Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie czytałem komiksu, jedynie w gościnnych występach, a także kilka lat temu zdarzało mi się oglądać kreskówkę.
Widzę, że większość z Was niezmordowanie narzeka na ten film. Ale Hulk wcale nie równa się kompletnej rozwałce. To jest adaptacja, nie komiks na ekranie. A adaptacje mogą być różne. Zupełnie tak jak z interpretacją piosenek. Po co nam był kolejny film na podstawie komiksu, w którym duża część obrazu to same walki? Jest to praktycznie jedyny film, w którym pokazano psychikę bohatera, jego niszczącą relację z własnym, w tym wypadku, ojcem. Jest Banner, a Hulk to uosobienie jego gniewu, słabości..
Ja byłem, jestem, i będę filmem zachwycony, bo fabuła, choć nie opiera się tylko na demolce, jest ciekawa, a jeśli już są sceny akcji, to nie można zaprzeczyć że świetne(przykład to walka na pustyni). U mnie ma 9/10 za porywającą inność i umiejętne zrobienie z materiału o zielonym olbrzymie czegoś na styl psychologicznego dramatu s-f.
Dzięki za uwagę.