Fabuła

Nie wiem co myśleć o tym filmie. Historia jest naprawdę niesamowita, ale sam film, nie dość, że nudny i bez emocji, to na dodatek denerwujący.
Zdaję sobie sprawę, że jest oparty na faktach, ale... - wrócili do stanu Wirginia tylko dlatego, że laska miała widzimisię co do odebrania porodu.
Wielka konspiracja z przesiadaniem się do innego auta, gdy przecież na rozprawie sądowej było jasno powiedziane, że nie mogą powracać do stanu, RAZEM w tym SAMYM czasie. Jeżeli tak ważnym było, aby poród odebrała teściowa, mogła przyjechać sama.

Poza tym, cała dramaturgia wokół opuszczenia stanu do mnie nie przemawia.
Młodzi ludzie, po ślubie, z dzieckiem w drodze opuszczają dom, po prostu.

Główni bohaterowie wymieniają se sobą bezokoliczniki zdań i wydaje się, że nawet płodzą bez emocji i uśmiechu. A to przecież pokazanie miłości powinno być podstawą scenariusza, bardziej, intymniej, zbliżyc nas do bohaterów.

Film rozkręca się po godzinie. Adwokat Cohen, wypadek syna, przeprowadza do domu tuż poza granicami stanu (mogli wpaść na to wcześniej),
fotograf, wywiady, wyścigi, prawnicy, rozprawy, znów prawnicy, Sąd Najwyższy i wyrok. Jest akcja, nie ma fajerwerków. Ale być może taki był zamysł reżysera.
Jednostajny, prostolinijny obraz naprawdę wspaniałej historii.

Aktorsko, na słowa uznania zasługuje Joel Edgerton, który
udowodnił swój kunszt aktorski. Ruth Negga ostatecznie sprawiła, że jej bohaterkę chciało się przytulić i pokrzepić. Oscarowa rola? Na pewno była lepsza niż Emma Stone i niestety, bo uwielbiam Portman, ale od jej roli Jackie także.

9
  • Osobiście uważam ten film za bardzo dobre kino. Patrząc na Oscarową stawkę, aż dziw bierze, że prawie go pominięto. Wiem, że co roku w "9ce" obowiązkowo muszą się znaleźć jakieś gnioty, ale ten rok jest jeszcze słabszy od poprzedniego. Wielka szkoda, że nie docenili go. Biorąc pod uwagę kobiecą rolę, Ruth Negga pokazała świetne, niewymuszone sztucznością aktorstwo. Co niestety jest moim podstawowym zarzutem wobec: Streep, Portman i Stone...

    Na koniec o fabule... Samo życie, można powiedzieć. Historia, która wydarzyła się naprawdę, a którą ogląda się jak świetnie skrojony film. I tylko wystarczy zadać sobie pytanie czy Ty, czy Ja też bym tak chciał? Czy umiał bym żyć będąc poza prawem, skazany za coś, co w swej istocie jest głęboko niesprawiedliwe. Nie umiem powiedzieć dlaczego nie poddali się tak jak piszesz (sam pewnie bym nie walczył). Ale umiem docenić ich wysiłek w walce o swoje dobro i prawa. I właśnie ich historia bardziej do mnie przemawia niż setki emocjonujących filmów.

    • Ruth Negga świetna, zgadzam się. Same nominacja słabsze z roku na rok, zgadzam się. Historia niesamowita, również się zgodziłam. Nie przemawia do mnie realizacja filmu. Denerwowały mnie dialogi, sceny, ujęcia... Może po prostu lubię inne kino.

      • Mnie właśnie w tym filmie zachwyciło to, co Ciebie raziło. Można na nim zasnąć ale też nieźle się wzruszyć. Podobało mi się, że mimo filmu sądowego scen sądowych było mało, skupiono się na emocjach i psychice bohaterów, z jednej strony wycofani i ugodowi ale z drugiej walczący. Oni praktycznie nic nie mówili a, jednak porozumiewali się między sobą. Wymowna jest jedna z ostatnich scen, gdzie główna bohaterka odbiera telefon i nie biegnie w ramiona męża, tylko wychodzi na werandę i patrzy jak on pracuje.

  • Zgadzam się z Tobą w większości zarzutów, ale mnie rola Neggi nie powaliła. Niestety. Owszem, lepsza od kiepskiej Emmy Stone, ale moim zdaniem daleko jej do roli Portman.

    Co do komentarza niżej, że to samo życie - ok,samo życie samym życiem, ale o to chodzi w sztuce, żeby przedstawić to w jakiś inny, nowatorski, interesujący sposób. Jest np.taki autobiograficzny cykl norweskiego pisarza (,,Moja walka"),który niczego w życiu nie osiągnął, nie przytrafiło mu się kompletnie nic szokującego/strasznego/dziwnego, a mimo to doskonale czytało mi się opisy gotowania ziemniaków czy mycia kafelków w łazience. Samo życie, ale jak opisane!

    Mnie Loving niestety znudziło, bohaterowie byli skonstruowani kompletnie bez osobowości. Mildred irytowała mnie tym swoim narzekactwem - ona chce urodzić w domu, to muszą jechać do Wirginii; ona chce wrócić, bo chce wychować dzieci na wsi. Pal licho, że w razie powrotu zaraz by trafili do paki. Mildred to nie obchodzi, nie myśli o tym, co by się stało z dzieckiem, a potem dziećmi. Dlaczego nie złożyli od razu apelacji?
    Na końcu wielki tryumf, ale kompletnie mnie to nie obeszło. W porównaniu do Ukrytych działań, gdzie też został poruszony temat dyskryminacji rasowej, Loving wypada blado. I nominację dla Ruth Neggi zamieniłabym na Taraji P. Henson.

  • "przeprowadza do domu tuż poza granicami stanu (mogli wpaść na to wcześniej)"

    Z tego, co zrozumiałam, przeprowadzili się poza granice hrabstwa, a nie stanu, więc nadal byli tam nielegalnie, tylko po prostu nie przypuszczali, żeby ktokolwiek ich tam znalazł, bo dom stał na uboczu. Wcześniej, jak widać, nie mieli takiej opcji.

  • Wypunktuję Ci Twoje wątpliwości:
    1. Masz wybór: poród odbiera matka, teściowa, siostra, ciocia, etc albo nie wiadomo kto i nie wiadomo gdzie. Wybór oczywisty.
    2. "Młodzi ludzie, po ślubie, z dzieckiem w drodze opuszczają dom, po prostu." A co, mieli dać się pozamykać czy rozwieść i rozejść?
    3. "A to przecież pokazanie miłości powinno być podstawą scenariusza, bardziej, intymniej,". Film bez scen intymnych filmem straconym? Zgroza.
    4. "..przeprowadza do domu tuż poza granicami stanu (mogli wpaść na to wcześniej),". Mieszkali w tym samym stanie, ale w innym hrabstwie.

    Od siebie tylko dodam, że aktorstwo pierwsza klasa. Ruth Negga wybitnie oscarowo, nie było lepszej roli kobiecej. U panów Joel Edgerton na równi z Andrew Garfieldem.

  • Mam podobne odczucia. Ciężko pojąć o co im chodzi, skoro bohaterowie wyglądają jakby się nie znosili. Uczucie widać na początku (przed ślubem) i pod sam koniec. Przez 1,5 h miałam wrażenie, że Mildred najchętniej cofnęłaby czas i w ogóle nie wiązała się z białym, chciała wrócić do rodziny na wieś, a na niego patrzyła wręcz z niechęcią (gdzie ta miłość?). Sądowa batalia ledwo zarysowana, początkujący prawnik nagle wygrywa sprawę.
    Berni intymność to nie tylko pokazanie "scen intymnych" to też pokazanie codzienności tak, żeby było widać, że tych dwoje się kocha, a nie wiecznie krzywe, smutne spojrzenia. Dla mnie to wyglądało jakby byli ze sobą, bo tak wyszło, zaszła w ciąże, czasu nie cofną.

    Ciekawy temat a film nudny i irytujący.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: