Bo ja wiem... niby sytuacji mających wywołać śmiech jest bez liku, niby, już sam w sobie śmieszny, Rowan Atkinson jest... ale jakiś ten film taki nieporadny... a te monarchistyczne dążenia Johna Malkovicha niezbyt się trzymają kupy... jeśli chodzi o parodię Jamesa Bonda, to zdecydowanie wolę Austina Powersa.