Mam nadzieję, że rozpieprzysz im to całe Hollywood. Jakby o mnie nakręcili taką szmirę to bym nie czekał ani chwili...
Fabuła z komiksu spłycona i zdławiona. Przemiana doktora dopiero po połowie seansu. Skoki za długie i za miękkie, a "lądowania" nie niszczą podłoża (co to ma być, pasikonik?). Animacja wielkiego Sałaty toporna. Zmutowane psy śmieszne. Sceny z rozwalanym sprzętem też beznadziejne. Wszystko jakby z klocków. Gdzie blacha gnąca się jak papier, gdzie fruwające odłamki, gdzie odpadające elementy, detale? Gdzie cała poezja destrukcji?
W trzech słowach: wielkie zielone rozczarowanie.