Młodość

Youth

2015 1 godz. 58 min.
7,4 75 248
ocen
7,4 10 75248
52 799
chce zobaczyć
7,3 19
ocen krytyków
{"rate":7.263158,"count":19}
{"type":"film","id":706142,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Youth-2015-706142/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Młodość
  • yesiu ocenił(a) ten film na: 8

    Uwaga, długi tekst!

    Nie wiem czy istnieje drugie takie odczucie – przyjemne, niemal euforyczne, dające dużą radość, a jednocześnie mające w sobie coś przerażającego. Ta specyficzna mieszanka zaskakuje zazwyczaj znienacka: podczas oglądania pierwszy raz niesamowitego filmu czy serialu, czytania książki z rozdziawioną gębą (od wcześniej nieznanego autora) albo po prostu podczas poznawania nowej przeintrygującej osoby. W sumie ten ostatni przypadek pasuje do miłości, ale nieważne. Odczucie o którym mówię, zmienia powyższe doświadczenia w coś wyjątkowego – to wrażenie, że autor w jakiś niewyjaśniony sposób dostał się do waszej głowy, obrabował ją ze wszystkich cech które sprawiają że wy to wy i zamknął to wszystko w swoim dziele. To rzadkie, ale się zdarza, a w moim przypadku złodziejem osobowości okazał się Paolo Sorrentino.

    Czyli w skrócie: gdybym chciał być reżyserem to bym robił takie filmy jak on. To tak samo jak Tolkien podcina skrzydła fanom fantasy, Lem miłośnikom sci-fi, a Colonel Sanders maniakom smażonego kurczaka – człowiek patrzy się na tych wszystkich geniuszy i uświadamia sobie, że choćby chciał to się nie wzbije na ten poziom. Najnowszy film Włocha to ta sama półka co „Wielkie Piękno” - nie zaliczyłbym go do swojej ścisłej czołówki filmowej, a jednocześnie ciężko znaleźć coś co mi bardziej imponuje. Taki paradoks.

    Jedną z najlepszych rekomendacji tego obrazu będzie chyba to, że po prostu trudno go opisać słowami. Co ciekawe nie dlatego, że jest bardzo głęboki, filozoficzny i metafizyczny (nie jest, a przynajmniej nie do końca). „Młodość” to niepowtarzalny do szpiku kości kawałek kina. Domyślam się, że w ostatnich latach słowo „niepowtarzalny” lekko straciło swoją moc, ale uwierzcie – w tym przypadku mamy do czynienia z czymś bardzo, bardzo wyjątkowym. Trudność w opisaniu tego filmu wynika głównie z tego, że nie powstało wcześniej nic na tyle podobnego, aby za pomocą słów przekazać estetykę tego filmu. Uroki kina autorskiego.

    Tak samo jak Haneke w filmie „Miłość” tak i Sorrentino daje nadzieję starszym aktorom, że w ich wieku można jeszcze zagrać coś pierwszoplanowego. Jednak odwrotnie niż u tego pierwszego nie uświadczymy tutaj surowej i bolesnej rzeczywistości, a bardziej coś w stylu lekko nostalgicznej opowieści o dojrzałości. Tę obserwujemy z perspektywy muzyka (Michael Caine) i reżysera (Harvey Keitel) – przyjaciół z długim stażem, korzystających z uroków szwajcarskiego krajobrazu.

    Nie wiem jak wy, ale ja widząc kolejny film z akcją w Nowym Jorku, Los Angeles czy „bezpłciowym i nienazwanym miasteczku” (ten koncept był świetny tylko w „Siedem”) nastawiam się nieco sceptycznie. W świecie filmu nawet najbardziej oczywiste rzeczy są dyskusyjne, tak więc gdyby na podstawie hitów kinowych mielibyście wyrobić sobie wyobrażenie świata, to doszlibyście do niechybnego wniosku, że cała ludzkość jest zgromadzona w trzech miejscach. Dlatego zawsze doceniam tych twórców, którzy pokazują coś innego, nowe miejsca w niebanalny sposób: Breaking Bad – Nowy Meksyk, Fargo – Minnesota, Narcos – Kolumbia a w Młodości jest Szwajcaria.

    Sorrentino od wielu lat wszystkie swoje filmy kręci z jednym operatorem – Lucą Bigazzim, który wielokrotnie udowadniał, że potrafi poprzez kamery patrzeć na świat zupełnie inaczej niż większość filmowego środowiska. Dać takiemu gościowi pod obiektyw nietypową lokację, to tak jak piromanowi laskę dynamitu i zapałki – eksplozja. Te wszystkie górskie kadry są naprawdę piękne i nie robią jedynie za pustą dekorację, jak to często w przypadku plenerów bywa. Tak samo jak w „Wielkim Pięknie”, również i tutaj duet Sorrentino-Bigazzi wraz z całą ekipą od scenografii i oświetlenia, wspięli się na wizualne wyżyny smaku, więc właściwie w każdej scenie można znaleźć nietypowy kadr czy ciekawy zabieg techniczny. Czy to głupie wejście do windy z okrągłym okienkiem, ciasny korytarz kojarzący się z ujęciami z „Nostalgii” Tarkowskiego albo leżąca na basenie Rachel Weisz – wszystko wygląda wyjątkowo i zjawiskowo. Na tyle, że po wyjściu z kina idąc po raz tysięczny tą samą ulicą, zacząłem patrzeć na wszystkie znajome elementy okiem Luci Bigazziego. Domyślam się, że to najlepsze co może usłyszeć operator filmowy o swojej pracy. A że samo w sobie brzmi to jak intelektualna masturbacja – nic na to nie poradzę. O tym filmie trudno z czystym sumieniem mówić, że jest piękny. Takie określenia sugerują, że trzeba o tym informować. Prawdziwe piękno po prostu jest i nie wymaga wyjaśnień.

    To wszystko byłoby niemożliwe bez świetnie dopasowanej muzyki. Nienachalnej, klimatycznej i stanowiącej doskonałe tło do tego co widzimy. Oprócz kilku momentów, które są odpowiednio akcentowane przez bardziej „rzucające się w uszy” utwory, ścieżka dźwiękowa razem z tymi wyśmienitymi kadrami płynie. To słowo najlepiej opisuje cały film – on po prostu leniwie dryfuje. Nie atakuje informacjami, nie atakuje akcją, nie atakuje widza w ogóle. Gdyby „Młodość” była jakąś postacią to bezsprzecznie byłaby to Monica Bellucci, w wersji z „Maleny”. Nic nie mówi, nie prowokuje – wystarczy tylko że jest. Świetny dobór żeńskiej młodszej części obsady w zasadzie tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że to porównanie jest bardzo adekwatne.

    Jedną z wielkich możliwości jakie daje świetna muzyka jest to, że widz natychmiast odczuwa jej brak. To daje duże możliwości jeśli chodzi o użycie ciszy. W jednej ze scen w dalszej części filmu postać aktora (Paul Dano) stara się jak najlepiej przygotować do swojej roli i cisza na ekranie tylko potęguje efekt. Na pewno tego nie przeoczycie. I to nie jest spoiler bo takich scen-perełek jest o wiele więcej.

    Właśnie te sceny to najmocniejszy punkt tego filmu. Wszyscy te same rzeczy potrafimy odbierać inaczej, a „Młodość” jest tak nakręcona, że temu wybitnie sprzyja. To co mi najbardziej zapadło w głowie to nie wątki głównych bohaterów, a mnóstwo losowych scen, które albo nic albo niewiele wnoszą do rozwoju fabuły. Brzmi jak złamanie tej znanej zasady dramaturgicznej, że „strzelba z pierwszego aktu, musi wystrzelić w ostatnim”. Tutaj mamy cały pokój wypełniony najprzeróżniejszymi strzelbami, z których praktycznie wszystkie mają tylko jeden cel – nacieszyć oko.

    Wspominałem o tym w tekście o „Mr. Robot” - idealne zazębianie się wszystkich wątków, gdzie każda postać po coś jest i każde wydarzenie ma znaczenie, mocno psuje odbiór całości. Wygląda to sztucznie i trudno jest zapomnieć, że to co oglądamy na ekranie jest fikcją. A chyba nie o to chodzi w kinie, prawda? W „Młodości” aż roi się od drobnych epizodów, które mają za zadanie budować klimat filmu (tańcząca masażystka) czy nakreślić atmosferę ośrodka w którym wypoczywają główni bohaterowie (pewnie ze 3/4 całości). Nie popychają do przodu akcji, w najlepszym przypadku możemy tylko wyłuskać coś na temat kluczowych postaci, patrząc po ich reakcjach. A i to raczej subtelnie niż dosłownie.

    Być może to dlatego tak łaskawie patrzę na najnowsze dzieło Sorrentino. Niektórzy punktują, że jest mało odkrywczy, wątki zamykane są na kolanie i ogólnie biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie treść nie wnosi nic nowego. W pewnym stopniu jestem w stanie się z tym zgodzić. W „Młodości” niewiele jest rozważań filozoficznych, ale mimo wszystko te które są (chociaż do filozoficznych im raczej daleko) nie ocierają się moim zdaniem o chamską sztampę. Wszystko jest bardziej prozaiczne i proste niż prostackie z udawaną głębią. Od strony technicznej bohaterowie nakreśleni są całkiem poprawnie. Nie usłyszymy od nich multum głębszych myśli, ale też nie są płascy i przezroczyści jak szyba. Są naturalni. Nie ma tu doniosłych rozważań na temat starości, a humor (bardziej śladowy niż wszechobecny) mimo że może momentami niezbyt ambitny, to lekki i nadal potrafi wywołać uśmiech na twarzy. Jak dla mnie to wszystko doskonale wpisuje się w konwencję jaką przyjął Włoch – wszystko u swoich podstaw jest nieskomplikowane i chociaż to brzmi jak truizm z blogowych wynurzeń gimnazjalistek, to coś w tym jest. Całość ma mniej więcej taką wymowę i dla mnie trzyma się to kupy. Twórca komiksu SMBC ładnie to ujął w jednym z pasków: http://smbc-comics.com/comics/20111028.gif

    Wadą wielu filmów aspirujących do głębokich i intelektualnych jest paradoksalnie niezamierzona powierzchowność. Schematy dramaturgiczne nie mające ciekawej otoczki (ładne ujęcia, muzyka itd.) sprawiają, że automatycznie widzimy każdą postać, każde wydarzenie na wylot. Nie ma miejsca na domysł, bo z automatu wszystko jest dla widza oczywiste. Prostotę fabuły i postaci można właśnie zamaskować otoczką i niekoniecznie musi być to odpowiednik nakładania szpachli na twarz przez mniej urodziwe kobiety. Ta „otoczka” może być wartością samą w sobie, dzięki której te mniej odkrywcze rzeczy jako widzowie łykamy bez zastrzeżeń. Jak dla mnie to wielka sztuka wybrać odpowiednią konwencję do przekazywanej treści i zbudować odpowiedni klimat. Każdy scenariusz podany w nieodpowiedniej formie potrafi być denny. To co w łatwo przyswajalnych komedyjkach jest świetne, w dramacie będzie razić w oczy. I na odwrót. Jestem pewien, że dzieła mistrzów kina takich jak Bergman, można bez zmiany ani jednego słowa podać w taki sposób, że będzie wiało płycizną intelektualną. Zaletą opowiadania historii za pomocą obrazu i dźwięku jest to, że można podać w dobry sposób niemal wszystko. To tylko kwestia podjęcia dobrych wyborów. „Młodość”, jak już wyżej wspominałem, po prostu płynie. Magia wylewająca się z ekranu doskonale niesie ze sobą momentami niedoskonałą treść. Ktoś może powiedzieć, że to oszukiwanie widza – ja widzę jedynie kunszt reżysera, bo takie coś wymaga dużej wrażliwości i ogromnych umiejętności.

    Jasne, nie każdemu musi to pasować, bo wszyscy inaczej odczuwamy. „Młodość” genialnym obrazem nie jest, ale są momenty, w których o ten geniusz się ociera. Pewnie wielu ludzi bezgranicznie się tym filmem zachwyci, a to chyba dla Sorrentino bardzo komfortowa sytuacja – blisko czegoś wielkiego, ale jednak ze sporym zapasem. Najgorsze dla filmowca jest zbyt wczesne osiągnięcie swoich wyżyn i dotarcie do kresu swoich możliwości, co spotkało chociażby Coppolę, którego „Czas Apokalipsy” był ostatecznym i szczytowym dziełem. Kto choć trochę czytał o kulisach produkcji, może z łatwością się wczuć w sytuację reżysera „Ojca Chrzestnego”, który po nakręceniu „Czasu” był krańcowo wyczerpany. Piękna sytuacja, ale tylko u schyłku kariery.

    To co jest najprzyjemniejsze to ta ciągła pogoń „za króliczkiem” - zbyt wczesne złapanie go poprzez swoje „magnum opus” jest wyniszczające. Sorrentino ma ten komfort, że nadal może bez problemu szukać ostatecznego wielkiego piękna. „Młodość” jest znakomitym kawałkiem sztuki filmowej, ale na pewno nie daje reżyserowi całkowitego spełnienia. Można dalej śmiało biec, a świadomość, że owe spełnienie jest w zasięgu ręki to wielka motywacja. Jeśli chcecie, żeby obraz odebrał wam dech w piersiach, to powinniście pójść do kina i zobaczyć jak z przemijaniem radzi sobie Sorrentino. Jeżeli natomiast macie ochotę na niezobowiązującą lekką, ale nieogłupiającą komedię to... na „Młodość” też powinniście się wybrać. Oczywiście nie jest to film dla wszystkich, co nie zmienia faktu, że ma dużo do zaoferowania osobom o różnych oczekiwaniach. I choć włoski reżyser być może nie zapisze się w historii jako Dante Alighieri kinematografii, to jakiś mały sukces osiągnął. Bo po jego filmach przynajmniej jedna osoba zadaje sobie pytanie z piosenki Pixies: Where is my mind?

  • wincior ocenił(a) ten film na: 9

    yesiu tak

  • bananahamak ocenił(a) ten film na: 9

    wincior nie

  • Gregory_deVar ocenił(a) ten film na: 8

    yesiu Dobry tekst. Dużo celnych spostrzeżeń :)
    Gratulacje

  • yesiu Tak. Lepiej bym tego nie ujęła.

  • Arno ocenił(a) ten film na: 8

    yesiu Ciężko cokolwiek dodać do Twojej wypowiedzi, bo prawisz pięknie i logicznie (a nie jak 3/4 plujące jadem)...Czapki z głów, gratuluję spostrzeżeń i wrażliwości także. :) Twój rozbudowany komentarz tylko utwierdził mnie w mojej ocenie filmu.

  • yesiu ocenił(a) ten film na: 8

    yesiu Gregory_deVar, danka_dwa, Arno - 3x dzięki!

  • malasue ocenił(a) ten film na: 9

    yesiu właśnie wróciłam z kina po obejrzeniu tego ARCYDZIEŁA. Dawno nie uczestniczyłam w takiej uczcie intelektualnej i popieram w/w tekst. Lepiej bym tego nie napisała. Polecam ten film ale nie dla wszystkich. Tylko dla wrażliwych estetyków!

  • Ya_neck ocenił(a) ten film na: 5

    malasue Pewnie byłaś trzy razy w podstawówce w teatrze i cztery razy w kinie, może jeszcze z raz w muzeum albo galerii, być może przeczytałaś nawet wywiad z jakimś przypadkowym marszandem i teraz uważasz się za "wrażliwego estetę". Oczywiście ktoś, kto ocenia ten słaby, przeintelektualizowany i kabotyński film kiepsko, takowym estetą według Ciebie nie jest. Jednego jestem pewien - Twoim ulubionym autorem jest Paolo Coelho, ale pewnie czytasz go tylko w nocy pod kołdrą, żeby nikt nie widział - bo wstydzisz się tego tak przed sobą, jak i swoimi koleżankami.

  • malasue ocenił(a) ten film na: 9

    Ya_neck Niestety musze cie rozczarowac. Nic co piszesz sie nie zgadza. A ty prawdopodobnie jestes fanem gier komputerowych i tam pozostan. Pozdrawiam

  • Ya_neck ocenił(a) ten film na: 5

    malasue Nie, absolutnie nie jestem fanem gier komputerowych, ale zwyczajnie bawią mnie ludzie ze wsi, którzy dowartościowują się poprzez podniecanie się słabymi filmami, dodatkowo nazywając się publicznie "wrażliwymi estetami". Doprawdy, to skrajnie żałosne.
    Również pozdrawiam.

  • malasue ocenił(a) ten film na: 9

    Ya_neck I znowu pudlo! Do wrazliwych estetow niestety nie nalezysz. A kazdy moze tu wyraziz swoja opinie i nalezy to uszanowac. Pozdrawiam

  • Ya_neck ocenił(a) ten film na: 5

    malasue Nie należę do wrażliwych estetów, bo oceniłem ten żałosny film na 5? To Ty nie należysz do wrażliwych estetów, bo oceniłaś go na 9. Ale masz rację, każdy ma prawo do swojego zdania i do kiepskiego gustu.
    Również pozdrawiam.

  • malasue A ty pewnie jesteś fanem muzyki, mentalny dnie.

  • Wegnostic ocenił(a) ten film na: 8

    yesiu Jeśli dla operatora filmowego zaszczytem jest gdy ludzie patrzą na świat jego kadrami, to mam nadzieję, że dla Ciebie będzie jeśli w swojej ocenie o tym filmie, posłużę się po prostu odniesieniem do Twojej recenzji.

  • yesiu ocenił(a) ten film na: 8

    Wegnostic Dzięki!

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    yesiu Doceniam wysiłek. Przepadam za Twoją „bezspoilerową” recenzją, aczkolwiek, niestety, nie za samym filmem, więc się z „peanami” nie zgadzam. Mnie to trawestowanie wielkich filmów i przenoszenie tła żywcem ze stronic literackich gigantów („Czarodziejska góra” w „Młodości”), nie przeszkadzało w poprzednich filmach Sorrentino, a w tym uwiera jak przyciasna guma w, hm, majtkach ;) Nie wiem czy to kwestia przesycenia kadrów, miejsca akcji (czuję, że miejski blichtr służy Sorrentino; natura to duże wyzwanie), czy raczej świadomość spłycania i przerabiania starych dzieł na szybkie i, niestety, niestrawne wydmuszki (choć atrakcyjne, nie da się zaprzeczyć). Momentami czułam się jak na seansie filmu dla nastolatków. Czy to świadczy o bezpretensjonalności twórcy? Według mnie nie - bardziej o nadmiernej naiwności. Czuję ogromny niedosyt, bo wg mnie film niestety płynie tylko wizualnie; treść brodzi, gdzieś tam, w jakichś strumykach, niezbyt wartkich dodatkowo;)

    Ale pióro i wiedzę doceniam, chapeau bas! ;)

  • yesiu ocenił(a) ten film na: 8

    Cóż, pozostaje mi podziękować i mieć nadzieję, że kiedyś na filmwebie spotkamy się pod filmem, gdzie nasze opinie będą zbliżone, chociaż po zmianie systemu komentarzy trudno mi wyjść na powierzchnię ze swoimi recenzyjkami. Być może i jest coś naiwnego w "Młodości", podejrzewam, że masz rację. Zabrzmi to zbyt patetycznie, ale wydaje mi się, że strasznie dobrze "czuję" te jego filmy, a po obejrzeniu/przeczytaniu wielu wywiadów z nim widzę sporo wspólnych cech. Wiem, że to brzmi jak wynurzenia beznadziejnego fana, ale nic na to nie poradzę :D. Mogę się mylić, ale odnoszę wrażenie, że Sorrentino to taki niedorobiony filozof-erudyta. Mam to samo, więc wiem z czym to się je. Próbuje poruszać głębsze tematy, ale w bardziej strawny sposób niż wielcy mistrzowie. Jednocześnie, żeby się wyróżnić przemyca w filmach osobiste nuty jak np. piłkarz w "Młodości" (Sorrentino jest wielkim fanem piłki). Zresztą w debiucie "O jednego więcej", jednym z głównych bohaterów był piłkarz. Nie powiem ci dokładnie co z tym filmem było nie tak, ale doskonale czuję to co chciał w nim zawrzeć i czuję że to nie wyszło. Z wiekiem widać nabrał doświadczenia i te swoje przemyślenia nauczył się ładnie opakować, żeby nie trącały słabszymi nutami. "Wielkim Pięknem" i "Młodością" jak dla mnie trafił, ale fakt faktem, że wraz przebija ten "niedorobiony filozof-erudyta". Mi to akurat nie przeszkadza ;). Najtrudniej jest być sobą i mam nadzieję, że w przyszłości Sorrentino pokaże coś totalnie świeżego i swojego jak w "Skutkach Miłości".

    No ale taka czy inna opinia to już ogólnie jest kwestia odczuwania sztuki filmowej. Ja stety/niestety nie jestem typem, który w czasie seansu oddziela pojedyncze elementy składające się na cały film, chyba że któryś z nich kompletnie szwankuje (np. dialogi, jakaś wyjątkowa głupota fabularna - bardzo rzadko mnie rażą takie rzeczy, nie jestem wyczulony i jakiś bardzo krytyczny, choć to oczywiście zależy od konkretnego przypadku. Czasem byle pierdoła mi przeszkadza). Bardziej "chłonę" całość, dlatego "Młodość" tak mnie "strzeliła" mimo że nie jest nawet najlepszym włoskim filmem jaki widziałem. Zresztą z tym chłonięciem też jest różnie, zależy na co się trafi, więc w sumie ten wywód i tak do niczego nie zmierza :D. Chciałem tylko powiedzieć, że totalnie rozumiem twój punkt widzenia, a różnica w opinii bierze się z innego odczuwania. Natomiast za miłe słowa odnośnie pióra dziękuję. Z tą wiedzą to mimo wszystko tak bym się nie zapędzał - kwestia odpowiedniego maskowania pewnych braków ;).

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    yesiu Z tą wiedzą to chyba się zagalopowałam pod wpływem zauroczenia „cioranowskim” awatarem ;) Po prostu lubię naturalne, niewysilone recenzje (choć te cięte i czepialskie też lubię). Tak, też sądzę, że Sorrentino to taki „wannabe” filozof-Fellini bis. Mnie nie przekonuje ani treść, którą prezentuje (dla mnie miałka w tym filmie), ani tak do końca forma. Nie każdy chłop z widłami to Posejdon, jak i nie każdy reżyser, grający Fellinim, to Fellini, czy też choćby i jego następca. No ale nie interesuje mnie „prozelityzm” antysorrentinowski, bo rozumiem, że estetom może się spodobać. Pozdrawiam ;)

  • porcbar ocenił(a) ten film na: 10

    yesiu Świetna recenzja! :)

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 10

    porcbar Za krótki... Pomyłka ;)

  • Szpila_1308 ocenił(a) ten film na: 9

    yesiu Nie ważne, że długo - ważne, że rzeczowo. Czytałem z przyjemnością. Dodałbym jeszcze, że całe piękno filmu zwieńczone zostało cudownym wykonaniem symfonii Davida Langa przez Sumi Jo z towarzyszeniem Londyńskiej Koncertowej Orkiestry BBC. Jestem, jednak, skłonny uznać ten film za rewelacyjny uważając, iż określenie bardzo dobry jest o oczko za niskie co nie znaczy, że Ty w swoim odczuciu nie masz racji - 9/10 !!!

  • anja_marina ocenił(a) ten film na: 10

    yesiu bardzo pięknie piszesz :)

  • yesiu ocenił(a) ten film na: 8

    anja_marina Dzięki! :D