Obiecywałem sobie, że nie będę recenzował ani oceniał horrorów dobrze znanych i lubianych, ale dla "Hardware" (1990) Richarda Stanleya zrobię wyjątek. Tym bardziej że to seans okolicznościowy z okazji dzisiejszych urodzin Carla McCoya, lidera słynnej gotycko rockowej kapeli Fields of the Nephilim, której albumy są dla mnie bardzo ważne, zwłaszcza "Elizium", "Mourning Sun" i "Zoon" Nefilim.
"Hardware" po raz pierwszy widziałem w pierwszej połowie lat 90-tych jako dzieciak, na długo zanim poznałem muzykę Fields of the Nephilim czy Ministry. Potem recenzowałem ten film na IMDb 10 października 2002 roku. Dzisiaj któryś z kolei seans od wielu lat. Nie będę się tutaj rozpisywał na temat fabuły, bo jest dobrze znana. Dość powiedzieć, że "Hardware" był jednym z pierwszych filmów post-apo/cyberpunk obok "Łowcy androidów" (1982) i "Heavy Metal" (1981), które oglądałem. Dopiero wiele lat później sięgnąłem po japońskie cyberpunki takie jak seria "Tetsuo", "Death Powder" (1986) czy "Rubber Lover" i "Pinokio 964".
Lemmy z Motorhead wciela się postać taksówkarza w zalanym, toksycznym mieście. Carl McCoy błyszczy jako przemierzający rozpalone słońcem piaski marokańskiej pustyni wędrowiec (nomad). To on odnajduje części Mark 13 - biomechanicznej, samodzielnie działającej i zaprogramowanej maszyny do zabijania (cyborga) widzącej w podczerwieni, dzięki której Dylan McDermott, Stacey Travis i inni wpadną w niemałe tarapaty i ekran zacznie ociekać krwią. Warto także wsłuchać się w to, co ma do powiedzenia Angry Bob (Iggy Pop).
Nie dziwi obsadzenie Carla McCoya w roli wędrowca, gdyż wcześniej Stanley kręcił teledyski Fields of the Nephilim. Sprawdziłem dokładnie które - "Preacher Man" i "Blue Water". Stanley odpowiadał także za stronę artystyczną albumu FOTN "Dawnrazor" (1987). "Hardware" został w dużej mierze nakręcony we wschodnim Londynie, początek i kadry końcowe z Carlem McCoyem to już bezkres marokańskiej pustyni. Zresztą pustynia (tym razem w Namibii) jest także obecna w nieco późniejszym horrorze Stanleya "Dust Devil" (1992), którego krwawy finał ma miejsce w opuszczonym mieście Kolmanskop, wśród ruin tamtejszych kolonialnych, zasypywanych piaskiem domostw. Z kolei obecne w "Hardware" przesadzone, wyolbrzymione programy telewizyjne to inspiracja eksperymentalną grupą Psychic TV Genesisa P. Orridge'a.
Wciąż lubię ten post-apokaliptyczny horror sci-fi, choć jego fabuła nie jest zbyt odkrywcza. Jednak stylowe zdjęcia i wizja koszmarnej dystopii to są rzeczy, które przemawiają do mojej wyobraźni.