W wielu miejscach przypominał mi Interstellar. Tyle, że tu TARS ma na imię Ferdynand. Takich "podobieństw" jest jeszcze kilka. Na przykład NASA składa się z trzech osób. No cóż...
Najbardziej w filmie podobały mi się sceny z inkubatorem, w którym bohater badał próbki w sterylnych warunkach, ale od czas do czasu otwierał boczną klapę i wyciągał je gołą ręką, oglądał, a potem wkładał do inkubatora z powrotem..
No nie do końca się zgodzę. Akutalnie technika posunęła się tak bardzo, że każdy film Sci Fi, będzie posiadała TARSa lub Ferdynanda. Piszę albo, bo jeden miał być fizycznym pomocnikiem, natomiast drugi tylko wirtualnym "asystentem". Moim zdaniem nie można tego traktować jako podobieństwo.
Druga sprawa to że Nasa składa się z 3 osób. A wiesz z ilu składa się administracja? Z 6(obecnie nawet 5). Z czego tak naprawde tylko 4 są decyzyjne. Nie może więc dziwić, że wszystkie filmi pokazują uproszczoną strukture.
Dla mnie jedyne podobieństwo to zewnętrzny wygląd statku, ewentualnie nawiązanie do obcej cywilizacji, ale nie oszukujmy sie, teraz wszystkie filmy są w ten sposób tworzone, bo Intelstellar podniósł poprzeczke i pokazał jaką drogą powinni kierować się producenci.
A co do inkubatora... Akurat ja to odebrałem w ten sposób, że to była jego wewnętrzna walka. Chciał "tylko" badać próbki, a potem chciał być w ich bezpośredniej obecności. Nie mógł pogodzić się z tym, że on będzie je tylko badał przez inkubator...
Osobiście odnosze wrażenie, że ludzie tutaj oczekiwali Interstellara 2 i są zawiedzeni... A prawda jest taka, że nie można w ten sposób oceniać filmu z 10000x mniejszym budżetem.