Przy okazji premiery filmu "Dorwać Smarta" odświeżyłem sobie inny film o nieudacznym agencie z przypadku. „Johnny English” to komedia sprzed pięciu lat z Rowanem Atkinsonem (Jaś Fasola) w roli głównej, która była w zamierzeniu parodią filmów o Jamesie Bondzie (warto tu wspomnieć, że scenariusz napisali twórcy kilku przygód agenta 007, tak więc niejako w tym filmie naśmiewają się ze swoich poprzednich jak i przyszłych dokonań). Nigdy nie oglądałem sitcomu "Get Smart", więc za bardzo nie wiem co było pierwsze, ale jeśli wstęp i pierwsze chwile serialowego Smarta wyglądały tak jak Steve’a Carella, to scenarzyści „Johnny English’a” zaczerpnęli sporo pomysłów do swojego filmu. No ale to już inna sprawa...
O ile jednak sam pomysł na wprowadzenie nieporadnego agenta do akcji w obu filmach jest bardzo podobny, to już rozwinięcie historii różni się diametralnie i wg mnie bez wątpienia lepszy jest English od Smarta. Gdy pierwszy raz oglądałem film Howitta w kinie, nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Dziś widziałem go chyba po raz trzeci i także ubawiłem się świetnie. Twórcom udało się nakręcić bardzo zgrabną, nie za długą, nie za krótką i niesamowicie szybką komedię, która śmieszy do łez. Co prawda znalazła się w niej jedna (no może dwie sceny) z humorem poniżej pasa, ale cała reszta jest rewelacyjna i stoi na wysokim poziomie - akcja w wieżowcu Sauvage'a to mistrzostwo świata. Do tego mamy jeszcze zwariowaną intrygę, świetne dialogi, ładną muzykę Eda Shearmura w tle i fantastycznych aktorów - Rowana Atkinsona, który potrafi mnie rozśmieszyć nie robiąc prawie nic na ekranie, oraz genialnego Johna Malkovicha (ach ten akcent!) w roli przebiegłego Francuza, Pascala Sauvage'a. Rewelacja.
9/10