Io sono l'amore

2 godz.
6,9 14 738
ocen
6,9 10 14738
16 387
chce zobaczyć
6,4 14
ocen krytyków
{"rate":6.428571,"count":14}
{"type":"film","id":486005,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Io+sono+l%27amore-2009-486005/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Jestem miłością
  • nowhore94 ocenił(a) ten film na: 6

    Jestem ciekawa interpretacji zakończenia filmu, bo takiego tematu nie udało mi się tu znaleźć.
    Ja zwróciłam uwagę na kilka, myślę że istotnych elementów:
    1. Główna bohaterka słyszy pod koniec filmu od swojego męża słowa "Nie istniejesz".
    2. Film kończy się enigmatycznym zniknięciem Emmy.
    3. Emma była postacią zachowującą się w niekonwencjonalny sposób, akceptowała homoseksualizm swojej córki, uwikłała się w romans z przyjacielem swojego syna.
    4. Tytuł filmu prawie nigdy nie jest przypadkowy. Odważne zachowanie protagonistki skłania nas do zadania sobie pytania czym jest miłość, albo inaczej: jaka jest miłość? Nonkonformistyczna, nie znająca żadnych granic, nie uznająca różnic płciowych, wolna, namiętna, gwałtowna, silna. Taka jak główna bohaterka.
    5. Powracając do końcówki filmu, słów "nie istniejesz" i nagłego zniknięcia Emmy, doszłam do wniosku, że Emma jest uosobieniem tytułowej miłości. Jej postać jest miłością, z jakiegoś powodu według jej córki tylko ona była w stanie zrozumieć jej uczucie względem drugiej kobiety, przeglądając jej zdjęcia z dziewczyną była szczerze szczęśliwa. Jej romans był namiętny, nagły, pochłaniający ją do reszty, czego wyrazem były genialne, naturalistyczne sceny aktów. Dokładnie taka jest miłość.

    Jakie są wasze przemyślenia?

  • Albert07 ocenił(a) ten film na: 8

    nowhore94 Coś w tym jest faktycznie. Film był o poszukiwaniu swojej własnej tożsamości. Główna bohaterka pochodziła z Rosji i było to przyczyną kpin włoskiej rodziny. Często to jej wypominano i nawet nadano jej nowe imię, odcinając od korzeni i tego kim naprawdę jest. Nikt nie był w stanie jej zaakceptować. Trafiła do ,,dobrego'' domu, powinna przecież być wdzięczna, że w ogóle na nią ktoś zwrócił uwagę. Scena w kościele jest dość symboliczna. Ptak, który nie może się wydostać, czy ćma przy świetle to oczywiście symbol Emmy w pułapce. Słowa męża ,,nie istniejesz'' oznaczają to, że uważa swoją żonę za nikogo wartościowego, kogoś kto bez jego rodziny nie poradzi sobie w życiu i jest nikim. Może nawet to groźba. Córka jako jedyna zaakceptowała swoją tożsamość (Emma w zasadzie też, dlatego uciekła z domu, jako ona, a ten gest być może oznaczał to, że kocha córkę, że ją akceptuje. Dziewczyna w ciąży, być może zaczyna rozumieć w jaką rodzinę weszła i stąd jej reakcja). Akceptuje swoją orientację seksualną, sama jest panią swojego życia i jest szczęśliwa. Syn niestety nie zdążył odnaleźć swojej tożsamości. Wpajano mu wartości, które okazało się, że nie były respektowane przez dziadka, czy ojca (scena w biurze). Chciał czegoś swojego, co byłoby jego i nie na sprzedaż. Zauważa hipokryzję dziadka, ojca, na koniec zirytowało go, że matka ,,oddała'' coś tak dla niego ważnego komuś obcemu. Szkoda tej postaci, nie potrafił postawić na samego siebie i zależy mu na tym, by sprostać oczekiwaniom innych, ale pozostawało to w konflikcie z jego wartościami.
    Sam romans Emmy pokazał jej, jaka powinna być miłość, Antoni był ciekawy jej pochodzenia, jej zdania. Miał też swoje wartości (miał różaniec w samochodzie, co pewnie miało symbolizować wpojone wartości (mimo, że nie pochodził z bogatej rodziny), które faktycznie były respektowane). Też zresztą poszukiwał samego siebie, miał niełatwe relacje z ojcem. W pewnym sensie ten film był o poszukiwaniu samego siebie, swojej tożsamości, a co za tym idzie - szczęścia.
    Film był bardzo sensualny - każda scena z jedzeniem, którego smak można wręcz poczuć, dotyku, zarówno kochanków, jak i dotyku trawy, zapachy kwiatów, nawet westchnienia i oddech bohaterki, wszystko to sprawiało, że odbierało się ten film wszystkimi zmysłami (jak zresztą wszystkie filmy tego reżysera, nawet Suspiria, będąca zupełnie innym filmem niż pozostałe jego dzieła, jest bardzo zmysłowym dziełem, działającym na wszystkie zmysły). Bohaterka wreszcie odnajdywała szczęście i widz razem z nią mógł czuć te wszystkie małe rzeczy.
    1. Do tego zdążyłem się odnieść.
    2. Po prostu - uwolniła się z tej toksycznej rodziny. Zakończenie też nie pokazuje, co stało się z każdym członkiem rodziny - co jest świetnym wyborem. Domyślamy się, że Emma wreszcie zacznie żyć po swojemu, co potem - nikt tego nie wie, jak to w życiu.
    3. Ją jako jedyną obchodziło to, czy dzieci są szczęśliwe.
    4. i 5. Też jestem tego zdania. Emma jako jedyna potrafi naprawdę kochać - nikomu nie narzuca swoich opinii, interesuje ją tylko, czy druga osoba jest szczęśliwa. Chociaż w rodzinie tej nikt jej nie szanował i mieli ją za biedną dziewczynę z Rosji, która jest nikim, jako jedyna potrafiła kochać. Mąż ani nie kochał syna (zamiast pocieszyć go, po przegranej skrytykował go, jeśli dobrze pamiętam. Scena, w której położył dłoń na dłoń Emmy i prawie od razu ją odebrał też to potwierdza - to był pozór. Nie interesowało go jej zdanie - przełączył to co oglądała, a gdy wyznała mu prawdę, od razu zabrał marynarkę, co też było symboliczne - jego nie bolała zdrada sama w sobie, jego duma i poczucie wyższości zostały ukłute.)
    Do tego scena z Filadelfii - polecam gorąco film <3
    Jestem świeżo po pierwszym seansie, więc podejrzewam, że sporo nie zauważyłem jeszcze innych symboli (o scenach z owocami nie wspomniałem, bo to oczywiste - zakazany owoc).
    Piękny i bardzo prawdziwy film.