zagrała główną rolę, oceniłbym film oczko wyżej. Uwielbiam oczywiście Emme Stone, ale w filmie patrzy się na nią i na Goslinga jak na rodzeństwo albo parę dobrych przyjaciół, a nie parę zakochanych. Mimo wszystko, bardzo przyjemnie się ich oglądało..
A ja uważam, że Stone dała radę i zagrała świetnie, wątpię, żeby Watson udało się tak oddać emocje wzrokiem (jej gra aktorska opiera się głównie na marszczeniu brwi i nosa). Emma Stone jest o wiele dojrzalszą aktorką, mimo że w swojej karierze gra niemalże wyłącznie w komediach, to jednak Emmie Watson daleko do poziomu Stone. Ja za to ubolewam, że nie zagrał Miles Teller i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że byliby idealnym ekranowym duetem. Pomimo wielokrotnych głosów ze strony ekipy filmowej i dziennikarzy, że Stone i Gosling są duetem wielokrotnie sprawdzonym i jest między nimi taka wielka chemia, to ja akurat tej chemii jakoś nigdy nie dostrzegłam. Tym razem też. Poza tym Teller już raz udowodnił, że potrafi zagrać zaślepionego karierą i pasją, gotowego do poświęceń. Szkoda, że nie wyszło. Tym bardziej, że Damien Chazelle mógł chcieć go uczynić swoim aktorem na lata i obsadzać w kolejnych produkcjach, a obawiam się, że po kłótni o forsę, może być z tym teraz kiepsko. Jakby nie patrzeć Teller zawdzięcza swoją pozycję Chazellowi, latami by się bujał jako aktorzyna od produkcji dla nastolatków. Oby mu się to nie odbiło teraz czkawką, bo jego rola w Whiplashu była wybitna, aktorsko przewyższa Goslinga o lata świetlne, a do tego ma niesamowitą charyzmę, nawet jeśli gra w epizodach to jego rolę się najlepiej zapamiętuje. Szkoda, wielka szkoda, że nie wystąpił w La la land.
Tak Stone bardzo dobrze zagrała - mimo ubogiego scenariusza. To dzięki jej talentowi postać przez nią grana przykuwa uwagę. Gosling natomiast nieźle się sprawdził, jeśli chodzi o stricte musicalowe zdolności - taniec, śpiew. W tej dziedzinie Emma Stone (szczególnie słaba z niej tancerka) nieco gorzej wypada i myślę, że Teller też słabiej by wypadł od Goslinga. Inna sprawa, że chyba reżyserowi jakoś specjalnie nie zależało na wysokiej jakości śpiewu, muzyki, tańca, bardziej na opowiedzeniu bajkowej kolorowej historii o marzycielach.
Trudno powiedzieć, jak wypadłby Teller. Chyba, że znasz jakies jego role, gdzie tańczył i śpiewał. On jest bardzo dobrze zbudowany i sprawny fizycznie. Zagrał w nowym Footlosie ale nie widziałam tego filmu, więc nie powiem, co tam robił. Dla mnie Gosling to kawał drewna, to pierwszy jego film (nie licząc zakurzonego Pamiętnika), gdzie podobał mi się w filmie, ale równie dobrze zamiast niego mógł zagrać ktokolwiek inny. I wcale nie dostrzegłam w nim tych zdolności tanecznych, o których mówisz. Stone miała więcej scen tanecznych od niego. Poza tym oprócz walczyków i stepowania oni tam nie mieli żadnych wielkich układów choreograficznych. I dobrze, po co. On był pianistą na litość boską. Natomiast Emmy Stone nie wymieniłabym na żadną inną. Nie widzę powodów, dla których miała świetnie tańczyć. Ona grała aktorkę, a nie baletnicę. Gdyby Chazellowi zależało na tańcu, to by zatrudnił któregoś z uczestników SYTYCD, ale wtedy musiałby liczyć się z tym, że mu wyjdzie koszmarek w stylu kolejnego Step up'a. Zresztą po to zrobił sekwencję otwierającą. Wystarczy
Jest w tym filmie (który szczerze bardzo mi się podobał) pewna niekonsekwencja. Z jednej strony jest dużo o nostalgii, powrotu do złotych standardów, też wręcz imperatywu bycia wiernym wysokim standardom, z drugiej strony w porównaniu do arcydzieł musicalowych (Kabaret, Cały ten zgiełk) pod względem muzyki, tańca, piosenek - nawet nie próbuje im dorównywać. Zadowala się tworzeniem nastroju, emocji i ładnych obrazków.