Wrogów publicznych nakręcił taki mega gniot jak Haker. W głowie mi się to nie mieści. Haker to pod każdym względem shit. Już nawet ciężko przyrównywać to do kina klasy B. Bardziej pasuje to wrzucić do jednego wora z Klanem, M jak miłość czy innymi produkcjami z dreszczykiem emocji i zabójczymi kartonami. Hemsworth to drewno ale do Jamesa Hunta czy Thora pasował idealnie i całkiem zgrabnie mu te postaci wyszły. W hakerze to się wije, poci, sapie żeby wykrzesać z siebie jakieś niewielkie pokłady warsztatu aktorskiego. Z resztą reszta obsady wcale lepsza nie jest. Najlepsze są cing ciongi które angielskiego to uczyły się z opakowań płatków śniadaniowych. Poziom ich aktorstwa sięga dna. Tak jałowych dialogów to już dawno w wysokobudżetowej produkcji hollywood nie słyszałem. Nie wiem może to kwestia montażu w movie makerze ala brazylijska telenowela ale no nie da się tego oglądać - poziom żenady jest zbyt wysoki. Wytrzymałem godzinę, zwykle kończę oglądać nawet największe gnioty ale nie wiem czy tu wytrzymam. Gdyby nie reżyser to pewnie wyłączyłbym to arcydzieło po 30 minutach.