Claris dała dyla z Lekterem zostając jego nałożnicą i kogoś tam jeszcze (nie pamiętam, chyba tego upierdliwego agenta co podkładał Claris świnie) wspólnie skonsumowali (móżdżek smażony na maśle), a także on poddał ją psychoterapii i uleczył jej lęki związane z ojcem tj. pretensje do tatusia, że był tylko zwykłym stróżem, a nie policjantem i że dał się głupio zabić. Ogólnie później -puki co- korzystali z uroków życia, u niej ucichły owce, a u niego filiżanka nie rozsypywała się w kawałki.