Po obejrzeniu wczoraj filmu w telewizji stwierdzam, że Hannibal złym filmem nie jest, ale porównywać go do poprzednika, nie ma po prostu jak. Jest o wiele słabszy, nie dokońca podobało mi się także to że panna Starling praktycznie przez 60% filmu siedziała na dupie. W 1 części czułem ten thrillerowy charakter. Tutaj natomiast jedynie momentami mogłem tego zasmakować. To co w jedynce działo się na okrągło tak tutaj ledwo tylko skrobnęło się coś w tle. Do tego zdenerwowało mnie to, że Hannibal legalnie brał udział w jakichś zajęciach o przeszłości kultury, nie wiem do końca na czym to polegało nie skupiałem się. Gdyby ktoś mółgby mi wytłuamczyć, czy on nie był rozpoznawalny wśród ludzi, czy po prostu miał prawo do udziału w tych zajęciach? W każdym bądź razie, dla tego filmu zabrakło tego co było w 1, czyli strachu. Fakt, że sceny z twarzą Vergera (która wyglądała genialnie), z zaćpanym pacjentem, który powieszony zaczął ciąć sobie twarz, oraz z groźnymi świniami, czy z okrojonym mózgiem były genialne, ale to nie to samo. Zobaczymy jak z trzecią częścią, czyli "Po drugiej stronie maski", o ile będzie w telewizji. 7/10 to ocena sprawiedliwa, bo do poprzedniczki brakuje sensu fabularnego i emocji.
Bardziej niż strachu zabrakło psychologicznej głębi. Mnie jeszcze zraziły sceny strzelanin jak z filmu akcji klasy B (te zwolnione tempo i bryzgająca posoka...).
A wg mnie sequel jest dużo lepszy. Co ciekawe, Moore jest o wiele lepszą aktorką niż drewniana Foster.
Mi Jodie Foster znacznie bardziej przypadła do gustu jako agentka Starling. Ta Starling z Hannibala była zupełnie inna ;/