Love in the Time of Cholera

2 godz. 19 min.
6,3 12 673
oceny
6,3 10 12673
7 607
chce zobaczyć
{"rate":5.5,"count":2}
{"type":"film","id":261756,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Love+in+the+Time+of+Cholera-2007-261756/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Miłość w czasach zarazy
  • sz_adam ocenił(a) ten film na: 3

    „Miłość w czasach zarazy” to ekranizacja ponoć jednej z najlepszych powieści Gabriela Garcíi Márqueza (może faktycznie książki nie da się porównać z filmem, który oceniłbym raczej jako słaby). Według zapowiedzi jest to „opowieść o miłości, która okazała się silniejsza od samotności i śmierci”. Osobiście odebrałem ten obraz zupełnie inaczej. Gra aktorów jest raczej kiepska, ich charakteryzacja jeszcze gorsza (młoda twarz przerobiona na staruszkę). Jest jednak w tym filmie coś, co pobudza do głębszej refleksji – to wykreowanie dość charakterystycznej postaci cynicznego romantyka, tak często spotykanego również w dzisiejszych czasach.

    Główny bohater, Florentino, święcie wierzy w to, że przez całe swe kawalerskie życie pozostaje wierny wybrance z czasów młodości, nie przeszkadza mu to jednak w kolekcjonowaniu przygód erotycznych na skalę filatelistyczną - ze skrzętnym numerowaniem i odnotowywaniem wszystkich zdobyczy. Florentino jest pewny swej nieskazitelności, bo przecież każda kolejna igraszka staje się tylko krótkim przystankiem w romantycznym podążaniu za swym ideałem. Swoją drogą zawrotna ilość erotycznych „spełnień” (ponad 600 miłostek zapisanych w notesie), pożądanie jakie budził starzec wśród młodych kobiet, jak też intensywność jego doznań - wszystko to mogło się zrodzić tylko w wyobraźni niespełnionego pisarza, naglonego odczuciem bezlitosnej przemijalności.

    Osobiście widzę tu tylko zionąca pustkę egzystencjalną, wobec której bohaterowie kurczowo chwytają się brzytwy erotycznych doznań lub sentymentalnych uniesień, nazywając je miłością, której najwyraźniej nigdy nie zaznali. W ostatniej odsłonie usilnie starają się jeszcze odgrzać młodzieńczy sentymentalizm, wyruszając w rejs na prywatnym statku o znamiennej nazwie „Nowa Wierność”. Ta nazwa zawiera w sobie esencję całego filmu: wierność istnieje tylko tam, gdzie są żywe emocje – poza nimi człowiek jest z niej całkowicie zwolniony. I jeszcze jeden szczegół, który odczytałem jako symbol – starzy kochankowie (już grubo po 70-tce), aby nikt im nie przeszkadzał, na czas rejsu wywieszają oznakowania, że na pokładzie panuje cholera. Myślę, że film doskonale pokazał, czym jest życie i miłość wobec śmiertelnej zarazy, która każe widzieć tylko to, co fizyczne i emocjonalne, zatrzaskując przed człowiekiem całą przestrzeń ducha.

  • sz_adam Trafne spostrzeżenia. Też mnie zastanowił ten "notatnik starego dziada". Mimo to warto.

  • panna_monroe ocenił(a) ten film na: 4

    sz_adam takie wrazenie mozna odniesc. gdy sie widzialo jedznie film. w powiesci to wszystko wyglada inaczej i nie jest tak sztuczne i mialkie.

  • sz_adam ocenił(a) ten film na: 3

    panna_monroe Wierzę Ci - wielokrotnie to czułem, gdy po przeczytaniu książki oglądałem na jej podstawie nakręcony film. W tym przypadku niestety książki nie czytałem...

  • youaremydisco ocenił(a) ten film na: 4

    sz_adam książka milion razy lepsza, będziesz mile zaskoczony nią po tym filmie, który W NAJMNIEJSZYM stopniu nawet nie oddaje jej uroku.

  • panna_monroe Zgadzam się. Odnosiłem się do filmu a książkę oczywiście czytałem(przed filmem).

  • sz_adam Nazywasz Marqueza niespełnionym pisarzem?????????:) dobre:)

  • gemma_92 ocenił(a) ten film na: 5

    sz_adam Film jest okropny i piszę to z punktu widzenia osoby, która czytała książkę. Fabuła strasznie spłaszczona, czego nie mogę zrozumieć. Mieć taki materiał w rękach i tego nie wykorzystać. Poza tym sam film- według mnie- jest kiepski, jedynie zdjęcia jako tako się bronią. Najgorsza rola Javiera, a o tej aktorce która grała Ferminę wolę się nawet nie wypowiadać :/ Dałam 5 po seansie, czego już nie będę zmieniać, ale chyba tylko z sentymentu do książki, no i za zdjęcia. Naprawdę książka jest nieporównywalnie lepsza od tego filmu, poza tym może Kolumbijczycy powinni wziąć się za ekranizację tej książki, bo im mogłoby to wyjść lepiej :)