Coraz mocniej wkręcam się w anime, zatem wczesnym rankiem obejrzałem zachwalaną przez Quentina Tarantino animację "Kite" z 1998 roku. Całkiem kontrowersyjną ze względu na sceny pornograficzne z udziałem japońskiej uczennicy i krwawą przemoc. Osobiście sceny hentai (XXX) jakoś szczególnie mi nie przeszkadzały, ale śmiało można obejrzeć "Kite" bez nich. Inna sprawa, że ja akurat lubię oglądać filmy w wersjach fully uncut. Po prostu nie przepadam za cenzurą.
W "Kite" jest sporo mroku, seksu, brutalnych strzelanin, dziur po kulach, gejzerów krwi i aktów przemocy. Fajnie zarysowana zostaje przyjaźń pomiędzy Sawą a Oburi, dwoma młodziutkimi zabójcami. Sawa jest podległa (także seksualnie) dwóm detektywom, Akai i Kanie, którzy zlecają jej morderstwa. Jednak z czasem uczennica ma już dosyć poniżania i zaczyna się buntować.
Świetne sceny ultra-przemocy w męskiej toalecie oraz w wagonie, doskonała animacja postaci, szybka akcja, jazzująca ścieżka dźwiękowa i ponurzasta estetyka kina noir. Sceny pornograficzne mogą zaszokować postronnych widzów, także nie wyobrażam sobie kinowej emisji wersji fully uncut "Kite" w Polsce.
Seans numer jeden. Czas trwania: 51 minut.