Teza jest taka: gliniarze dzielą się na złych, głupich i początkujących, którzy prędzej czy później zasilą którąś z pozostałych grup. Scenariusz dziś napisałaby sztuczna inteligencja, ale w tamtych czasach jej nie było, więc zrobiło to trzech mało zdolnych kolesi. Aktorzy robią co mogą (a czasami nawet dużo więcej), ale że pracują na materiale, który otrzymali, to wychodzi jak wychodzi. W scenie finałowego mordobicia ziewałem z nudów.