Miętowy cukierek

Bakha satang

1999 2 godz. 10 min.
7,6 892
oceny
7,6 10 1 892
1 900
chce zobaczyć
{"rate":7.5,"count":2}
powrót do forum filmu Miętowy cukierek
  • caterpillar ocenił(a) ten film na: 10

    Najpierw może dwa słowa o Lee Chan-dongu. W Korei uchodzi za jednego z najważniejszych współczesnych reżyserów, i jest jednym z nielicznych, którego filmy w czasach przed Park Chan-wookiem i późniejszym Kim Ki-dukiem dostrzeżone i docenione zostały na świecie (m.in. nagrody w Wenecji dla 'Oasis', w Karlovych Varach dla 'Miętowego cukierka'). Obecnie realizuje swój czwarty pełnometrażowy film, pierwszy od pięciu lat. W międzyczasie znany był przede wszystkim jako minister kultury w swoim kraju; nim zajął się kinem, o czym warto może w tym miejscu nadmienić, był cenionym pisarzem.
    Pierwszym filmem Chang-donga jaki obejrzałem był jego ostatni jak na razie 'Oasis', film, którego nie waham się nazwać wybitnym, taki wiec po obejrzeniu którego trudno było wierzyć, aby jego twórca mógł zrealizować kiedyś coś równie wyjątkowego. Powstały dwa lata wcześniej 'Miętowy cukierek' przekonuje, że jednak mógł.

    Historia śmierci i dwudziestu lat z życia Yongho, w tej właśnie kolejności , bo opowiedziana wstecz, od roku 1999 do 1979. Od samobójstwa czterdziestoletniego blisko bohatera do pewnego letniego pikniku w tym samym miejscu i - w pewnej mierze - w towarzystwie tych samych osób, w którym jego historia zakończy się/rozpocznie.
    Całość składa się z siedmiu części, oddzielonych od siebie krótkimi sekwencjami przedstawiającymi widok z pociągu 'jadącego' do tyłu, tego samego, pod którym w pierwszych kilkunastu minutach filmu zginie bohater... Motyw pociągów, torów powracać będzie częściej, w każdej z kolejnych odsłon, czasem jako nieznacznie zaznaczone tło, czasem jako sceneria tych przełomowych wydarzeń z życia Yongho, stając się tym samym zarówno 'zapowiedzią' tego, co na końcu, ale też przypomnieniem, skrywaną w sobie traumą, o której bezskutecznie będzie próbował zapomnieć, a z którą do końca pozostanie samotny, samotnością odkrywaną stopniowo dopiero przed widzem filmu.
    I tu pierwsza rzecz, która mnie w 'Miętowym cukierku' zachwyciła. Jest w tej historii czyjegoś osobnego, jednostkowego życia - historii, która w najmniejszym stopniu nie sili się na jakieś ogólnoludzkie metafory człowieczego losu - coś bardzo uniwersalnego. Znajomego. Wyrażone gdzieś na marginesie przeświadczenie, że wszyscy jesteśmy do siebie podobni. Niezależnie od barier, różnic kulturowych czy mentalnych, kształtowani przez te same pojęcia, odczuwając te same emocje - czując wstyd jako wstyd, miłość jako miłość... - podlegamy tej samej przypadkowości. Losy układają się we wzory tragiczne, dramatyczne, szczęśliwe i mieszane, ale w jakimś sensie życie pieprzy się (bądź nie) zawsze w ten sam sposób, te same błędy, winy, niesprawiedliwość i kaprysy chwil... Te podobieństwa to oczywiście żadne odkrycie, ale nie o odkrywczość chodzi w tym miejscu, ale o sztukę, która sprawia, że oglądając film, z którego bohaterem mam niby tak niewiele wspólnego, czuję jednocześnie, że mam z nim wspólnego tak wiele...

    Rytm 'Miętowego cukierka' wyznaczają kolejne powroty. Te mniejsze i większe. Powrót do poszczególnych etapów życia jest też spojrzeniem na dwadzieścia lat z historii Korei Płd., spojrzeniem bardzo krytycznym (w pewnych momentach, zwłaszcza tych portretujących pracę tamtejszej policji w latach osiemdziesiątych, nie sposób uniknąć skojarzeń z innym znakomitym koreańskim filmem, też w dużej mierze rozliczeniowym - 'Memories of Murder'), bo to ta zła historia z jej często niedostrzeganym destrukcyjnym wpływem na pojedynczego człowieka, z którego zależnie od swoich kaprysów, czasem uczyni (współ-uczyni?) ofiarę, następnie kata, następnie - nazywając rzecz po imieniu - skurwysyna. To również powroty tych samych miejsc, ludzi. Nawet więcej. Wspomniałem wyżej, że jest Lee Chang-dong również pisarzem, istotne to może o tyle, że 'Miętowy cukierek' ma w sobie coś z powieści, nie tylko w obecności kolejnych, tytułowanych rozdziałów, również w (w moim odczuciu bardzo literackiej) precyzji szczegółów, w dbałości jaką przykłada się tu do elementów wydawałoby się mało ważnych. Słowa, gesty, drobiazgi... Oglądając ten film po raz trzeci wciąż znajduję odbicia, których nie dostrzegłem wcześniej. Teksty piosenek, momenty, gdy bohater utyka na jedna nogę, motyw psa, kwiatów, czytanie gazety przy stole, nauka jazdy, sceny gdy naga żona bohatera wychodzi z łazienki... Wszystko w przyszłości jest cytatem z przeszłości, zaskakującym, często bolesnym, czasem zabawnym. Ale zawsze wiarygodnym. Jest tu brawurowo pokazana zmiana, jako konsekwencja kolejnych wyborów, innego czasu, klimatu, ale jest też w tym wypracowanym przez Lee chang-donga 'porządku' coś niepokojącego, jakieś fatum, jakby w jednej przypadkowej chwili, bez własnej woli, dokonywało się już na zawsze nieodwracalnego wyboru reszty swojego życia; drogi w dół, z której nie sposób zawrócić.

    I jeszcze kwestia życia udanego, którego nie było, a które siłą rzeczy obecne jest w filmie opowiadającym o życiu spieprzonym.
    Sunim, pierwsza miłość bohatera pojawi się już w początku filmu, widz dowie się, że śmiertelnie chora poprosiła swojego męża o odnalezienie Yongho, dojdzie jeszcze do ich ostatniego spotkania, ale stan Sunim będzie już krytyczny... Tanie zagrania? Melodramatyczne chwyty pod publikę z miłością całego życia? Nic z tych rzeczy. Kiedy myślę o tej scenie 'Miętowego cukierka' przypomina mi się 'Magnolia' Paula Thomasa Andersona, gdzie podobna sytuacja stanowiła jeden z głównych wątków filmu; któryś z bohaterów mówił tam w pewnym momencie: 'To dlatego w filmach zdarzają się takie sytuacje, ponieważ zdarzają się też w życiu', ta myśl powróciła później w krótkim, genialnym zdaniu: 'Wszystkie te brednie to prawda'. I tę właśnie prawdę znajduję w filmie Chang-donga, wyrażoną w sposób podobnie szczery i uczciwy.
    W miarę zbliżania się do początku dorosłego życia Yongho wspomnienie Sunim staje się żywsze, coraz bardziej widoczne, ale tak naprawdę jest w nim cały czas, pięć, osiem, piętnaście i dwadzieścia lat później, jest w szczególe, w piosence, w wyrazie twarzy, w tytułowym 'miętowym cukierku'. Przeszłość jest teraźniejszością. To, co kilkakrotnie nazywa się tu 'pierwszą miłością' okaże się ostatecznie czymś znacznie większym, dla Yongho, dla Sunim, dla mnie siedzącego przed ekranem... Może więc na koniec jeszcze jeden cytat, tym razem z powieści Andrew Seean Greera 'Wyznania Maksa Tivolego' - 'Każdy z nas jest miłością czyjegoś życia'. Tanie chwyty, melodramatyczne zagrania? Nie tym razem - Wszystkie te brednie to prawda.
    Rewelacyjny film.

  • eon_blue ocenił(a) ten film na: 9

    caterpillar Gdybym nie przeczytał tego już po napisaniu swojej opinii, pewnie ograniczyłbym się do zamieszczenia odnośnika do Twojej. Piękny tekst. Dzięki.

  • caterpillar ocenił(a) ten film na: 10

    eon_blue Miło mi. :)

  • caterpillar Chciałbym tylko w tym miejscu pozdrowić dwóch prawdziwych,filmowych kozaków dzięki którym odkryłem i ciągle odkrywam masę doskonałych filmów.
    Nie znam lepszego sposobu w sieci na poznawanie wartościowego kina, jak tylko śledzić wasze tropy na FW
    dzięki panowie

  • leniuch_efk ocenił(a) ten film na: 8

    caterpillar Pięknie wyrażone słowami, to co przemknęło przez mój umysł w ciągu filmu. Nic dodać nic ująć

  • venom_xd ocenił(a) ten film na: 7

    caterpillar rewelacyjny tekst, wielkie dzięki za to, że się nim z nami podzieliłeś