Kokuriko-zaka Kara

1 godz. 31 min.
7,4 8 517
ocen
7,4 10 8517
4 534
chce zobaczyć
{"rate":8.0,"count":1}
{"type":"film","id":607794,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Kokuriko-zaka+Kara-2011-607794/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Makowe wzgórze
  • Accattone ocenił(a) ten film na: 8

    Nie jest to pierwsza produkcja Ghibli osadzona w rzeczywistych realiach - Japonia, lata 60-te, w tle igrzyska olimpijskie w Tokio, te które tak wspaniale zaadoptował dla kinematografii światowej Kon Ichikawa). Tak jak chociażby w "Grobowcu świetlików" czy "Powrocie do marzeń", nie ma tu wątków fantastycznych, chociaż da się odczuć charakterystyczny, nieco baśniowy klimat (np. gmach szkolny z tymi klubami zainteresowań na każdym piętrze przypomina nieco jakąś mityczną figurę). Technika! Pan Miyazaki jr od czasów "Opowieści z Ziemiomorza" bardzo poprawił kreskę - jest tu ona wyrazista, dopracowana. Poza tym wszystko jest barwne, w niemal każdym kadrze znajdziemy pełną paletę kolorów. Przypomina to oczywiście najlepsze produkcje w dziejach studia, którym wizualnie i technicznie "Makowe wzgórza" dorównują, mimo braku tego epickiego rozmachu. Historia jest tu prosta, nieco przewidywalna, bez fajerwerków, choć nie bez ciągot melodramatycznych. Mam wrażenie, że fabuła jest tu sprawą drugorzędną w stosunku do obrazu, choć duży plus należy się za próbę zasygnalizowania w niej wątków ze społecznej historii powojennej Japonii. Nie jest to w pełnym znaczeniu panorama, nie jest to przekrój społeczny ani dramat psychologiczny, jest to po prostu opowieść zamykająca się w 90-minutach. Nieźle to wyszło w tym przypadku, dobrze że nikt nie zechciał tego na siłę zrobić dziełem monumentalnym.

  • Accattone ocenił(a) ten film na: 8

    Accattone Głównym minusem filmu są słabo zarysowane i niewyraziste postacie. Nie chodzi nawet o to, że wszystkie jednakowo poczciwe, bo to byłoby nawet ciekawym, nadającym ciepła zabiegiem (nie ma ani jednego czarnego, ani nawet lekko ciemnego charakteru), ale brakuje w nich zupełnie "krwi i kości". Jedyną wartą uwagi postacią jest ten, drugoplanowo pojawiający się dyrektor jakiejś tam instytucji, zupełnie niekojarzący się ze stereotypem japońskiego wyższego urzędnika, raczej w typie amerykańskiego dobrego wujka. No, ale Japonia się bardzo amerykanizowała w tamtych czasach, więc to może i uzasadnione. :)