2 godz. 29 min.
5,4 3 906
ocen
5,4 10 3906
6 545
chce zobaczyć
6,2 6
ocen krytyków
{"rate":6.1666665,"count":6}
{"type":"film","id":262162,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Margaret-2011-262162/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Margaret
  • rododendron_91 ocenił(a) ten film na: 6

    Obejrzałam wczoraj, a w zasadzie dzisiaj nad ranem. Moje pierwsze odczucia były negatywne, nie uchwyciłam przesłania czy też większego sensu tych rozrzuconych i chaotycznie posklejanych scen. Minęło kilka godzin i przetrawiłam temat.
    Moja ocena to nieco naciągane 6. Film traktuje o nastolatce, która bardzo wcześnie doświadcza okrucieństwa świata i tego jak ludzie na milion różnych sposobów czynią go skomplikowanym i złym. Myślę, że tytuł idealnie oddaje to, co chciał ukazać reżyser a więc dojrzewanie. Dramat głównej bohaterki rozpoczyna się w chwili tragicznego wypadku, który uruchamia lawinę trudnych i ważnych dla niej zdarzeń. W filmach tego pokroju oprócz wybuchowej mieszanki emocji należałoby się spodziewać dominacji skruchy, żalu, ogromnego poczucia winy oraz wyrzutów sumienia. Ja tego nie dostrzegłam, było to dla mnie zaskoczeniem. Deklarowane poczucie winy Lisy, wobec tego co zaszło, sprowadza się do chęci ukarania i wyrzucenia z pracy kierowcy autobusu. Jak już wcześniej zauważyliście to on ponosi odpowiedzialność za wypadek. Zgodzę się z tym pod warunkiem, że poruszamy się tu w obszarach prawnych. Ale przecież film bazuje na emocjach i moralnych odczuciach, w związku z tym winę za wypadek przypisałabym raczej Lisie (przynajmniej tak podpowiada mi moje empatyczne podejście). Co z tym fantem robi Lisa? Szuka winnych, oddalając od siebie odpowiedzialność, za wszelką cenę stara się zrzucić ciężar winy na kierowcę, powstaje pytanie dlaczego? Być może dla zagłuszenia wyrzutów sumienia. Moim zdaniem prawdziwy problem głównej bohaterki polega na tym, że w bardzo trudnym wieku doznaje tego, co najbardziej boli - samotności. Ojciec rozmawiam z nią tylko przez telefon, młodszy braciszek ma swój świat, matka artystka nie poświęca jej zbyt wiele czasu, przyjaciel okazuje się jej adoratorem a przyjaciółkę Lisa sama odrzuca mówiąc, żeby dała jej chwilę wytchnienia. Co w takiej sytuacji robi młody człowiek? Dojrzewa. A dojrzewanie boli, jest niczym innym jak dokonywaniem trudnych wyborów, podejmowaniem błędnych decyzji oraz próbą radzenia sobie z ich konsekwencjami. Te na pozór porozrzucane wątki łączą się w jedną całość. Tragiczny wypadek pozwala Lisie stworzyć historię, która znacznie różni się od jej dotychczasowego życia. To ona gra pierwsze skrzypce, ona jet w centrum wydarzeń, to ona jest tą dobrą, która za wszelką cenę szuka sprawiedliwości. Odrzuca przy tym najbliższe osoby, tworzy inną rzeczywistość, która pozwala jej poczuć się dobrze z samą sobą. Daje upust swoim emocjom uprawiając seks z nauczycielem i znajomym, wszczynając kłótnie z matką (które nie są niczym innym jak rozpaczliwą próbą zwrócenia na siebie uwagi i błaganiem o to, by z nią być i okazać jej wsparcie), szukając w obcych ludziach sprzymierzeńców (mowa o Emily) oraz atakując swoich znajomych i nauczycieli w trakcie zajęć. Myślę, że te wszystkie sytuacje, które wydają się chaotyczne, mają swój głęboki sens. Tak właśnie myśli, zachowuje się i odczuwa dojrzewający człowiek, który w walce z niesprawiedliwością i niedorzecznością świata za oręż ma tylko swoją moralność i (nikłą w wieku lat 16) wiarę w wartości. Zatem wszystko, co robi Lisa jest na poziome jej świadomości walką o spokojne sumienie i sprawiedliwość. Myślę, że podświadomie jednak próbuje walczyć przede wszystkim o siebie. O miłość bliskich, o ich uwagę i wsparcie, o swoją osobowość, miejsce w świecie i wiarę, że jest on logicznie uporządkowany, zrozumiały i bezpieczny (taki, jaki był przed wypadkiem). Są tu 3 kluczowe sceny, pierwsza (genialna) kiedy Emily uświadamia głównej bohaterce jak niewiele jest w tej sprawie do zrobienia i jak daremne oraz męczące emocjonalnie jest jej zaangażowanie w (nie swoją) tragedię, kolejna to rozmowa telefoniczna Emily, Lisy i krewnej ofiary. Tutaj tak naprawdę Lisa wykrzykuje ( i uświadamia sobie?) o co tak zaciekle walczy: o uznanie jej i kierowcy za winnych, o to "aby ktoś to powiedział"... to pozwoliłoby się jej pozbierać, jak człowiekowi któremu daje się komfort popełniania błędów a następnie, mimo wszystko jest się przy nim i trzymając za go za dłoń pozwala mu się uwolnić się od brzemienia, które w sobie nosi. Nie oceniając go, po prostu przy nim będąc. Tego Lisa niestety nie doświadczyła, stąd jej irracjonalne zachowania. Nazwanie rzeczy po imieniu jest pierwszym krokiem do ich zaakceptowania, zintegrowania w swojej osobowości, wyznacza linię startu w dążeniu do wybaczenia sobie samemu. Trzecia cudowna scena to swoiste katharsis młodej dziewczyny. Kiedy dociera do niej, że nic już nie może zrobić w związku z tragiczną śmiercią która stała się jej udziałem, zwraca się do najbliższej osoby - swojej matki. To moim zdaniem najlepsze, z wielu możliwych, zakończenie tej historii. W psychologii mówi się o dezintegracji pozytywnej, co można sprowadzić do twierdzenia iż KAŻDY kryzys ma charakter rozwojowy. Człowiek, który dojrzewa na skutek tak traumatycznego wydarzenia musi sięgnąć dna, by wypłynąć na powierzchnie i zobaczyć to, czego do tej pory nie zauważał.

    Świat nie jest czaro-biały, nie sposób określić czyje zachowanie było dobre a czyje złe. Myślę, że kwestie ocen możemy tu pominąć, najważniejszy sens i lekcja, którą dał mi ten film to sztuka empatii, zrozumienia i głębokie przekonanie o najważniejszej roli bliskich relacji, które są dla zagubionych nastolatków jak balsam na ich poranione dusze.
    Pozdrawiam i dziękuję, że poświęciłeś czas, by to przeczytać.

  • rododendron_91 Suuper tekst. Zgadzam się i podpisuję wszystkimi klawiszami:)

  • rododendron_91 genialne podsumowanie

  • ola_grodzka1997 ocenił(a) ten film na: 8

    rododendron_91 Zgadzam się