Love in the Time of Cholera

2 godz. 19 min.
6,3 12 673
oceny
6,3 10 12673
7 609
chce zobaczyć
{"rate":5.5,"count":2}
{"type":"film","id":261756,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Love+in+the+Time+of+Cholera-2007-261756/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Miłość w czasach zarazy
  • chambreur ocenił(a) ten film na: 3

    Za stracony czas, amatorską charakteryzację starzejących się postaci, tragikomiczny, udawany hiszpańsko-kolumbijski akcent w języku angielskim, dramatycznie słabą rolę Giovanny, za wszystko!!

  • luage30 ocenił(a) ten film na: 1

    chambreur Podpisuje się pod tym żądaniem !!! Poniżej krytyki

  • chambreur A propos tego akcentu.... Mnie fascynuje, czemu bohaterowie mówili po angielsku. Ksiązka napisana po hiszpańsku. Połowa obsady to latynosi lub Hiszpanie. Bardem jest Hiszpanem, Bratt też z pewnością zna ten język, skoro jego rodzice są z Peru... Rozwaliła mnie wypowiedź Giovanny Mezzogiorno: The decision to go with speaking English rather than having the film use Spanish as its common language was an interesting one for the cast. “They said to us that we had to speak English because making the movie in Spanish would have been very limiting for the movie/. No proszę, limiting? Bo Amerykanie i Angilcy będą musieli poczytać napisy? Na świecie popularność zdobywają filmy kręcone po niemiecku, francusku, hiszpańsku a nawet kurde po chińsku - to zadna przeszkoda, zwłaszcza, ze akurat po hiszpańsku mówi spora częśc świata. Niewiele mniejsza niż po angielsku. No ale jak wsyzscy będą gadać z dziwnym (rzekomo latynoskim?) akcentem, to zaklniemy rzeczywistość i nagle się znajdziemy w Kolumbii. Jak dla mnie to zabieg masakryczny i ostateczny dowód, że postanowiono po prostu wyprodukować towar do sprzedania a nie adaptację ksiązki. :(
    Nie wszystko da się przenieść na ekran. Tutaj chodziło głownie o grę słowem, o zabawę językiem a nie o fabułę. Okrojona z językowej warstwy typowej dla tego autora "goła" fabuła jest po prostu historią o gościu, który zalicza laski, ponieważ nie mógł się ożenić z ukochaną. Powieść opiera się na wykorzystaniu słowa, zawieszeniu w pewnej magicznej rzeczywistości oraz na tworzeniu erotycznego napięcia (dlatego też jej nie lubię). Słowem, nie wszystko mozna pokazać na obrazku. W dodatku czułam wybitną antypatię do obleśnego niczym tasiemiec Arinzy, przez cały czas podświadomie kibicując bohaterowi granemu przez Benjamina Bratta.

    Nie lubię Marqueza, przyznaję się, podoba mi się tylko jedna jego powieść (Jesień patriarchy) a w domu od lat nazywamy go wszyscy pociesznie Starym Zboczkiem, ale to co tutaj biedakowi zrobili to się w pale nie mieści.

    Rekompensaty nie żadam, ponieważ wiedziałam, w co się pakuję (piosenka Shakiry stanowiła pewnego rodzaju ostrzeżenie). Poszłam na ten film zaciągnięta przez koleżankę w ramach umowy barterowej i nastepnym razem to ona będzie ze mną cierpieć na adaptacji jakiegoś Clancy'ego albo na Opowieściach z Narnii. Zresztą jako dziecko musiałam znosić w pewnym okolicznościach "Luz Marię" i nauczyłam się, że w tragicznych filmach kostiumowych zawsze pozostają jeszcze do oglądania sukienki.

  • Szarobure Chodzi o to, że Anglicy, a już na pewno Amerykanie, nie nadążyli by z czytaniem napisów i cala ta wielka , ambitna widownia poszła by w p...