Reżyserka wykorzystuje rodzinne fotografie, żeby opowiedzieć o metaforycznym mieście założonym dla pracowników rafinerii oraz wykładowców uniwersyteckich. Wraz z wybuchem wojny w mieście pojawiają się uchodźcy, budowane są nowe dzielnice, a nazwiska poetów zastępowane są imionami męczenników i bohaterów wojennych.
Pokazuje świat, w którym stopniowo odbiera się ludziom kolejne przestrzenie wolności. Najpierw znika poezja, potem muzyka, taniec, radość życia. Zostaje smutek, milczenie i poczucie, że coś bardzo ważnego zostało utracone. W tym sensie jest to dla mnie nie tylko opowieść o skutkach wojny, ale także o skutkach...