Sopocki Grand Hotel – od strony kuchni. Nie widać klientów, są sami pracownicy. Przyglądamy im się, zaczynając od dołu hotelowej hierarchii: palacz i babka klozetowa, szatniarz, pomywaczki i pokojowe, aż do arystokracji: kucharza, kelnera, barmanki. Każdy z nich mówi, że jego funkcja jest najważniejsza, że bez niego hotel nie mógłby działać. Na koniec staje do fotografii armia hotelowych ludzi, na czele z dyrekcją i pierwszym sekretarzem organizacji partyjnej. Tworzą razem odpowiednik społeczeństwa. Choć każdy jest tu ważny, wszyscy są służącymi. Łoziński ukazuje sytuację, w której panuje nieprzekraczalny, klasowy podział ról. W tym miejscu spędza się całe życie i z tego miejsca ogląda się lepszy świat. Że wciąż jesteśmy w PRL, poznać po wypowiedzi kucharza, który dodaje przyprawę Winchester, której „nie ma w Społem”. Starsza pokojowa napomyka, że jest „wdową roku 1970”, kiedy strzelano do robotników. W tym, co mówią, uderza pracownicza duma i godność, z drugiej strony – charakterystyczne feudalne uniżenie i potrzeba ułudy. Lekko, ironicznie, w rytmie starego rag-time'u ukazany model społeczeństwa.
opis dystrybutora dvd
Słynny Grand Hotel na sopockiej plaży ma swoich bohaterów dnia codziennego. Podczas gdy goście pojawiają się i znikają, na ich komfort pracuje liczna obsługa hotelu. To też ich miejsce. W filmie wypowiadają się pracownicy niemal wszystkich szczebli: od pokojowych, praczek, przez hydraulików, elektryków, kucharzy, księgowe, po dyrektora. Każdy wypowiada się z osobna, dopiero w finale przed kamerą prezentują się całe grupy pracownicze. Pracownicy mają poczucie sensu swojej pracy i godności osobistej. Towarzysząca ich wypowiedziom muzyka rozrywkowa odciąża powagę tematu i stanowi satyryczny komentarz do konwencji filmu o pracy.
platforma vod