5.8/10 na rotten tomatoes i będzie spadać.
tak jak się spodziewałem. ta seria to nieporozumienie. szczególnie mając w pamięci LOTRa
Jesteś wysłannikiem przyszłości, że tak wszystko wiesz? Ocena przy 11 głosach i uważasz ją za ostateczność, nawet jeśli światowej premiery nie było?
Dokładnie. Nawet nie sprawdził jeszcze, czy aktualny film już wyszedł, a bazuje się na ocenach hejterków ze zgniłych pomidorów.
Jak ktoś wystawia niższą ocenę niż 10 to od razu hejter. Ok więc idąc Twoim tokiem rozumowania wszyscy którzy te dziesiątkę wystawią dwójce to psychofani którzy wszytskiemu co lubią dziesiątkę wystawiają.
Było parenaście głosów, film jeszcze nie wyszedł, a oni dają oceny poniżej 5. Wszystko się razem podliczyło i wyszlo 5,8.
Ci z Rotten dali głosy, ale po uprzednim oglądnięciu filmu. Popatrz co się dzieje tu na filmwebie. Ile tu trolli do diaska. Fanboye działają.
Czemu uważasz, że będzie spadać? Według mnie dwójka będzie zdecydowanie lepsza od jedynki. 5.8 to zrozumiałbym gdyby tak było z jedynką, mam nadzieję, że dwójka będzie oceniana powyżej 80%
I znów idzie w górę: dwie nowe recenzje 8/10 i 9/10.
http://www.rottentomatoes.com/m/the_hobbit_the_desolation_of_smaug/reviews/
Będzie spadać ponieważ pierwsze recenzje zawsze pochodzą od fanów serii. Tak było np z Mrocznym rycerzem który na początku miał ocenę 9.4 jednak z napływem coraz większej ilości recenzji ocena zaczęła spadać, choć i tak skończył dobrze, bo to jakby nie patrzeć świetny film jest
Tak kiedyś było z Terminatorem 2 na FW, ale po latach ludzie zrozumieli błąd i wystawili mu prawdziwe noty;)
akurat krytycy mają b.dziwny gust i w ich mniemaniu wiele świetnych filmów to średniej jakości produkcje, za to klasyczne średniaki urastają do rangi arcydzieł
No i tam jest jedna zasada: albo ci się film podoba albo nie podoba, nie ma nic pomiędzy, nikt nie może napisać: film jest dobry,ale...
A FW to społecznościówka, a chyba nie ma lepszego miernika niż ocena docelowego targetu filmów,bo bez typowych szaraczków nie byłoby krytyków ani nawet filmów
a może to ty masz dziwny gust skoro piszesz o Siódmej Pieczęci :"dzieło".
Są lepsze i gorsze gusta trzeba mieć wiedzę o kinie by coś docenić i trzeba traktować Kino jako dziedzinę Sztuki a nie tylko fabrykę do produkcji blockbusterów
nie zawsze się z mannym zgadzam ale akurat terminator 2 jest w każdym aspekcie lepszym filmem od hobbita
Ciekawe co jeszcze jest lepsze. Avatar też? :)) Bo widzę, że na RT dali mu 83% Jak to zobaczyłem, to prawie z krzesła nie spadłem. Z całym szacunkiem, ale historia banalna, przewidywalna, rodem z pospolitych amerykańskich filmów nadawanych przez polską tv po 20, co sami na RT pośrednio przyznają, ale 83 % jest. To świetnie pokazuje jakie negatywne nastawienie było do Hobbita skoro można było naciągnąć Avatarowi do 83 proc a Hobbitowi dawać 4/10 (takie recenzje się zdarzały).
Co do Terminatora - b. dobry jest, ale wolę Hobbita.
Polecam zobaczyc tutaj, jak narazie 9.1 http://www.imdb.com/title/tt1170358/?ref_=nv_sr_1
Skąd ta pewność, że się znają na filmie? Poza tym spojrzenie fana często jest bezkrytyczne. Ja tam wole zaufać krytykowi niż fanowi.
troche mnie nie bylo na forum , a troll numer jeden nadal zyje;) pozdawiam kamil
Zabawne że o odcięciu internetu przez mamusie,pisze to osoba,której rodzice płacą za internet.Świat zwariował;)
A ja nie.
W przypadku krytyków wielu nie docenia i nie rozumie fantasy. Traktuje ten gatunek po macoszemu, nie rozumiejąc, iż wywodzi się z pełnoprawnego gatunku literackiego i filmowego (baśni). Mało tego, potrafi inspirować (na poziomie wartości fundamentalnych, ale jednak) w równy sposób co dramaty psychologiczne.
Krytycy o tym zapominają, patrząc na te filmy przez pryzmat formy głównie i tego, że poruszają wartości kardynalne, wszystkim dobrze znane - co nie znaczy, że trywialne i nieważne, zwłaszcza, że jak popatrzymy na dzisiejszy świat, to mam wrażenie, że ludzie cały czas potrzebują przypominania o tych wartościach nadrzędnych, bo jakoś nie idzie im realizacja ich w życiu codziennym.
Gdybyśmy rozmawiali o innych gatunkach, to przyznałbym Ci rację. Jeśli chodzi o fantasy, to sytuacja wygląda trochę inaczej.
Zgadzam się w 100 %. Krytycy doceniaja tylko filmy z wąską kategorią, a fantasy traktują jak coś przeznaczone dla mas i tylko dla rozrywki. A tak nie jest. Widac, że fani potrafią odczytać to, co jest w głebi filmu, a krytycy co najwyżej zbierają to, co jest na powierzchni.
Zastanów się zanim coś palniesz. Krytycy doceniają tylko filmy "z wąską kategorią"?Siedemnaście Oskarów dla WP!!!Jak chcesz to skomentować?Chwilową zaćmą krytyków,łapówką,czy może grożeniem śmiercią od strony fanów?Władca Pierścieni był bezkonkurencyjny,i choćby nie wiem jak bardzo zatwardziały przeciwnik fantasy,zasiadający w komisji chciał zrobić na przekór reszcie,zwyczajnie nie miał do tego podstaw i sumienie by go zeżarło.Gdy pierwsza część Hobbita nie otrzymała żadnej statuetki,zaczęły spadać gromy na komisje ze strony fanów na całym świecie.Tylko że za co tak naprawdę miał by dostać tego Oskara?Za muzykę która niczym nie zaskakiwała i była tylko kolejną zwrotką,dopisaną dziesięć lat później przez Shora.Czy może efekty które na tle konkurencji nie wyróżniały się jakoś specjalnie.Trzeba pamiętać że duże produkcje nie mogą dominować w nominacjach,tylko dlatego że są duże i wielkobudżetowe. Na przyznanie Oskara składa się wiele czynników którymi kieruje się Akademia,trzeba też pamiętać że niejednokrotnie są tam od wielu lat ci sami ludzie.Bywa też czasami tak że za najlepszy film stają do walki dwa tytuły,które mogą wywołać pewną niezgodę,ale w takich przypadkach jest to zrozumiałe dla tego że zdarzył się dobry rok w kinematografii.
Muzyka była świetna, wolę ją od LOTRa, ale używała tych samych motywów w kilku miejscach by zachować ciągłość. Oskar należał się za scenografię, make-up i aktorstwo (no ale przecież nie można dać Oskara dla aktora, który nie wypowiada kwestii psychologicznych - w LOTR McKellen tez nie dostał).
Oskary dla WP to wyjątek, który niestety nie potwierdza reguły. Podaj mi przykłady innych filmów fantasy, które dostawały Oskary w ważnych kategoriach....No właśnie. Ale często Oskary dostają filmy nie lepsze od filmów fantasy. Ok, są nagradzane filmy rewelacyjne, ale też średnie, które wpisują się akurat w zapotrzebowanie polityczno-społeczne w US.
Najpierw trzeba było by się zastanowić czy były wogóle takie filmy po WP,które zasługiwały na statuetkę Oskara.
zwróć uwagę że to Jackson nie dał możliwości Ianowi by się wykazać . Co sekundę zmieniające sie ujęcia lub 4-5 sekundowe ujecia na twarz a nie kilku minutowe ujecie gdzie aktor musi przechodzić od jednego stanu do drugiego jak Day Lewis w ostatniej scenie Aż poleje się krew (laureat jakiś 50 nagród za tą rolę)
rozumiem że Freeman stworzył lepsza kreacje niż Day Lewis ?
Nie widzę tu żadnej roli na Oscara . Ian był lepszy we Władcy miał lepsze sceny i więcej do grania. Sean Astin również był znakomity w Powrocie króla zwłaszcza.
I wracamy do kwestii scenariusza opartego na książce przez pryzmat którego oceniamy film. Kiedy mówię, że materiał źródłowy ma wielkie znaczenie to niektórzy się obruszają i piszą, że film to film i nie jest to ważne. Jest to ważne. Film oparty jest (nie tylko Hobbit ale LOTR również) o książki, które w warstwie zewnętrznej są dość proste, postaci są z reguły dość jednoznaczne (za wyjątkiem kilku), trudno tu o spektakularne kreacje.Dotyczy to zarówno Hobbita i jaki LOTR.
Zawsze aktor, który pracuje z bardziej wyrafinowanym materiałem ma większe szanse by zabłysnąć niż taki, który gra w prostej historii ala Hobbit. Dlatego tak doceniam Armitage'a i Freemana, za to że TYLE wyciągnęli z takich ról. Bo zagrać rolę dramatyczną i zgrywać bohatera potrafi co drugi aktor. Zagrać prostą rolę tak byś miał wrażenie, że oglądasz coś niezwykłego - to jest dopiero coś. Oglądając Freemana i Armitage'a czerpiałem wielką przyjemność, widziałem iż dali tym prostym postaciom coś więcej niż było w książce. Za to należy się nagroda.
Ale oczywiście, tu wracamy do polityki oskarowej i niedoceniania filmów fantasy, takie role są nienagradzane z założenia.
" Bo zagrać rolę dramatyczną i zgrywać bohatera potrafi co drugi aktor." Ewidentnie nie masz racji i pojęcia o aktorstwie skoro napisałeś taki bzdet. Zarówno Armitage i Freeman nie byliby w stanie zagrać żadnej z ról Day Lewisa bo wypadliby śmiesznie. Oni nie sa kameleonami nie stosują Stanisławskiego . Freeman to dobry aktor pozostający jednak zawsze w obrębie swojego emploi. Obydwaj podobnie jak Ian nie dostali w filmie scen w których mogliby się popisać i rozwinąć skrzydła. Są wyraziści ale nie na Oscara.
Fantasy nie ma tu nic do rzeczy. Władca został nagrodzony a Ian otrzymał nominacje do oscara za Drużynę co i tak jest sukcesem bo Jackson raczej nie opiera swoich filmów na aktorze i jak pisałem wcześniej nie daje mu się wykazać.
Mówię o aktorach, którzy prezentują jakiś poziom. Wiadomo, że nie KAŻDY zagra dobrze trudną rolę.
Co do Armitage'a - żebyś się nie zdziwił. Historia zna sporo aktorów, którzy na Oskara czekali długo nie dlatego, że nie mieli umiejętności, ale nie mieli odpowiedniej roli. Dla mnie Armitage to wielki potencjał i Oskar dla niego to kwestia czasu - zależy jak potoczy się jego kariera.
Freeman to przede wszystkim niesamowity potencjał komediowy. Jego styl jest NIE DO PODROBIENIA. Jeżeli nie będziemy dyskredytować ról komediowych, to zdecydowanie będzie zbierał nagrody. Zresztą po Unexpected Journey wszyscy go chwalili. Tyle, że tego typu rola, jak i role w LOTR nie są doceniane przez akademię. Tyle, że wydawało mi się, że są to profesjonaliści i potrafią oddzielić materiał, który gra aktor od jego umiejętności. McKellen np miał dość dobrze rozbudowaną rolę w LOTR (jak na tego typu film) zwłaszcza w pierwszej części i powinni zauważyć jego potencjał. Ale nie, jak w dramacie nie zagrasz, to nagrody nie dostaniesz. Bzdura i jeszcze raz bzdura. Ja szacunku dla oskarowej akademii nie mam, za tę politykę i za niektóre ich wybory, które dyktowane były polityką i zapotrzebowaniem społecznym.
Freeman jest zabawny ale taki ktoś jak Alec Guinness kasuje go w swych komediowych obliczach z Szajki z Lawendowego Wzgórza jak i z Jak Zabić Starszą Panią. A no tak zapomniałem Guinness był jeszcze fenomenalnym aktorem dramatycznym i nie grał na lekkim luzie na jedno kopyto a każdą kreacje tworzył od podszewki.
No ale sa dobrzy aktorzy i są (lub kiedys byli niestety w przypadku Guinnessa) WIELCY Aktorzy.
Wybacz, ale Hobbit to nie jest poezja w której trzeba szukać drugiego dna i tylko nieliczni są w stanie zgłębić tę tajemną wiedzę...O ILE MAJĄ PRZEWODNIKI PO FILMIE I MASĘ INNYCH ZBĘDNYCH RZECZY. krytyk ocenia to co widzi i to co twórcy przedstawiają przeciętnemu odbiorcy.
Poezją nie jest, ale trzeba go rozpatrywać w kontekście całej mitologii tolkienowskiej, która nie jest już taką oczywistą sprawą - pełna jest bowiem ukrytych znaczeń, symboli, przemyśleń (łącznie z ideologią chrześcijańską). I co prawda książka pisana była jako prosta historia, to PJ kręcił Hobbita już trochę inaczej, właśnie jako historię osadzoną w tym szerszym kontekście (stąd np Biała Rada, Dol Guldur, Radagast - dla niektórych niepotrzebne sceny, ale tylko jeśli spojrzy się na Hobbita w wąski sposób). Krytyk, który tego nie rozumie, będzie ten film spłycał i to właśnie stało się w recenzjach przy okazji Hobbita.
Prawda jest taka, do każdej pracy trzeba się przygotować. Również do napisania recenzji. Czyli trzeba wiedzieć o czym się pisze. W dobie ogólnego dostępu do Internetu i do możliwości pisania tekstów, w dobie ogólnej gimbazy i ignorancji, która dotyka również środowisko dziennikarskie (wystarczy spojrzeć jak spadł poziom językowy polskich gazet i nie tylko polskich) produkowane jest mnóstwo recenzji o wątpliwej jakości merytorycznej, pokazujące brak przygotowania do tematu.
Dlatego paradoksalnie to środowiska tolkienowskie są lepiej przygotowane merytorycznie do oceny takiego filmu jak Hobbit niż recenzent, który takim gatunkiem się nie zajmuje, a który oczywiście recenzje musi napisać, nawet jeśli nie jest do niej przygotowany.
Ale ci sami krytyce na rotten tomatos oceniali LOTR bardzo wysoko, więc twój argument jest chybiony.
Ja nie mówię o krytykach z rotten tomatoes tylko ogólnie. Jest generalnie trend by doceniać dramaty psychologiczne - dla przykładu, a fantasy traktować z przymrużeniem oka. Krytyk lekką ręką da 10 dla rozterek psychologicznych, ale nigdy nie da 10 (albo dwa razy się zastanowi) zanim da maxa filmowi fantasy.
Natomiast jeśli na rottetomatoes LOTR oceniali wysoko, a Hobbitowi dawali poniżej 6/10 to tym bardziej się skompromitowali. Bo można krytykować pierwszą część, ale był to film w swoim gatunku przynajmniej dobry. Albo chociaż niezły. Ale nie beznadziejny, a tak wynikałoby z ich recenzji. Najwyraźniej panom recenzentom zapomniało się, że Hobbit to historia lżejsza, bardziej humorystyczna miejscami, w której krasnoludy wyruszają na wyprawę z patykami i w ogóle to z opresji ratować ich musi hobbit. Ta historyjka, aczkolwiek urocza i zgrabna, nijak się ma do wojennej historii LOTR dla dorosłych. Czytając te recenzje miałem wrażenie, że tej świadomości nie było, tak jakby wszyscy oczekiwali LOTRa bis, tak jakby wiedzieli, że jest to inny klimat ale oczekiwali kolejnej mrocznej trylogii. No albo książek nie czytali, co jest b. prawdopodobne i o ile ocenia się sam film a nie film w relacji do książki, to jednak książka ma ogromny wpływ na scenariusz. Teraz pewnie wiedzieli czego się spodziewać i odnosząc do jedynki drugi film wyżej go oceniają bo jest pewnie bardziej mroczny.
Śmiem twierdzić, że ta świadomość materiału źródłowego jest jednak wyższa u fanów i potrafią oni odróżnić Hobbita od LOTRa a LOTRa od Silmarilliona...
A tak w ogóle, zawsze fascynuje mnie zapatrzenie widzów w opinię krytyków. Jeszcze trochę i ludzie będą na rottentomatoes podsyłali zdjęcia swoich przyszłych żon i mężów - z prośbą o recenzję. Jak będzie poniżej 80% to sorry - wypad.